• Przejdź do głównej nawigacji
  • Przejdź do treści
  • Przejdź do głównego paska bocznego

In Gremio

łączy środowiska prawnicze

  • 2025
    • In Gremio 175
    • In Gremio 176
    • In Gremio 177
    • In Gremio 178
    • In Gremio 179
    • In Gremio 180
  • 2024
    • In Gremio 169
    • In Gremio 170
    • In Gremio 171
    • In Gremio 172
    • In Gremio 173
    • In Gremio 174
  • 2023
    • In Gremio 163
    • In Gremio 164
    • In Gremio 165
    • In Gremio 166
    • In Gremio 167
    • In Gremio 168
  • 2022
    • In Gremio 157
    • In Gremio 158
    • In Gremio 159
    • In Gremio 160
    • In Gremio 161
    • Wydanie specjalne
    • In Gremio 162
  • 2021
    • In Gremio 149
    • In Gremio 150
    • In Gremio 151
    • In Gremio 152
    • In Gremio 153
    • In Gremio 154
    • In Gremio 155
    • In Gremio 156
  • 2020
    • In Gremio 138
    • In Gremio 139
    • In Gremio 140
    • In Gremio 141
    • In Gremio 142
    • In Gremio 143
    • In Gremio 144
    • In Gremio 145
    • In Gremio 146
    • In Gremio 147
    • In Gremio 148
  • 2019
    • In Gremio 127
    • In Gremio 128
    • In Gremio 129
    • In Gremio 130
    • In Gremio 131
    • In Gremio 132
    • In Gremio 133
    • In Gremio 134
    • In Gremio 135
    • In Gremio 136
    • In Gremio 137
  • 2018
    • In Gremio 116
    • In Gremio 117
    • In Gremio 118
    • In Gremio 119
    • In Gremio 120
    • In Gremio 121
    • In Gremio 122
    • In Gremio 123
    • In Gremio 124
    • In Gremio 125
    • In Gremio 126
  • 2017
    • In Gremio 105
    • In Gremio 106
    • In Gremio 107
    • In Gremio 108
    • In Gremio 109
    • In Gremio 110
    • In Gremio 111
    • In Gremio 112
    • In Gremio 113
    • In Gremio 114
    • In Gremio 115
  • 2016
    • In Gremio 98-99
    • In Gremio 100
    • In Gremio 101
    • In Gremio 102
    • In Gremio 103
    • In Gremio 104
  • 2015
    • In Gremio 91-92
    • In Gremio 93
    • In Gremio 94-95
    • In Gremio 96
    • In Gremio 97
  • 2014
    • In Gremio 86
    • In Gremio 87
    • In Gremio 88-89
    • In Gremio 90
  • 2013
    • In Gremio 80
    • In Gremio 81
    • In Gremio 82-83
    • In Gremio 84
    • In Gremio 85
  • więcej…
    • 2012
      • In Gremio 74
      • In Gremio 75
      • In Gremio 76
      • In Gremio 77
      • In Gremio 78
      • In Gremio 79
    • 2011
      • In Gremio 68
      • In Gremio 69
      • In Gremio 70
      • In Gremio 71
      • In Gremio 72
      • In Gremio 73
    • 2010
      • In Gremio 62
      • In Gremio 63
      • In Gremio 64
      • In Gremio 65
      • In Gremio 66
      • In Gremio 67
    • 2009
      • In Gremio 56
      • In Gremio 57
      • In Gremio 58
      • In Gremio 59
      • In Gremio 60
      • In Gremio 61
    • 2008
      • In Gremio 45-46
      • In Gremio 47-48
      • In Gremio 49-50
      • In Gremio 51-52
      • In Gremio 53-54
      • In Gremio 55
    • 2007
      • In Gremio 33
      • In Gremio 34
      • In Gremio 35
      • In Gremio 36
      • In Gremio 37
      • In Gremio 38
      • In Gremio 39-40
      • In Gremio 41
      • In Gremio 42
      • In Gremio 43
      • In Gremio 44
    • 2006
      • In Gremio 21
      • In Gremio 22
      • In Gremio 23
      • In Gremio 24
      • In Gremio 25
      • In Gremio 26
      • In Gremio 27-28
      • In Gremio 29
      • In Gremio 30
      • In Gremio 31
      • In Gremio 32
    • 2005
      • In Gremio 9
      • In Gremio 10
      • In Gremio 11
      • In Gremio 12
      • In Gremio 13
      • In Gremio 14
      • In Gremio 15-16
      • In Gremio 17
      • In Gremio 18
      • In Gremio 19
      • In Gremio 20
    • 2004
      • In Gremio 1
      • In Gremio 2
      • In Gremio 3
      • In Gremio 4
      • In Gremio 5
      • In Gremio 6
      • In Gremio 7
      • In Gremio 8

Na osi faktów i zdarzeń. Akcja „kinderlandverschickung” zimą 1945 roku w obliczu zbliżającego się frontu

Andrzej Zajda

Obecny numer „In Gremio” ukazuje się w okresie szczególnym, jesienno-zimowym, gdy w kraju nastaje czas szarości, smutku i zadumy. Sprzyja temu nie tylko pogoda, ale jedne z najbardziej melancholijnych świąt w Polskiej obrzędowości – Dnia Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznych. 

Listopad to także miesiąc, w którym obchodzimy Święto Niepodległości i tych wszystkich, którzy walczyli o wyzwolenia w różnych wymiarach i różnych okresach. 

Pozwólcie, Szanowni Czytelnicy, że tekst tego felietonu poświęcę zadumie nad wydarzeniami, w których odchodzili ludzi, nierzadko dzieci, będąc bezbronnymi wobec rozpędzonej machiny wojennej. 

Stephen Edwing King, amerykański pisarz specjalizujący się w literaturze grozy, autor prawie siedemdziesięciu powieści i zbiorów opowiadań, w noweli „Czarna bezgwiezdna noc”, wydanej w 2010 roku napisał: „wcześniej czy później, nawet najsolidniejsza trumna musi spróchnieć i wpuścić życie, by karmiło się śmiercią.”

Są w Polsce miejsca, przez które niejednokrotnie przejeżdżaliśmy, nie mając przy tym świadomości, że wydarzyło się tam coś interesującego w przeszłości, a może nawet sensacyjnego. 

Jestem przekonany, że wielu z Państwa podróżowało samochodem od strony Trzebiatowa przez Mrzeżyno w kierunku Kołobrzegu. Kilka kilometrów przez wjazdem na most prowadzący do Dźwirzyna przemieszczamy się przez Rogowo. To niewielka jednostka osadnicza, niemająca nawet statusu wsi, będąca organem pomocniczym gminy. Zlokalizowana jest na mierzei oddzielającej Morze Bałtyckie od jezioro Resko Przymorskie. Współczesna nazwa miejscowości została ustalona po wojnie. Niemcy nazywali to miejsce Kamp (pastwisko lub kępa) i to chyba z uwagi na topografię nawiązującą do podmokłych, rozległych łąk leżących przy rzece Redze. Do 1935 roku Kamp było małą wsią rybacką o średniowiecznym rodowodzie, która pojawiła się już w XVI wieku na mapach skandynawskich. W chatach, w których każda stanowiła odrębne gospodarstwo, mieszkali wspólnie ludzie i zwierzęta. W 1921 roku Friedrich Müller, przyrodnik i lekarz pisał: „niedaleko Kołobrzegu nad brzegiem morza leży dziwna, rybacka wioska, tak dziwna, że drugiej takiej nie znajdziecie na całym Pomorzu.”

W 1936 roku rozpoczęto tam budowę bazy wojskowej i lotniska morskiego. Tereny były silnie strzeżone. Ludność przesiedlono. Równolegle z tymi inwestycjami rozpoczęto budowę kolejnego lotniska, tym razem w Bagiczu pod Kołobrzegiem, a także ośrodka szkoleniowego dla wojsk pancernych w Deep – obecnym Mrzeżynie. Niemieccy architekci projektując lotnisko w Rogowie stwierdzili, że powstaje ono na miarę XXI wieku. Mierzeja była terenem specyficznym, bowiem od strony jeziora był on bagnisty, zaś od morza wydmowy. Zbudowano system kanałów odprowadzających wodę. śluzy i stacje pomp regulowały jej stały poziom. Tereny obsadzono czarną sosną, której ojczyzną jest rejon basenu Morza Śródziemnego, a także krzewami róży pomarszczonej, która dorasta do wysokości dwóch metrów. Krajobraz wyglądał malowniczo, będąc jednocześnie doskonale zamaskowanym. Domy budowane w stylu szwajcarskim ze stromymi dachami i przyczółkami przeznaczono dla kadry oficerskiej.

Drugą prawie analogiczną bazą lotniczą w 1935 roku, a przystosowaną do startu i lądowania wodnosamolotów, był obecny Dziwnów. Jadąc od strony Kamienia Pomorskiego w kierunku Dziwnówka z wysokości wsi Wrzosowo z daleka widać po lewej stronie zbudowane na Półwyspie Międzywodzkim hangary lotnicze. Zaprojektowano podobnie jak w Rogowie lotnisko trawiaste. Baza nosiła nazwę Fliegerhorst-kommandant 8./III Divenow. Wodnosamoloty tworzyły Grupę Lotnictwa Przybrzeżnego.

Jako ciekawostkę przekażę Czytelnikom informację o wykorzystaniu na przełomie lat 1944/1945 wód jezior Wrzosowskiego i Kamieńskiego na działalność związaną z lotnictwem, ale nie do końca. Wytwarzano tam za pomocą specjalnych urządzeń silne pole magnetyczne na wodzie imitujące generowane przez statki z kadłubem stalowym. Unieszkodliwiano stamtąd miny postawiane przez aliantów na szlakach żeglugowych w pobliżu wybrzeży. 

Zapytacie Państwo, czytając ten tekst, po co nas jego autor informuje o przyszłym lądowisku dla wodnopłatowców? Otóż 5 marca 1945 roku wojska sowieckie dotarły w rejon Trzebiatowa. Radziecki dywizjon pięciu czołgów i trzech transporterów opancerzonych przez Gorzysław dotarł do pobliskich Robów, skąd ostrzelał lotnisko w Kamp. Około godziny 14:30 tegoż dnia Dornier Do24 z 72 pasażerami (większości dziećmi i pielęgniarkami) oraz czterema członkami załogi wzniósł się mimo trudności z tafli jeziora Resko, po czym na oczach tysięcy uciekinierów spadł z kilkudziesięciu metrów do wody. Maszyna rozpadła się na dwie części i zatonęła. Uratowała się jedna z pielęgniarek, którą podjął na pokład inny wodnosamolot. Prawdopodobną przyczyną katastrofy był odłamek radzieckiego czołgowego pocisku, który uszkodził instalację silnika i usterzenie. Przyczynił się do tego również brak stabilności maszyny, wynikający z przemieszczenia na tył samolotu przewożonych osób. Taka łódź latająca mogła jedynie zabierać 14 osób, ale „upychano” nawet ponad stu uciekinierów. Akcja ewakuacyjna cywilów, w tym dzieci oraz rannych żołnierzy skończyła się w dniu 6 marca wraz z opuszczeniem bazy przez stacjonujące tam wojsko. Nie ma dokładnych danych, ale szacunkowo przyjmuje się, że ewakuowano około trzy tysiące obywateli niemieckich. 

W Kołobrzegu, Trzebiatowie i okolicach przebywały bowiem dzieci przywiezione wcześniej z rejonu Nadrenii i Westfalii w ramach podjętej akcji uchronienia ich przed bombardowaniami. Teraz ucieczka nakierowana była na Meklenburgię w obliczu zbliżającej się Armii Czerwonej. 

Życie cywilnych uciekinierów, którzy chcieli ewakuować się z Kamp, było niewymowną udręką. Ludzie ci znaleźli się pomiędzy Scyllą niemieckiej nieustępliwości a Charybdą sowieckiego terroru, skazani na czasową wegetację w zimnie i przy braku żywności na nabrzeżach wodnego lotniska. 

Katastrofa Dorniera przez lata rozpalała wyobraźnię i była źródłem rozmaitych plotek. Dopiero w 2009 roku udało się dokładnie zlokalizować wrak samolotu. Wydobyto jego fragmenty i rzeczy osobiste pasażerów. Koszt podniesienia samolotu i zawiłości prawnoetyczne spowodowały zaprzestanie dalszych prac w tym kierunku. 

sylwetka łodzi latającej Dornier Do 24

W październiku 2011 roku burmistrz Trzebiatowa Zdzisław Matusewicz podjął rozmowy z Niemieckim Związkiem Opieki nad Grobami Wojennymi w celu upamiętnienia ofiar tej katastrofy. Powołano Radę Programową projektu „Dzieci z Kamp”. Dnia 5 marca 2013 roku na slipie dawnej lotniczej bazy morskiej odbyły się skromne uroczystości rocznicowe poświęcone osobom, które zginęły w wyniku katastrofy łodzi latającej Dornier Do24. Po modlitwie ekumenicznej, którą przeprowadził pastor Hans Udo Vogler, pod brzozowym krzyżem postawionym z okazji uroczystości, złożono kwiaty i zapalono znicze. 

Trzy lata później, nad jeziorem, w miejscu poprzedniego krzyża, odsłonięto dwa obeliski. Przejeżdżając tamtędy nikt praktycznie nie zwraca na nie uwagi, mimo że są bardzo widoczne i zasługują na zatrzymanie się. Co prawda, napis w języku polskim zawiera błędy dotyczące prawidłowej nazwy jeziora, jak też pasażerów samolotu. Nieznane są nazwiska osób, które zginęły, z wyjątkiem członków załogi: dowódcy st. sierż. Erica Schulca oraz radiotelegrafisty, obserwatora i mechanika pokładowego. Zachował się także ostatni oryginalny wpis do dziennika lotów.

Sprawa konieczności pochowania znajdujących się we wraku dzieci wywoływała wiele kontrowersji i dyskusji polsko-niemieckich. Chcę dodać, że nie wszystkie szczątki ofiar tej katastrofy spoczywają na dnie jeziora. Jak wynika z ustnych przekazów, latem 1945 roku na powierzchnię jeziora zaczęła wypływać część zwłok z wraku samolotu. Nakazano ich pochowanie w miejscu do dzisiaj niezidentyfikowanym. Wiąże się to jednak z ciekawymi informacjami dotyczącymi penetracji Kamper See przez Rosjan. Zanim do tego przejdę, należy przybliżyć pewne zdarzenia, zachowując przy tym ich chronologię. Miejsce to jest ponadczasowe i warte odwiedzenia o każdej porze roku. To nie tylko obiekty powojskowe dawnego niemieckiego garnizonu Kamp, ale także ruiny dawnej wioski rybackiej o tej samej nazwie. To także port i wieś Regoujście, pełniące dawniej funkcję bazy morskiej dla Trzebiatowa (obecnie to część miejscowości Mrzeżyno, która powstała w wyniku zmiany ujścia Regi). To również specjalny obszar ochrony siedlisk „Natura 2000” oraz jezioro Resko Przymorskie z wrakami innych samolotów, co stwarzało możliwość utworzenia Parku Kulturowego. Ta forma zagospodarowania dziedzictwa historycznego Rogowa nie została jednak dostrzeżona i wykorzystana. 

Sięgnijmy do rozwoju niemieckiego lotnictwa morskiego na krótko przed dwoma wojnami światowymi. 18 czerwca 1911 roku Carl Loew odbył lot na samolocie Fritzsche-Etrich-Taube z Søndenbergu w Danii do Kiel w Niemczech. Wydarzenie to uważane jest za początek lotnictwa niemieckiej marynarki wojennej. W czasie I wojny światowej hydroplany ochraniały konwoje i zwalczały okręty podwodne. Po jej zakończeniu zgodnie z postanowieniami Traktatu Wersalskiego z 1919 roku państwo niemieckie miało zakaz produkcji samolotów, budowy lotnisk, jak też posiadania lotnictwa wojskowego. 

W 1922 roku alianci zezwolili Niemcom na produkcję samolotów cywilnych, a po przyjęciu do Ligi Narodów w 1926 roku ograniczenia dotyczące parametrów produkcji zostały zawieszone. Po dojściu Hitlera do władzy oficjalnie w dniu 1 października 1933 roku utworzono pierwszą morską eskadrę w Warnemünde, wyposażoną w sześć wodnopłatowców Heinkel He 60. Niskie koszty szkolenia i propaganda przyciągały niemiecką młodzież do uprawiania sportu lotniczego. Przed wybuchem II wojny światowej lotnictwo marynarki wojennej dysponowało już 240 samolotami. Polska w ramach Morskiego Dywizjonu Lotniczego stacjonującego w Pucku utworzonego 1923 roku, posiadała jedynie 25 samolotów, w tym jeden nowoczesny. Z sześciu zamówionych we Włoszech maszyn CANT 2-506 B „Airone” wywiad niemiecki doprowadził do przekazania Polsce tylko jednego wodnosamolotu, do tego nieuzbrojonego. Pozostałe maszyny to w większości dopiero prototypy naszej produkcji o nazwach „Lublin”, „PZL”, „RWD”, które nigdy nie trafiły do dywizjonu. 

Pomorze Zachodnie jako jedną z pruskich prowincji utworzono 30 kwietnia 1815 roku. Sytuacja taka istniała do końca II wojny światowej. Koniec pruskiego Pomorza Zachodniego nastąpił w 1945 roku wraz z podziałem terytoriów pomiędzy Polskę i Niemcy. Obecny powiat gryficki (Kreis Greifenberg), na terenie którego leży Rogowo, należał do rejencji szczecińskiej, a na skutek zmian administracyjnych w 1938 roku przyłączono go do koszalińskiej. Tereny budowy garnizonu były położone w trójkącie pomiędzy miejscowościami Dźwirzyno (Kolberger Deep), Deep czyli Mrzeżynem, zaś południową granicę stanowiło jezioro Resko i Stara Rega (Alte Rege) z wsią rybacką Kamp, od której przyjęła nazwę lotnicza baza morska (Seefliegerhorst Kamp) i lądowisko polowe (Flugplack Kamp). Zbudowano podziemne zbiorniki i stanowiska do tankowania samolotów. Hangar z bocznymi przybudówkami miał 120 metrów długości i 50 metrów szerokości. Wszystko było zabezpieczone siatkami maskującymi. Lotnisko trawiaste miało powierzchnię około 130 hektarów i posiadało dwa pasy startowe o długości ponad 1200 metrów, umocnione dodatkowo metalowymi płytami. 

Baza lotnictwa morskiego miała swoje molo do wodowania i wciągania samolotów zarówno nad Morzem Bałtyckim, jak i na jeziorze Kamper-See. Zbudowano tam pochylnię opadającą w jego głąb, z hangarami i placem postojowym. Na potrzeby pilotów wykonano pełną infrastrukturę magazynowo-koszarową z linią kolejki wąskotorowej. W dzisiejszym głównym budynku Wojskowego Domu Wypoczynkowego mieściła się komenda obu lotnisk. Oficjalnie otwarcie lotniczej bazy morskiej Kamp nastąpiło w 1939 roku, chociaż pierwsze wodnopłatowce pojawiły się tam już w lipcu 1937 roku. Była to 2 eskadra 706 dywizjonu lotnictwa brzegowego. 

W ostatniej dekadzie sierpnia 1939 roku stacjonujące w Kamp wodnosamoloty rozpoczęły obserwację polskich sił morskich w Zatoce Gdańskiej. 1 września od wczesnych godzin rannych uczestniczyły w nalotach na polskie porty i bazy, w tym także usytuowane na Helu. Wodnopłatowce dokonały nalotu na Westerplatte i Bazę Lotnictwa Morskiego w Pucku. Przyczyniły się do zatopienia i uszkodzenia ORP „Mazur”, ORP „Gryf”, ORP „Wicher” i statków pomocniczych. 

Lotnisko w Kamp było ponadto wykorzystywane do szkolenia chorwackich załóg samolotów. Po proklamowaniu w 1941 roku Niepodległego Państwa Chorwackiego, jego piloci wspierali działania Luftwaffe przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Trzeba mieć także na uwadze fakt, że w okresie wojny wodnosamoloty typu Do-24 startowały z Rogowa na front wschodni. Lądowały między innymi na Białorusi, Fińskich Błotach i pod Kijowem na Dnieprze. 

Zbudowany i istniejący do dzisiaj krąg kompensacyjny służył do regulacji przyrządów nawigacyjnych na pokładach samolotów. Podobny, ale lepiej zachowany, znajduje się na poniemieckim lotnisku w Pile i został w 2011 roku wpisany do Rejestru Zabytków. 

W momencie rozpoczęcia ofensywy przez Armię Czerwoną w styczniu 1945 roku do ludności uciekającej z Prus Wschodnich dołączyli uchodźcy z Pomorza Gdańskiego. W dniu 4 czerwca 1945 roku wojska II Frontu Białoruskiego zdobyły Koszalin i dotarły do Morza Bałtyckiego, przesuwając się w stronę Kołobrzegu. W marcu 1945 roku miasto to było traktowane i bronione jako twierdza (niem. Festung Kolberg), co oznaczało, że dowództwo niemieckie uznało je za kluczowy punkt obrony na Pomorzu, mający spowolnić nacierające Wojsko Polskie i Armię Czerwoną w kierunku Berlina. Ostatni pociąg ewakuacyjny z Kołobrzegu Sowieci zatrzymali w godzinach rannych 4 marca. Droga ucieczki skierowana była na przeprawy w Dziwnowie i Wolinie. W tym też dniu, po rozliczeniu i zwolnieniu pracowników cywilnych, praktycznie zakończono ewakuację lotniska lądowego i lotniczej bazy morskiej Kamp. Pozostali tam jednak niemieccy uciekinierzy, których trzeba było przetransportować w głąb Niemiec. 

Po południu 5 marca radzieckie czołgi i transportery były, jak wspomniałem już wcześniej, dwa kilometry od garnizonu Kamp. Latające łodzie Dornier Do 24 należały do 81 Dywizjonu Ratownictwa Morskiego. Uciekinierów przewożono w większości do bazy Bug na wyspie Rugia, ale także do Dziwnowa i Świnoujścia, gdzie przy obecnym Basenie Południowym zbudowano lądowisko dla wojskowych hydroplanów. 

Na przełomie lutego i marca zaczął działać most powietrzny złożony z dwunastu łodzi latających. Największym wyczynem było uratowanie jednorazowo 116 osób (17 dorosłych i 99 dzieci) z oblężonej twierdzy Kołobrzeg. Ewakuacja zakończyła się 6 marca. 

Jeżeli przeniesiemy się czasowo do bunkra Hitlera w Berlinie, to w dniu 24 lutego 1945 roku po raz ostatni wezwał on do siebie Gauleiterów i Reichsleiterów i porównał swoje obecne położenia do sytuacji króla Prus Fryderyka Wielkiego, na którym się wzorował, gdy ten złożony chorobą i załamany powrócił z wojny siedmioletniej do domu. 

W dniu 12 marca 1945 roku Führer wydał rozkaz totalnego zniszczenia infrastruktury. Jego główne zdanie zostało przeoczone lub zignorowane przez historyków; „[…] które nieprzyjaciel mógłby wykorzystać w przyszłości do kontynuowania walki”. 

W tym samym czasie Józef Stalin umacniał władzę w Europie Wschodniej, wykorzystując porozumienia z Konferencji Jałtańskiej, zgadzając się przy tym na przeprowadzanie wyborów w Polsce. 

Historycy są zgodni, że w Jałcie Polska przegrała II wojnę światową, co było widoczne utworzeniem granicy polsko-sowieckiej. Wcześniej zostało to przypieczętowane wspólnym stanowiskiem w Teheranie w listopadzie 1943 roku. 

Powracając ponownie do narracji poświęconej Kamper See, to pas wybrzeża od Kołobrzegu do Mrzeżyna został zajęty przez 4 Pomorską Dywizję Piechoty, wchodzącą w skład 1 Armii Wojska Polskiego. Dla ciekawości Czytelników dodam, że po wojnie jej oddziały posłużyły do formowania Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego w naszym kraju.

przepustka zezwalająca na przejazd przez garnizon Kamp

Na terenie lotniska znajdowało się dużo porzuconych rowerów, pozostałość po uciekinierach ewakuowanych z Kamp drogą powietrzną. Żołnierze zamiast się szkolić, urządzali sobie nimi przejażdżki. Zdenerwowało to tak dowódcę Dywizji sowieckiego generała Bolesława Kieniewicza, że polecił ułożyć rowery na betonowej drodze i rozjechać je samochodami ciężarowymi. Typowa sowiecka mentalność i brak zrozumienia sytuacji. 

Kieniewicz to szczególna postać zawodowego oficera Armii Czerwonej. Odesłany w 1946 roku do ZSRR, powrócił do polskiej armii w 1950 roku, by dwa lata później stać się posłem na sejm I kadencji, charakteryzującej się brakiem demokratycznych standardów i umacnianiem władzy komunistycznej. 

W kwietniu 1945 roku po opuszczeniu lotniska przez oddziały polskie ich miejsce zajęła 32 Smoleńska Dywizja Kawalerii. 13 kwietnia 1945 roku Dowództwo Pomorskiego Okręgu przejęło tymczasową administrację wojskową „Ziem Odzyskanych”. Dostęp do obiektów militarnych stał się jednak utrudniony. Wojska radzieckie zajęły najmniej zniszczone koszary, lotniska i inne obiekty. Oddziały Północnej Grupy Wojsk Armii Czerwonej przejęły Rogowo i Mrzeżyno, eliminując zupełnie możliwość wykorzystania przez polską administrację tych terenów. 

Pierwsze próby eksploracji jeziora Resko Przymorskie miały miejsce na początku marca 1945 roku. Wylądował tam trzysilnikowy wodnopłatowiec Junkers Ju 52/3m, który przyleciał z Kaliningradu w celu uzupełnienia paliwa. Na pokładzie znajdował się komendant nazistowskiego obozu zagłady w stopniu generała. Nikt z załogi nie schodził na ląd. W samolocie znajdował się tajny ładunek ochraniany przez osoby cywilne, przy czym plotka głosi, że była to część bursztynowej komnaty. Podczas startu samolot został zestrzelony przez radzieckie myśliwce i zatonął około 50 metrów od brzegu. Niemiecki jeszcze personel lotniska traktorami, za pomocą lin zaczepionych o kadłub samolotu, próbował wrak wydobyć na brzeg, ale ostrzeliwanie ze strony Sowietów uniemożliwiło ten zamysł. 

W 1946 roku, gdy w garnizonie stacjonowały już pododdziały Armii Czerwonej dowódca jednostki – pułkownik o nazwisku Nowikow, uzyskał informację, gdzie spoczywa na dnie w mule zestrzelony samolot. We wnętrzu znaleziono skrzynie, ale co się z nimi stało, trudno już dzisiaj dociekać. Zwłoki niemieckiego generała pogrzebano na brzegu jeziora. Wiadomo także, że z kabiny pilotów wydobyto srebrną zastawę, dziesiątki dokumentów i listów, a także kartki żywnościowe z Królewca. Rosjanie mieli także dotrzeć do zestrzelonego Dorniera. Fakty te nie zostały jednak oficjalnie potwierdzone, ze zrozumiałych względów, ale informacje płk. Nowikow przekazał szefowi jednej z grup poszukujących zagrabionych dzieł sztuki. 

Podczas kolejnej eksploracji jeziora w 1989 roku, dokonanej wspólnie przez polskich i radzieckich płetwonurków, dotarto do przedniej części Dorniera. Wydobyto rzeczy osobiste załogi oraz elementy wyposażenia kabiny pilotów. 

Pierwszą polską jednostką wojskową, która powróciła do Rogowa w czerwcu 1949 roku, był 32 Zmechanizowany Pułk Piechoty. Okres władania tym terenem przez Rosjan jest niestety białą plamą w historii tego terenu. 

Po 1 stycznia 1999 roku Rogowo stało się miejscowością ogólnodostępną. W 2005 roku gmina Trzebiatów wykupiła tereny po jednostce. Nastąpił bezplanowy podział na działki. Zapalono zielone światło dla deweloperów, co w konsekwencji doprowadziło do całkowitego zniszczenia wielu wojskowych obiektów o charakterze historycznym. Hangar lotniczy, stanowiący unikalny przykład zastosowania technologii żelbetowej, jako jedyny został wpisany do rejestru zabytków województwa zachodniopomorskiego. Zachowany został, co wspomniałem, budynek komendy garnizonu, dawna stacja radiowo-telefoniczna, kasyno oficerskie oraz spadochroniarnia, których właścicielem jest obecnie ośrodek wypoczynkowy Rewita WDW Rogowo.

Podsumowując te wszystkie fakty, okoliczności i zdarzenia wydaje się, że traktowanie przez burmistrza Zdzisława Matusewicza, Niemieckiego Ludowego Związku Opieki nad Grobami Wojennymi jako „strategicznego” partnera było błędem. 

Można polemizować ze stwierdzeniem o zakłóceniu spokoju zmarłych. Szczątki Dorniera pogrążone w mule spoczywają niespełna 2 metry pod powierzchnią wody. Przebywający w ośrodkach w Rogowie i Dźwirzynie korzystają z wód jeziora (żaglówki, łodzie wiosłowe, kajaki, rowery wodne, windsurfing i kitesurfing). Nie można też zapominać o wędkarzach bywających tam prawie codziennie. Czy nie jest to „zakłócanie spokoju zmarłych”? To dylemat moralny, prawny i na pewno finansowo-techniczny sprowadzający się do odpowiedzi na pytanie: „czy szczątki ofiar katastrofy z dnia 5 marca 1945 roku powinny być wydobyte i pochowane na Cmentarzu Wojennym Żołnierzy Niemieckich w Glinnej?”

To przecież między innymi Prezydent Rzeszy Niemieckiej podpisał w Paryżu 27 sierpnia 1928 roku Traktat o wyrzeczeniu się wojny, zwany także Paktem Kelloga od nazwiska ówczesnego sekretarza stanu USA, jednego z inicjatorów jego zawarcia. Jego sygnatariuszami są także 62 inne państwa. 

Niemcy były i są nadal stronami wielu konwencji haskich z 1907 roku. Uczestniczyli także w tworzeniu tych aktów prawnych, które dotyczyły prowadzenia działań wojennych, chociaż nie wszystkie z nich podpisały. 

Nie można także zapominać, że pierwszym statkiem pasażerskim zatopionym na początku II Wojny Światowej był brytyjski s/s „Athenia”, storpedowany przez niemiecki okręt podwodny U-30 dowodzony przez kapitana marynarki Fritza Juliusa Lempa w dniu 3 września 1939 roku, zaledwie kilka godzin po wypowiedzeniu wojny Wielkiej Brytanii przez Niemcy. Życie straciło 118 osób, w tym szesnaścioro dzieci wywożonych do Kanady z myślą o ich bezpieczeństwie. Tok rozumowania był podobny jak u Niemców w czasie ewakuacji z Kamp. 

Z polecenia Dowódcy Floty Podwodnej Kriegsmarine admirała Karla Dönitza sfałszowano dziennik pokładowy U-30. Dzięki temu, przynajmniej na papierze, niemiecki okręt podwodny feralnego dnia znajdował się daleko od miejsca zatopienia „Atheni”. 

VII konwencja haska z 18 października 1907 roku dotyczyła przerabiania statków handlowych na okręty wojenne. Została ona podpisana przez Niemcy, a jej celem było zapobieżenia niekontrolowanego użycia statków cywilnych do celów wojskowych. 

„Athenia” była ostatnim statkiem liniowo-pasażerskim, który wyszedł z Wielkiej Brytanii przed wybuchem wojny. Tłumaczenie Lempa, że statek poruszał się zygzakiem jak okręt wojenny, było stworzone na potrzeby chwili. 

Ten tekst zakończę słowami jednego z najwybitniejszych twórców literatury polskiej XX wieku, poety Leopolda Staffa: „śmierci tak potrzeba uczyć się jak życia”.

Kategorie: In Gremio 180, Felieton

Andrzej Zajda

adwokat, kierownik szkolenia aplikantów Szczecińskiej
Izby Adwokackiej, członek Komisji Kształcenia Aplikantów Adwokackich przy NRA

Zobacz najchętniej czytane działy:

  • Kryminalna historia Polski
  • Ślepym Okiem Temidy
  • Temat numeru

Pierwszy panel boczny

Informacje:

  • O In Gremio
  • Redakcja
  • Rada Programowa
  • Zasady współpracy
  • Reklama
  • Polityka prywatności
  • Regulaminy
  • Kontakt
© 2004–2026 In Gremio.