Adwokat okiem sędziego. Nie ślepym.
Pamiętam grudniowy poranek 2003 roku, kiedy w Pałacu Prezydenckim w tłumie kilkuset sędziów oczekiwałem na nominację sędziowską. I pewnie tylko ten podniosły moment celebracji utkwiłby w mej pamięci, gdyby nie nieoczekiwane stwierdzenie mojego dawnego kolegi ze studiów, który szykując się na przybycie prezydenta stwierdził nagle, że „jak tylko dostaje kwit sędziego, odpęka jeszcze tylko dwa lata karencji i ma już dograną adwokaturę”. Tyle bowiem trzeba było pracować jako sędzia, aby móc ubiegać się o wpis na listę adwokatów. Z naciskiem na słowo „ubiegać”, bo dostęp do tzw. „wolnych” zawodów prawniczych dla przeciętnego absolwenta prawa wydawał się być podówczas zamknięty. A przynajmniej mocno ograniczony.
…Adwokat okiem sędziego. Nie ślepym.Dowiedz się więcej »
W działach: In Gremio wydanie specjalne
