Od wielu miesięcy w Polsce trwa publiczna dyskusja na temat legalizacji związków partnerskich, która wywołuje wiele emocji i podziałów. Zwolennicy tego rozwiązania widzą w nim krok ku równości i sprawiedliwości, podczas gdy przeciwnicy obawiają się naruszenia norm moralnych i wpływu na wartości rodzinne, często wskazując, że tradycyjne fundamenty małżeństwa głęboko osadzone w normach i przekonaniach religijnych stanowią podstawę tej instytucji niemal od zarania ludzkości. Czy aby na pewno?
Na wstępie należy podkreślić, że małżeństwo w czasach starożytnych aż do X wieku było w Europie kwestią wyłącznie cywilną, a nie religijną. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa toczyły się wewnątrzkościelne debaty na temat charakteru małżeństwa. Jako instytucja świecka nie miało ono bowiem większego sensu w kontekście oczekiwania na rychłe nadejście końca świata. Dopiero w późnym średniowieczu związek małżeński zaczęto postrzegać jako sakrament, dzięki któremu papieże mogli umocnić swoją władzę nad Kościołem, przejmując rolę jego duchowych zwierzchników.
Kościół w średniowieczu wysunął kilka koncepcji dotyczących małżeństwa. Przede wszystkim uznano je za dostępne dla wszystkich ludzi, niezależnie od statusu społecznego czy majątku. Ponadto, małżeństwo przestało być jedynie umową między dwiema rodzinami, a zostało uznane za sakrament zawierany bezpośrednio przed Bogiem. Parę małżeńską tworzyli sami zainteresowani, którzy mogli udzielić sobie sakramentu, o ile spełnione były podstawowe warunki, lecz bez konieczności obecności księdza czy świadków. Tę koncepcję małżeństwa trudno było jednak pogodzić z panującymi wówczas stosunkami społecznymi, co w konsekwencji sprawiło, że została oficjalnie zakazana na IV Soborze Laterańskim (1215), choć formalnego unieważnienia dokonał dopiero Sobór Trydencki (1545-1563). Zasada dobrowolności w zawieraniu związku małżeńskiego doprowadziła do zamieszania, w tym do błędnego przekonania, że można się również w ten sposób rozwodzić, co z kolei zaowocowało zjawiskiem seryjnej monogamii, a więc sytuacji, gdy mężczyzna miał kilka żon po kolei, rozwodząc się z każdą z nich.
Małżeństwo w tradycji kościelnej charakteryzowało się tym, że było postrzegane jako nierozerwalne, co odróżniało je od starożytnych form zwyczajowych znanych wśród Żydów czy plemion germańskich. W rzeczywistości jednak małżeństwa były powszechnie rozwiązywane za pomocą tzw. unieważnienia. Jako przykład takiego działania można przywołać króla Franków Roberta II Pobożnego z dynastii Kapetyngów, który dwukrotnie odprawił małżonkę. Nie był to jednak odosobniony przypadek, bowiem w latach 1060-1223 wielu frankijskich monarchów również miało na koncie rozwiązania małżeństw.

Istniało wiele sposobów na osiągnięcie tego celu. Jednym z nich było wykorzystywanie kazirodztwa, które Kościół uznawał za poważne naruszenie. Kościelne zasady dotyczące pokrewieństwa były bardzo restrykcyjne, bowiem obejmowały pokrewieństwo aż do siódmego stopnia, a także relacje nie tylko w linii krwi, ale również między rodzicami chrzestnymi a ich krewnymi. W związku z tym, szczególnie wśród arystokracji, można było próbować uzyskać unieważnienie poprzez wykazanie, że małżeństwo od początku było kazirodcze, a zatem nieważne. Jednocześnie, w oparciu o wskazane zasady zawarcie małżeństwa niekazirodczego było często utrudnione, zwłaszcza w endogamicznych środowiskach szlacheckich. W ten sposób w dniu 21 marca 1152 roku rozwiązano małżeństwo króla Franków Ludwika VII Młodego i Eleonory Akwitańskiej, ale należy zaznaczyć, że w ówczesnej Europie dochodziło do niezliczonej ilości tego typu rozwiązań małżeństw, nie tylko w wyższych klasach społecznych. Z czasem Kościół złagodził swoje przepisy dotyczące zakazu kazirodztwa, ograniczając go do czwartego stopnia pokrewieństwa.
Inną podstawą unieważnienia małżeństwa była bigamia, często powodująca przeciążenie sądów w kwestii ustalenia ważności zawartych przysiąg małżeńskich. Ponadto jako powód wskazywano zbyt młody wiek, co było powszechne wśród arystokracji, gdzie małżeństwa dzieci w bardzo młodym wieku były częstym zjawiskiem. Do przyczyn należały także zawarcie związku pod przymusem, ukryta impotencja czy błędy formalne.
W kontekście przymusu nie było niczym niezwykłym, że młodzi arystokraci porywali kobiety i zmuszali je do małżeństwa. W czasach średniowiecza normy społeczne i obyczajowe często wymuszały zawarcie małżeństwa siłą, a granice przemocy były wyznaczane przez mężczyznę. Wiek prawny do zawarcia związku małżeńskiego wynosił 12 lat dla dziewcząt i 14 lat dla chłopców. Zaręczyny mogły mieć miejsce jeszcze wcześniej, lecz po osiągnięciu pewnego wieku narzeczeni z własnej woli mogli je anulować. Jednakże w praktyce młodzi ludzie, szczególnie kobiety, rzadko mieli realną możliwość podejmowania samodzielnych decyzji. W średniowieczu dominowało przekonanie, że to mężczyźni decydują za siebie nawzajem: jeden za pana młodego, drugi za pannę młodą, co wprost wskazuje na brak pełnej autonomii kobiet. Krótkotrwałą emancypację kobiet przyniosły epidemie dżumy i głodu, które poważnie osłabiły europejską populację i sprawiły, że kobiety tymczasowo uzyskały wolność i większą niezależność ekonomiczną.
Stopniowa kontrola Kościoła nad małżeństwem pojawiła się dopiero w późnym średniowieczu. Przykładem tego jest historia Lotara, króla Lotaryngii, którego polityczne małżeństwo z Teutbergą zakończyło się po 2 latach. Król odprawił żonę i poślubił konkubinę, Waldradę, z którą utrzymywał długi romans i miał dziecko. Teutberga padła ofiarą poważnych zarzutów, w tym kazirodztwa ze swoim bratem Hucbertem. Oskarżenia te zostały odrzucone w 858 roku w wyniku ordaliów: Teutberga wytrzymała próbę wrzącej wody, co miało świadczyć o boskim poparciu dla jej niewinności.
Wbrew oczekiwaniom króla, zarówno biskupi uczestniczący w synodzie w Akwizgranie w 862 roku, jak i papież Mikołaj I, nie zatwierdzili unieważnienia małżeństwa Lotara z Teutbergą. Sprawa zyskała rozgłos na arenie międzynarodowej, wskazując, że już od początku istnienia kościelne regulacje dotyczące małżeństwa pełniły funkcję narzędzi politycznych. Od tego momentu duchowni i kościelni prawnicy toczyli spory ze szlachtą i rodami królewskimi, walcząc o władzę i jurysdykcję nad małżeństwem jako sakramentem.
Zwycięzcą okazał się Kościół, który objął wówczas swoim wpływem sferę prywatną, w tym relacje rodzinne oraz kwestie własnościowe, które w pełni zaczęły podlegać jego decyzjom. Niemniej aż do IV Soboru Laterańskiego lokalni biskupi często nie przestrzegali kościelnych nakazów. Przykładowo w Kastylii możliwość zawierania cywilnych małżeństw na wyznaczony czas funkcjonowała aż do czasów Soboru Trydenckiego. Podobnie w średniowiecznej Wenecji praktyka zawierania małżeństw jako umów cywilnych, które można było rozwiązać z powodu niezgodności partnerów, utrzymywała się przez wiele lat.
Największy „rozwód” w dziejach łacińskiej Europy został wywołany przez sam Kościół, który zniósł wielowiekową tradycję dopuszczającą do służby duchowej żonatych księży. W wyniku tej decyzji status żon stał się podobny do relacji konkubin, a ich potomstwo zaczęto traktować jako nieślubne dzieci. W społeczeństwach tradycyjnych, szczególnie w okresie średniowiecza, posiadanie nieślubnych dzieci zwłaszcza wśród zamożnych, nie było rzadkością ani powodem do wstydu. Mimo to decyzja ta była początkowo szeroko ignorowana; nawet 200 lat po wprowadzeniu wspomnianego zakazu na Półwyspie Iberyjskim księża z żonami i dziećmi wciąż byli postrzegani jako coś całkowicie naturalnego.
Oprócz unieważnienia, czyli faktycznego rozwodu, istniała także instytucja separacji „od stołu i łoża”, która nie dawała małżonkom prawa do ponownego zawarcia małżeństwa. Decyzje w takich sprawach opierały się głównie na dwóch podstawach: zdradzie pozamałżeńskiej i okrutnym traktowaniu. Należy zaznaczyć, że powodem do separacji nie mogła być jedynie krótkotrwała relacja seksualna jednego z partnerów z osobą trzecią. Tylko związki pozamałżeńskie, które miały podobny charakter do małżeństwa, stanowiły podstawę do orzekania separacji w sądach. Ponadto osoba ubiegająca się o separację musiała być wolna od jakichkolwiek relacji seksualnych poza małżeństwem, co ograniczało popularność takich rozstań. W kwestii przemocy domowej – najczęściej dotyczyła ona mężów wobec żon, a bicie kobiet było uznawane za normę. Dobrym przykładem tego, co wówczas uważano za przejaw okrucieństwa, były sytuacje, gdy w wyniku dotkliwego pobicia przez męża kobieta ocierała się o śmierć. Na uwagę zasługuje również wskazanie, że w ówczesnej Europie rozpowszechnił się specyficzny nurt duchowości, reprezentowany przez Anielę z Foligno czy Dorotę z Mątowów, który postrzegał brutalne zachowania mężów wobec żon jako formę duchowego oczyszczenia na ziemi, które kobiety powinny cenić i dziękować za nie Bogu.
W myśli teologicznej średniowiecza małżeństwo zaczęło odgrywać kluczową rolę jako symboliczna metafora wielu mistycznych relacji. Papież Innocenty III wyróżnił cztery rodzaje małżeństwa: pierwszym jest zwyczajne, fizyczne małżeństwo; drugim związek między Chrystusem a Kościołem; trzecim relacja między Bogiem a duszą człowieka; a czwartym symboliczne powiązanie Słowa Bożego z ludzką naturą w osobie Chrystusa. Papież rozwinął te porównania, opisując Kościół jako wiecznego małżonka, który staje się spadkobiercą Piotra i symbolicznie posiadaczem powszechnej władzy Chrystusa. W tej wizji małżeństwa papież, jako małżonek Kościoła, jednoczy się z nim w duchowej harmonii, jednocześnie pełniąc rolę duchowego ojca wspólnoty.
W średniowieczu zawarcie związku małżeńskiego było często powiązane nie tylko z relacjami rodzinnymi, lecz także z funkcjonowaniem całej lokalnej wspólnoty. Wybór małżonka był zwykle domeną kobiety. Miejscowa społeczność pilnowała przestrzegania tradycyjnych zasad, a naruszenia norm małżeńskich mogły skutkować różnymi formami kary, w tym nawet publicznym wymierzaniem chłosty.
Miłość w dzisiejszym rozumieniu nie była częścią małżeństwa w czasach średniowiecza ani nie była oczekiwana między małżonkami. Parom przypisywano stopniowe zbliżanie się i budowanie uczuć, co wynikało z faktu, że często na początku małżonkowie nie znali się zbyt dobrze. Jednocześnie historyczne źródła wskazują, że przykładowo władcy Franków z dynastii Karolingów często tworzyli relacje z konkubinami opierając się na autentycznym uczuciu miłosnym. Mimo obecności literackich opowieści o pożądaniu i zmysłowym spełnieniu, wczesne utwory poetyckie, zwłaszcza trubadurskie, często funkcjonowały jako alternatywa lub nawet sprzeczność wobec instytucji małżeństwa. Dopiero w późniejszym okresie pojawiły się utwory wyrażające miłość prowadzącą do zawarcia związku małżeńskiego. Ideał miłości małżeńskiej jaki znamy dzisiaj, zaczął kształtować się głównie w środowiskach miejskich, a nie arystokratycznych, nieco wbrew oficjalnemu stanowisku Kościoła, dopiero pod koniec średniowiecza.
Tytułem wyjaśnienia: ze względu na ograniczenia długości tekstu, świadomie pominąłem kwestie dotyczące idei małżeństwa w średniowiecznym judaizmie i islamie, ograniczając się do chrześcijańskiej części Europy.