Dyskusja to wymiana poglądów i jest tym ciekawsza, im więcej poglądów wymieniamy generując różnice zdań. Dyskusja to ścieranie się stanowisk i odmiennych spojrzeń, co często może doprowadzić do nowych rozwiązań, nietypowych koncepcji czy rewolucyjnych konsensów.
Z pewnością nie był tym tegoroczny „Areopag”. Był to raczej wykład poligraficzny, gdzie sześciu dyskutujących mówiło jednym głosem, a większość zdań areopagici zaczynali od „zgadzam się z” albo wzajemnie kończyli swoje wypowiedzi.
Nie mogę powstrzymać się od wrażenia, że dużo ciekawsza byłaby dyskusja, w której choć jeden zaproszony gość na pytanie „czy wymienić Konstytucję” odpowiedziałby, że tak, nawet jeśli jego argumenty byłyby kontrowersyjne. Zaproszeni goście: prof. Andrzej Zoll, prof. Sławomira Wronkowska, prof. Marek Safjan, prof. Hanna Suchocka, dr Hanna Machińska i Jerzy Stępień to bez wątpienia postaci dużego formatu, ale czy nie nazbyt homogeniczne pod względem poglądów?
Zabrakło jasnej odpowiedzi na zagadnienie muśnięte przez red. Osińską: dlaczego 20, 30 czy 40-latkowie mają przestrzegać Konstytucji i dlaczego nie wolno im postulować jej wymiany, czy oczekiwać propozycji nowej Konstytucji od klasy politycznej w sytuacji, gdy Konstytucja z 1997 roku została stworzona i uchwalona przez dzisiejszych 60, 70 czy 80-latków, przy uwzględnieniu ich doświadczeń związanych z walką o niepodległość i upadkiem PRL, ale równocześnie nie cieszyła się dużym poparciem społecznym. W referendum za przyjęciem Konstytucji było bowiem 6 396 641 głosujących, przeciwko 5 570 493 głosujących. W referendum wzięło udział 12 137 136 Polaków, co dało frekwencję 42,86%. Czy siła Konstytucji nie powinna tkwić nie tylko w jej regulacjach czy w orzecznictwie, ale również w silnym mandacie społecznym?
Trzeba to napisać otwarcie: Konstytucja RP z 1997 roku została uchwalona minimalną większością głosów przy niskiej frekwencji. Realne poparcie wyniosło 22,58% Polaków uprawnionych do wypowiedzenia się.
Realne poparcie dla Konstytucji wyrażone w referendum należy skonfrontować z tezami wszystkich gości, że zmiana Konstytucji powinna się odbywać w sytuacji szerokiego porozumienia politycznego, a nie w czasach polaryzacji. Patrząc na liczby trzeba zapytać: po co?
Aktualna Konstytucja ma znikome poparcie społeczne i również została stworzona w realiach polaryzacji sceny politycznej (najlepiej obrazuje to wynik referendum -> 52,7% za). Wspomnieć trzeba, że wpłynęło 8 różnych projektów Konstytucji, pracami kierowała komisja pod przewodnictwem Waleriana Piotrowskiego (kierował Komisją do 1995 roku ze wskazania Lecha Wałęsy, ideowo związany ze środowiskiem Marka Jurka, które pomieścić by można w konserwatywnych sferach PiS), a później pod przewodnictwem Aleksandra Kwaśniewskiego czy Włodzimierza Cimoszewicza. W 1995 roku Lech Wałęsa w trakcie debaty prezydenckiej chciał wspomnianemu Kwaśniewskiemu podawać nogę, a do SN wpłynęło ponad 600 000 protestów wyborczych na wynik wyborów prezydenckich (dla porównania w 2025 r. było to około 54 000 protestów). Nie znajduję lepszych słów na określenie sytuacji politycznej z lat 1995-1997 (gdy trwały realne prace nad Konstytucją) niż skrajna polaryzacja.
Nie przekonują mnie rozważania areopagitów o tym, że demokracja i prawo są dwoma fundamentami Państwa, które prowadziły do konkluzji, że rozwiązania konstytucyjne raz przyjęte są niemal wieczne.
Wszyscy prelegenci uważali, że Konstytucja się sprawdziła. Czy w istocie tak jest? Moim zdaniem nie. W pewien sposób problem ten uchwycił Tomasz Dostatni pytając „skoro jest tak dobrze, to czemu jest tak źle?”. Z wypowiedzi gości można było wyczytać, że momentem, gdy Konstytucja zaczęła zawodzić, był 2015 rok. Co do późniejszego czasu wypowiadali się oni w taki sposób, że można zaryzykować konkluzję, że Konstytucja była dobra, dopóty nie było problemów, że funkcjonowała tak długo, aż ktoś nie zaczął testować jej granic i ograniczeń przez nią nałożonych.
Czy jednak o ubezpieczeniu powiemy, że mieliśmy świetną polisę, aż nie wystąpiło zdarzenie ubezpieczeniowe? Że warunki były super, aż nie przyszło do wypłaty?
Nie umiem pogodzić ze sobą wypowiedzi, że Konstytucja jest dobra, sprawdza się, ale w trakcie „kryzysu 2015/2016” okazało się, że ma jakieś wady, które można i należy w przyszłości naprawić. Czyli kiedy ta Konstytucja się sprawdzała?
Kompletnie zabrakło mi komentarza do słów o tym, że pozycja ustrojowa prezydenta, a w tym jego veto są zbyt silne, że większość potrzebna do odrzucenia veta blokuje działalność parlamentu, a rozwiązanie to wprowadzono doraźnie w 1990 roku celem jak najszybszego ukończenia kadencji gen. Jaruzelskiego, w perspektywie mając „pewne” zwycięstwo T. Mazowieckiego w wyborach.
Nikt nie zapytał, ani też nikt nie wytłumaczył po co takie, w domyśle złe, rozwiązanie wprowadzono w Konstytucji datowanej na 7 lat później. Nie było już gen. Jaruzelskiego, w międzyczasie Tadeusz Mazowiecki przegrał wybory, a ich zwycięzca Lech Wałęsa przegrał kolejne wybory, w 1995 roku.
Oceniam, że Konstytucja z 1997 roku była pisana z myślą o maksymalnym osłabieniu pozycji Lecha Wałęsy, który miał „pewne” zwycięstwo w 1995 roku, a gdy przegrał on wybory, próbowano naprędce zwiększyć siłę ustrojową prezydenta. Stąd nierównomierne rozłożenie prerogatyw, stąd asymetria w relacjach prezydent – parlament – rząd. Z tego powodu znalazły się w Konstytucji niejasne zapisy co do polityki zagranicznej.
Nie mogę też zgodzić się z twierdzeniem, że „przywrócenie” KRS uzdrowi sądownictwo i przywróci praworządność, co natychmiast polepszy sytuację w wymiarze sprawiedliwości. Przypomnieć warto sprawę sędziego Andrzeja Stasiuka ze Szczecina, który stoczył dość długi bój sądowy z KRS. Aby mieć możliwość awansu sędzia ów w 2008 roku uzyskał wyrok Trybunału Konstytucyjnego stwierdzający, że przepisy ustawy z 2001 roku o KRS są niezgodne z Konstytucją. Po co nam instytucja mająca na celu dobierać najlepszych ludzi na stanowiska sędziowskie, która sama nie dostrzega, że przepisy regulujące jej działalność są w dość oczywisty sposób niezgodne z Konstytucją?
Aktualny pozostaje też problem wyroków wydanych przez sędziów powołanych na wniosek Rady Państwa PRL. Czy organ ten gwarantował praworządność bardziej czy mniej niźli tzw. neoKRS? Projekt tzw. ustawy praworządnościowej ogłoszony w październiku 2025 roku w ogóle pomija tę kwestię, tak jakby Rada Państwa PRL była instytucją gwarantującą niezawisłość.
Dyskusja jest tym ciekawsza, im większa różnica poglądów i umiejętność ich wyrażania. Poglądy gości „Areopagu” są powszechnie znane, stąd bez trudu można było przewidzieć, że planowana dyskusja zamieni się raczej w wygłaszany chórem wykład.
Może warto na kolejne Areopagi poszukiwać gości o różnych, a nawet przeciwstawnych poglądach? Ileż ciekawsze byłoby nasze spotkanie, gdyby 2 albo 3 z 6 prelegentów powiedziało, że Konstytucję trzeba wymienić albo oświadczyło, że ich zdaniem Konstytucja się nie sprawdziła?