…baczny czytelnik anegdoty prawniczej z pewnością dostrzegł, że część z dotychczas przywoływanych zdarzeń nie miałaby racji bytu bez intelektualnego wkładu czy refleksji klientów i świadków, nienależących do szczecińskich gremiów prawniczych. Nieprawniczy komponent anegdoty prawniczej godzien jest jednak większej uwagi i należytego respektu. Bez tego wkładu życie prawnika togowego byłoby znacznie mniej barwne i ciekawe. Temu właśnie komponentowi, a w zasadzie jego przejawom, poświęconych jest kilka następujących słów:
Miała miejsce rzecz nieczęsto spotykana w post-pandemicznej „przyrodzie” – komornik sądowy wybrał się na czynności terenowe do domu dłużniczki. Zamierzał dokonać zajęcia jakiegokolwiek wartościowego mienia. Dość już miał nękania telefonami przez wierzyciela. W mieszkaniu zastał dłużniczkę z małżonkiem. Starsi ludzie bez oporu wpuścili go do najmowanego mieszkania. A tam, oprócz ponadprzeciętnie dużego telewizora, nie było w zasadzie nic cennego. Im dłużej jednak komornik zastanawiał się nad odbiornika zajęciem, tym bardziej atmosfera zagęszczała się. Dłużniczka stała jednak nieugięta w obronie sprzętu. Chcąc rozluźnić atmosferę, komornik niezbyt udanie zażartował „Albo odda pani telewizor, albo zabieram obrączki.”. Dłużniczka, pozorując rozeznanie w przepisach, oburzona krzyczała „Obrączki nie oddam – to jest jak, jak… odznaczenie!”. Niespodziewanie odezwał się, dotychczas poważnie milczący, małżonek: „A bierze pan w cholerę te obrączki. To nie odznaczenia, to stygmaty!”.
* * *
Sąd ogłasza wyrok „(…) i za ten czyn, na podstawie (…), wymierza mu karę ograniczenia wolności na okres 2 miesięcy w postaci obowiązku wykonywania nieodpłatnej, kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 40 godzin miesięcznie (…)”. Skazany, dorosły mężczyzna, rozpłakał się. Zdziwiło to nieco sędziego przewodniczącego, lecz bardziej szokujące były słowa uzasadniające to zachowanie: „ale, Wysoki Sądzie, ja, ja, ja … nigdy nie pracowałem… Ja naprawdę nie wiem, jak to się robi”. „To się skazany dowie” – odparł sędzia przewodniczący z nieskrywaną satysfakcją człowieka pracy.
* * *
Podczas pierwszej rozprawy o podział majątku wspólnego przewodniczący niestrudzenie nakłania byłych małżonków do zawarcia porozumienia i zakończenia sprawy bez wydania merytorycznego rozstrzygnięcia. „Panie wnioskodawco” – mówi – „Czy nie warto ustąpić? Jaka jest cena pańskiego świętego spokoju?”. „Mój spokój jest bezcenny! Ale ja z terrorystami nie negocjuję!” odpowiada poddenerwowany wnioskodawca. „Proszę nie przesadzać, w końcu byliście państwo małżeństwem 20 lat”, odrzekł sędzia przewodniczący, czym nieświadomie wyprowadził wnioskodawcę z równowagi i usłyszał „Tak! Dwadzieścia długich lat doświadczeń! Ja wiem, co mówię – to terrorystka i już!”.
Ku pamięci przyszłych pokoleń szczecińskich prawników zebrał i wstępem opatrzył
Mecenas Jan Maria Togowy
Uwaga! Odmiennie niż zazwyczaj żadne z przywołanych zdarzeń nie miało miejsca ani w Szczecinie, ani z udziałem podpisanego wyżej kronikarza humoru. Nie zaszła zatem potrzeba zmiany jakichkolwiek okoliczności faktycznych i cech osobowych bohaterów.