Krótka rozmowa na temat zmian Konstytucji, czy też zmian w Konstytucji z Bartłomiejem Sochańskim, sędzią Trybunału Konstytucyjnego
In Gremio: W ostatnich dniach w Szczecinie odbył się Areopag – w ramach którego centrum rozważań stanowiła Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej i pytanie o potrzebę i granice jej zmian. In Gremio chciałoby zapytać pana – jako konstytucjonalistę, czy dzisiaj, w obecnych realiach, czy jest potrzebna zmiana Konstytucji?
Bartłomiej Sochański, sędzia Trybunału Konstytucyjnego: Myślę, że tak, że jest potrzeba głębokich zmian Konstytucji albo też uchwalenia nowej Konstytucji. Istnieją natomiast wątpliwości, czy mamy tak zwany moment konstytucyjny. Niewątpliwie wojna za granicą wschodnią i centralizacja Europy pod przewodnictwem Niemiec za granicą zachodnią, ale także szybko postępująca globalizacja tworzą potrzebę zmiany Konstytucji. Oczywiście zmiana konstytucji w rozumieniu spisanego aktu ustrojowego sama w sobie nie naprawi naszej Ojczyzny i nie zażegna kryzysów. Źródłem kryzysu konstytucyjnego, którego aktualnie doświadczamy, jest nie jest przecież zła konstytucja, lecz degradacja klasy politycznej, po części również elit prawniczych. Nawet bardzo dobre prawo nic nie zmieni, jeśli jest źle stosowane. Dobrzy prawnicy mogą dobrze stosować nawet złe prawo, ale źli prawnicy i dobrego prawa nie będą dobrze stosować. Dobra Konstytucja nie spowoduje zmiany jakości klasy politycznej, ale na pewno da jakieś podstawy i warunki do naprawy.
A skąd wątpliwości co do tego, czy mamy dzisiaj moment konstytucyjny?
Przede wszystkim z faktu, że jesteśmy świadkami niezwykle głębokiego, nieznanego chyba w najnowszej historii podziału społecznego. Przynajmniej ja w moim życiu, już dojrzałym, nie doświadczyłem takiego podziału społecznego – tak wyraźnego, bardzo dosadnie artykułowanego przenoszącego sprawy publiczne do życia prywatnego, rzutującego na międzyludzkie relacje. A konstytucja polega przecież na zgodzie całego społeczeństwa na określony ustrój państwa, zasady rządzenia i ochrony praw. Takiej zgody nie dostrzegam. Widzę za to kompletnie skłócone elity, które nawet w obliczu oczywistych zagrożeń nie potrafią ze sobą współpracować. Uważam jednak, że dramatycznie zmieniające się warunki zewnętrzne raczej prędzej niż później wymuszą zmianę Konstytucji.
Zgadza się, polaryzacja społeczeństwa jest dzisiaj ogromna. Ale czy jest elementem przeciw temu, żeby jakichś zmian ustrojowych dokonywać? Ciekawe jest stanowisko, że źródło potrzeby zmiany pochodzi z zewnątrz. Czyli jeżeli mielibyśmy rozstrzygnąć i wziąć na szalę polaryzację społeczeństwa i potrzebę zmiany pochodzącą z zewnątrz, to co tak naprawdę przeważa?
Myślę, że oba czynniki są bardzo ważne. Jeżeli cofnąć się do Konstytucji 3 Maja, to wówczas też nie było tzw. momentu konstytucyjnego w dzisiejszym rozumieniu. Wcale nie było zgody narodowej. Spora grupa posłów inspirowana Wolterem udała się nawet do szczecinianki – carycy Katarzyny, do Petersburga, żeby się poskarżyć na pomysł nowej polskiej konstytucji. Więc to czy jest, czy nie ma momentu konstytucyjnego, to jest kwestia splotu bardzo różnych czynników i zewnętrznych, i wewnętrznych. Według mojego odczucia, potrzebujemy dzisiaj przede wszystkim sprawnego, silnego państwa i czytelnego określenia obywatelskich praw oraz zasad ich ochrony przez władzę sądowniczą, rozdzieloną od władzy politycznej, ale nie od społeczeństwa, która zajmuje się wymiarem sprawiedliwości, a nie samą sobą. A do tego może się przyczynić nowa konstytucja. Istotną rolą nowej konstytucji byłoby również potwierdzenie polskiej suwerenności.
Zatem dobrze, jeżeli potrzeba zmiany, to w jakim kierunku? Gdzie jest ten punkt, który wymaga dzisiaj modyfikacji? Może i cały akt, bo pytanie brzmiało, czy jest potrzebna dzisiaj zmiana Konstytucji? W jakim kierunku to powinno pójść?
Zanim zarysuję potrzebne zmiany, chcę powiedzieć, że nie uważam ich za potrzebne dlatego, że Konstytucja z 1997 r. jest zła, tylko dlatego, że nie odpowiada na potrzeby dzisiejszych czasów, a przez to jest dysfunkcyjna. Konstytucja z roku 1997 powstawała w warunkach rodzenia się nowej Polski na zgliszczach PRL. Z historii jej stosowania, z historii jej powstawania wynika, że ścierały się w niej i ścierają bardzo rożne interesy i aspiracje. Niewątpliwie jednym z jej celów było zabezpieczenie i utrwalenie porozumienia elit, które doprowadziło do czerwcowych, częściowo wolnych wyborów z 1989 r., zabetonowanie tego układu poprzez wytworzenie mechanizmów wzajemnego blokowania się władz, stworzenie możliwości ustabilizowania się w nowych warunkach ludziom, którzy powinni zostać odsunięci od władzy, pozycji i wpływów po 1989. Zasadniczym motywem konstytucji z 1997 r. jest hamowanie, a nie kreacja. Przykładem niech będzie urząd Prezydenta Rzeczypospolitej, który jest w założeniu najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej, naczelnym dowódcą sił zbrojnych, ratyfikuje umowy zagraniczne, jest gwarantem ciągłości Państwa, strażnikiem ładu konstytucyjnego, suwerenności i bezpieczeństwa Państwa, jego nienaruszalności i niepodzielności, a nie jest do tych zadań odpowiednio wyposażony ani materialnie, ani normatywnie. Iluzją staje się zasada rozdziału i współdziałania władz bez takiej autonomii budżetowej sądów, trybunałów, kancelarii prezydenta, która faktycznie uniezależni te organy od kaprysów zmanierowanych posłów uchwalających budżety tych instytucji. Wśród spraw ustrojowych nowych regulacji wymaga też konstytucyjne umocowanie prokuratury, dopracowanie zasad ustrojowych sądów i trybunałów, powoływania sędziów, banku centralnego, samorządów, w tym samorządów zawodów zaufania publicznego.
Problem dzisiejszej Konstytucji polega na tym, że z jednej strony może okazać się narzędziem bezużytecznym wobec zjawisk i zagrożeń zewnętrznych, a z drugiej strony okazuje się mało odporna na niebezpieczeństwa wewnętrznego kryzysu konstytucyjnego.
Kryzysu konstytucyjnego, ale też kryzysu na arenie międzynarodowej. A gdzie tak naprawdę jest ten element naczelnego niedostosowania? Niedostosowanie Konstytucji do dzisiejszych realiów społecznych, politycznych?
Po pierwsze – Konstytucja nie zapewnia sprawnego, jednolitego kierowania bezpieczeństwem państwa, co było jakże widoczne na tle ostatniego nalotu dronów.
Po drugie – nie odpowiada na istotne zjawiska, które się toczą poza naszymi granicami, czyli na przykład na aktywizm organizacji międzynarodowych, do których Polska należy, które same z siebie kreują nowe normy, nieprzewidziane w traktatach je tworzących. Dlatego potrzebujemy nowych mechanizmów konstytucyjnych odpowiednio regulujących zasadę nadrzędności Konstytucji w sytuacji, kiedy te organizacje międzynarodowe, do których Polska przystąpiła, rozszerzają swoją działalność normotwórczą na kwestie pozatraktatowe, aby Polska nie została stopniowo pozbawiana suwerenności. Zadanie to wypełnia obecnie orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego, co jest jednak kwestionowane.
Wreszcie po trzecie, Konstytucja musi dawać jasną i czytelną odpowiedź na zmiany kulturowe, które zachodzą we współczesnym świecie. Zmiany dotyczące chociażby kwestii płci, małżeństw, wychowania dzieci.
Niestety zakres zmian Konstytucji, jakie bym widział, zdecydowanie przekracza ramy naszej rozmowy. Od roku 1997 r. historia popędziła bardzo szybko, świat bardzo się zmienił. Upadły opowieści Fukoyamy o końcu historii, poczucie bezpieczeństwa po upadku związku sowieckiego, wrażenie przyjaznych sąsiadów, mit Unii Europejskiej, która „sypie groszem” i jest oazą szczęśliwości, a nie źródłem problemów, jak np. zielona energetyka, do których nie jesteśmy przygotowani gospodarczo. Prawo oparte na zasadzie rule of law zmienia się w prawo silniejszego. Dlatego także założenia Konstytucji z 1997 r. muszą podlegać całościowej aktualizacji.
Jeżeli aspirujemy do państwa silnego, sprawnego, ambitnego i nowoczesnego, to musimy mieć konstytucję nową. Uważam, że to jest moment, aby myśleć o konkretnych modyfikacjach konstytucyjnych. Musimy mieć akt ustrojowy, który pozwala reagować skutecznie, ale też Państwo, z którym obywatele się identyfikują. Nowa konstytucja powinna zatem szanować historię, czyli pokolenia minione, respektować teraźniejszość, czyli pokolenie obecne, ale przede wszystkim patrzeć w przyszłość, czyli na szanse pokoleń przyszłych. Polska jest naszą wspólną racją i naszym wspólnym domem. Starajmy się Jej bronić, starajmy się być Jej wierni, nie tylko dlatego, że taki jest nasz konstytucyjny obowiązek, ale także dlatego, że taki mamy wspólny interes.