Rok 2024 jest – zwłaszcza dla prawników – rokiem rocznicowym.
Obchodzimy m.in. sześćdziesiątą rocznicę uchwalenia i wejścia w życie dwóch nader ważnych ustaw – Kodeksu cywilnego[1], uchwalonego dn. 23 kwietnia 1964 r., który wszedł w życie dn. 18 maja 1964 r., oraz Kodeksu postępowania cywilnego[2], uchwalonego dn. 17 listopada 1964 r., który wszedł w życie dn. 01 stycznia 1965 r. Obchodzimy również dwudziestą rocznicę przystąpienia RP do UE, co zrewolucjonizowało i do głębi „przeorało” cały polski system prawny, a także dwudziestą piątą rocznicę przystąpienia RP do NATO, co również spowodowało liczne zmiany w polskim prawodawstwie dotyczącym Sił Zbrojnych. O wadze tych wydarzeń przypominamy sobie nie tylko z okazji obchodów kolejnych rocznic, lecz również obserwując arcydynamiczną sytuację na świecie (o zbawiennej dla Polski roli UE i NATO nie trzeba nikogo przekonywać) i – nie mniej wartką – w kraju.
Pośród wszystkich tegorocznych wydarzeń rocznicowych często umyka rocznica o równie wielkiej doniosłości – trzydzieści pięć lat temu doszło w polskim systemie konstytucyjnym do restytucji monokratycznego urzędu głowy państwa. Zakończył się wówczas czterdziestosiedmioletni okres funkcjonowania kolegialnego organu – Rady Państwa, powołanej do życia przepisami Konstytucji PRL z dn. 22 lipca 1952 r.[3]
Dnia 07 kwietnia 1989 r. Sejm PRL – wykonując ustalenia wypracowane w czasie obrad Okrągłego Stołu[4] – uchwalił ustawę o zmianie Konstytucji PRL[5], na mocy której dodano do ustawy zasadniczej przepisy rozdziału 3a pt. „Prezydent Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej”. Od tej chwili głowa państwa była najwyższym przedstawicielem Państwa Polskiego w stosunkach wewnętrznych i międzynarodowych, a jednocześnie czuwała nad przestrzeganiem Konstytucji PRL, stała na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa, nienaruszalności i niepodzielności jego terytorium oraz przestrzegania międzypaństwowych sojuszy politycznych i – signum temporis – wojskowych. Prezydenta wybierał Sejm i Senat, połączone w Zgromadzenie Narodowe, przy czym decyzję podejmowano bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ogólnej liczby członków ZN. Kadencja głowy państwa trwała sześć lat i mógł on być ponownie wybrany tylko jeden raz. Ustawa zaś określać miała akty prawne Prezydenta o istotnym znaczeniu, wymagające kontrasygnaty Prezesa RM[6]. Prezydent wykonywał swoje uprawnienia i obowiązki na podstawie i w ramach konstytucji i ustaw, a za ich naruszenie oraz za przestępstwo ponosił odpowiedzialność wyłącznie przed TS na privilegium fori (co chronić ma powagę urzędu, poprzez oddanie pod osąd specjalnego, nie-powszechnego sądu[7]).
Restytuowany wówczas urząd, choć na przestrzeni lat podlegał licznym zmianom (m.in. zmiana sposobu jego wyłaniania z wyborów pośrednich na bezpośrednie[8], likwidacja funkcji strażnika międzypaństwowych zobowiązań sojuszniczych, czy też zmiana zakresu aktów urzędowych wyłączonych spod obowiązku kontrasygnaty etc.), to przetrwał okres transformacji ustrojowej i w zbliżonym kształcie został przyjęty do Konstytucji RP z dn. 2 kwietnia 1997 r.[9] Wydaje się zatem, że – pomimo zgłaszanych nadal w nauce i publicystyce – propozycji zmian pozycji ustrojowo-prawnej głowy państwa model przyjęty w 1989 r. ma charakter pewnego standardu konstytucyjnego, który na trwałe wpisał się w polskie realia ustrojowe i znajduje poparcie podmiotu dzierżącego pouvoir constituant. W tzw. młodych demokracjach jest to poważne osiągnięcie, zasługujące na odnotowanie i podkreślenie.
Na przestrzeni trzydziestu pięciu lat urząd głowy państwa sprawowało sześciu piastunów. Każdy z nich odcisnął na polskiej prezydenturze swe unikalne brzemię. Począwszy od zachowawczej prezydentury Wojciecha Jaruzelskiego (wyraźnie mającego poczucie wagi historycznej chwili, w jakiej państwo i naród się wówczas znalazły), poprzez falandyzującą prezydenturę Lecha Wałęsy, a następnie przez dwukadencyjną prezydenturę kompromisu Aleksandra Kwaśniewskiego, silnie skupionego na realizacji celów strategicznych (uchwalenie ustawy zasadniczej, członkostwo w NATO i UE), po „braterską” prezydenturę Lecha Kaczyńskiego i „marazmatyczno-stabilizującą” prezydenturę Bronisława Komorowskiego, aż do obecnej „nie-w-pełni-niezależnej” prezydentury Andrzeja Dudy, każdy kolejny rok najnowszej historii Polski konsekwentnie udowadnia, że nie jest prawidłowe porównywanie głowy państwa do „żyrandola”.
W polskim systemie konstytucyjnym głowa państwa, posiadająca bardzo silną legitymację demokratyczną pochodzącą z wyborów bezpośrednich – równą legitymacji ogólnokrajowych organów przedstawicielskich, wyposażona jest w liczne tzw. prerogatywy i dodatkowo wzmocniona atrybutem uosabiania najwyższego majestatu Rzeczypospolitej, przez co bardzo silnie oddziałuje na życie publiczne i państwowe. Niech świadczą o tym choćby – niezależnie od konstytucyjnych wątpliwości związanych z podejmowaniem takich działań przez głowę państwa – spór wokół procesu kreowania kolejnych składów Rady Ministrów po wyborach parlamentarnych w 2023 r., kolejne weta konstytucyjne składane wobec ustaw realizujących fundamentalne zapowiedzi legislacyjne onegdajszej opozycji (która obecnie sprawuje władzę), czy też publiczne wystąpienia głowy państwa na arenie międzynarodowej skierowane do sojuszników w zakresie postulowanych wydatków na obronność.
Nawet jeżeli piastun urzędu prezydenckiego nie wywodzi się z tych samych środowisk politycznych co osoby tworzące drugi człon dualistycznej egzekutywy i większość parlamentarna, to – już choćby z powodu równorzędnej demokratycznej legitymacji – nie jest prawidłową postawą lekceważenie głowy państwa, czy brak choćby prób podejmowania z nią konstruktywnej współpracy. Jeżeli współpraca taka się nie uda, „to trudno” – ważne, że zrobiono wszystko, aby sprostać standardom konstytucyjnym. Równocześnie nie jest właściwą postawą głowy państwa blokowanie en masse działań pozostałych władz na podstawie wątpliwych merytorycznie (w tym konstytucyjnie) uzasadnień, a faktycznie tylko w celu realizacji partykularnych interesów określonych grup, bez względu na dobro wspólne.
Współdziałanie władz, w tym obu segmentów dwuczłonowej egzekutywy, nie jest li tylko stylistycznym ozdobnikiem przypadkowo zamieszczonym w preambule Konstytucji RP z 1997 r., lecz przede wszystkim nakazem prawnym, którego realizacja urzeczywistniać ma ideał Rzeczypospolitej jako dobra wspólnego wszystkich obywateli. Skoro suweren zdecydował o wyborze na poszczególne urzędy osób o odmiennych proweniencjach, to – nawet, jeżeli się one ze sobą nie zgadzają, „nie lubią”, czy politycznie „im nie po drodze” – nie mogą nie realizować konstytucyjnego nakazu współpracy. Wszak, jak stanowi preambuła Konstytucji RP z 1997 r., ustawę zasadniczą stosować należy dla dobra Trzeciej Rzeczypospolitej, a poszanowanie zasad konstytucyjnych postrzegać należy jako jej niewzruszoną podstawę. Już bowiem nie o odpowiedzialność przed partią, jej wyborcami lub politycznym patronem tu chodzi. Sprawy wyższej wagi winno się zważyć, gdy do służby publicznej się kto zaciąga.
Słowem, z rocznicy restytucji monokratycznej głowy państwa wywieść godzi się generalny wniosek o zastosowaniu uniwersalnym (adresowany do wszystkich tych, którzy ustawę zasadniczą mają stosować) – „Konstytucja, głupcy!”. Bez przestrzegania konstytucyjnych postanowień i urzeczywistniania jej istoty kolejne rocznice mogą być pozbawione jakiegokolwiek faktycznego znaczenia.
[1] Dz. U. z 2023 r. poz. 1610 ze zm.
[2] Dz. U. z 2023 r. poz. 1550 ze zm.
[3] Dz. U. z 1976 r. Nr 7, poz. 36 ze zm.
[4] P. Sarnecki, Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. Komentarz do przepisów, Kraków 2000, s. 23.
[5] Dz. U. Nr 19, poz. 101.
[6] Ustawa taka nie została nigdy jednak uchwalona. Por. A. Frankiewicz, Kontrasygnata aktów urzędowych Prezydenta RP, Kraków 2004, s. 57; A. Rakowska, Kontrasygnata aktów głowy państwa w wybranych państwach europejskich, Toruń 2009, s. 161-162.
[7] Prawo konstytucyjne, pod red. P. Tulei, Warszawa 1997, s. 223; Prawo konstytucyjne RP, pod red. P. Sarneckiego, Warszawa 2008, s. 373.
[8] Zmiana wprowadzona na podstawie ustawy z dnia 27 września 1990 r. o zmianie Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej (Dz. U. Nr 67, poz. 397).
[9] Dz. U. Nr 78, poz. 483 ze zm.