Przyznaję szczerze, że miałam w planach napisanie felietonu na zupełnie inny temat. Jednakże zainspirował mnie do jego zmiany jeden z bardziej znanych szczecińskich sędziów karnych. Człowiek zawsze przeze mnie ceniony, niezależnie po której stronie ławy sędziowskiej zasiadam. Świetny sędzia, o ciętym języku, ostrym podejściu do świata, osoba lekko ironiczna, o zjadliwym, nieoczywistym poczuciu humoru, nieco wybuchowa, ale w moim odczuciu bardzo sprawiedliwa. Uczestniczenie w rozprawach prowadzonych przez rzeczonego sędziego to gwarancja, że nie będzie nudno.
I faktycznie tym razem także nie było.
Rozprawa dotycząca poważnych zdarzeń zaplanowana była na cały dzień. Po wywołaniu sprawy wszyscy zajęli swoje miejsca, ławy dla publiczności wypełnione. Kątem oka obserwuję zebranych. Wiadomo jak to na rozprawie – część zdenerwowana, inni dość swobodni w zachowaniu jak i w ubiorze, niektórzy milczą, inni coś szepczą, komentują, podśmiewują. Zaczyna się rozprawa, każdy z nas odgrywa swoje role. Tymczasem z widowni co chwilę słychać szelest rozwijanych cukierków z papierków, przyplątał się także odgłos rozrywanego opakowania z orzeszkami lub czymś podobnym. Obserwuję osoby i widzę, że niektórzy ciągle coś przeżuwają. Irytuje to chyba już wszystkich. Po chwili jedna z osób wyciąga butelkę z napojem, odkręca ją i niczym niezrażona pije, nie kryjąc się przy tym wcale… Widzę nadciągający huragan, po prostu czuję to w powietrzu i wiem, że za chwilę coś się wydarzy. Wszystko gęstnieje. Sędzia już na poprzedniej rozprawie upominał zgromadzonych, żeby jednak darowali sobie jedzenie podczas jej trwania, bo to nie przystoi powadze sądu. Nauka jednak poszła w las. Pozostało czekać na rozwój wydarzeń. Początkowo sędzia nie chciał chyba zaogniać i tak bardzo już nerwowej atmosfery na sali, ale katastrofa zbliżała się wielkimi krokami. Przy kolejnym hauście kolorowego napoju pobranego przez kolejnego delikwenta, sędzia nie wytrzymał i zwrócił uwagę grzecznie, acz bardzo stanowczo na konieczność stosownego zachowania się, sięgając po argument rychłego nakazania opuszczenia sali sądowej przy następnym niefrasobliwym zachowaniu. Nie wdając się w szczegóły dość długiego i oczywistego w swej treści wywodu sędziego na temat kultury, podkreślić należy zażenowanie, jakie towarzyszyło mi na owo zwrócenie uwagi. Nieprawdopodobną wręcz okolicznością jest bowiem konieczność przywoływania do porządku dorosłych osób, wcale nie najmłodszych i egzekwowanie od nich elementarnych podstaw kultury. Wtedy też padły ze strony sędziego jakże ważne słowa, a stanowiące motto i tytuł zarazem niniejszego felietonu: „Już czas, proszę państwa, zacząć przywracać szacunek do sądu”.
Niezmiernie słowa te mnie ucieszyły i natchnęły nadzieją. Od kilku już bowiem lat obserwuję, jako codzienny bywalec sal sądowych, stopniowy upadek dobrych obyczajów, kindersztuby, szacunku, wzajemnej życzliwości, stosownych manier, a czasem wręcz elementarnego dobrego wychowania. Całkiem niedawno jeszcze nie do pomyślenia było, by na rozprawie żuć gumę, zażywać osławione snusy, spożywać przegryzki, popijać różnego rodzaju napoje, w tym także z termosów. Do rzadkości należały zachowania polegające na ubieraniu się w niestosowną odzież (najczęściej krótkie spodenki przez mężczyzn i spódniczki lub sukienki u kobiet wskazujące na wybitne oszczędności na materiale zarówno co do długości, jak i zakrywaniu górnych partii ciała). Do sądu zwracano się wstając, nie trzymając rąk w kieszeniach, z należnym szacunkiem, bez podnoszenia głosu, nie używano wulgaryzmów. To nie jest tak, że teraz wszyscy się źle zachowują, ale poluzowanie obyczajów jest nader widoczne i ono razi. Razi na tyle, że coraz częściej sędziowie zwracają uwagę na niestosowne zachowania, próbując ratować resztki szacunku. Pytanie: dlaczego tak się dzieje? Dlaczego społeczeństwo nie szanuje sądu? Pomijając ważny aspekt polityczny, kiedy to wymiar sprawiedliwości i organy ścigania zostały podeptane, zdeprecjonowane i odarte z zaufania społecznego – odpowiedź na powyższe pytania jawi się dość prostą i oczywistą. Z jednej strony – młode osoby nie są uczone szacunku do sądu i dobrych manier obowiązujących w instytucjach państwowych ani w domu, ani w placówkach edukacyjnych. Nie uczy się dzieci i młodzieży, jak należy się zachować, jak należy się zwracać do sądu, jaki obowiązuje dress code udając się do gmachu sądu itp. Funkcjonują całe roczniki, które nigdy nie doświadczyły przedmiotu typu „wiedza o społeczeństwie”, bo poddawane były eksperymentom pod postacią „historii i teraźniejszości” lub podobnym. Większość nastolatków i dwudziestokilkulatków nigdy nie zetknęła się z przedmiotem traktującym o podstawach porządku prawnego w Polsce. A wystarczyłoby w ostatniej klasie szkoły podstawowej i 2-3 klasie szkoły średniej wprowadzić po jednym semestrze zajęć z kultury prawnej, w ramach której wskazywane byłyby oczekiwane postawy. Przy czym ideałem byłoby prowadzenie postulowanych zajęć przez praktyków prawa. Wydaje się, że to tak niewiele, a efekt po kilku latach byłby z pewnością nieoceniony. Z drugiej zaś strony sędziowie sami doprowadzili do poluzowania dobrych praktyk na salach sądowych. Zaniechując konsekwentnego zwracania uwagi uczestnikom rozpraw, nie podejmując działań nakierowanych na zaprowadzenie porządku – dają ciche przyzwolenie na nieakceptowalne zachowania. Prowadzi to w konsekwencji do systematycznego obniżania standardów. Tym bardziej słowa o przywracaniu szacunku do sądu mają wymiar nie tylko symboliczny, ale także realny.
Podzielę się jeszcze jedną refleksją. Od zawsze uwielbiałam uczestniczyć w rozprawach z udziałem adwokatów znacząco starszych stażem i wiekiem. Zawsze podziwiałam ich i podziwiam do tej pory za ten niewymuszony spokój, ogromną kulturę, szacunek do wszystkich wokół. Są też oczywiście młodzi mecenasi, nierzadko młodsi ode mnie, którzy ujmują od razu tymi samymi przymiotami. Jednakże z niepokojem i ze zdumieniem obserwuję coraz częstsze zachowania stanowiące gwałt na starych, dobrych obyczajach sądowych. Profesjonalne podmioty siadają na swoich miejscach po wejściu do sali sądowej zanim sąd na to pozwoli. Zdarza się, że adwokaci, prokuratorzy, radcowie prawni nie wstają zwracając się do sądu. Wiem, czasem akcja na rozprawie dzieje się tak szybko, że wyrzucenie z siebie kilku słów jest szybsze niźli podniesienie się, ale wystarczy chociaż gest uniesienia się w ławie. Nie da się pominąć skomentowania zachowań ocierających się o zwykły brak etyki, a mianowicie – przekrzykiwanie, przerywanie przeciwnikowi, podejmowanie tzw. osobistych wycieczek, podnoszenie głosu, nadmierne deprecjonowanie słów przeciwnika itp.
Bycie wobec siebie grzecznymi, stonowanymi, kulturalnymi to też przywracanie szacunku do sądu i nas samych do siebie wzajemnie. Dla mnie i dla wielu z nas nie ma znaczenia, jaki kolor żabotu kolega ma przypięty do tej samej przecież togi. I nawet jeśli się nie znamy osobiście, to łączy nas właśnie ona – toga. Zatem mówmy sobie „dzień dobry” na korytarzach sądowych. To my kształtujemy otaczającą nas rzeczywistość i za nią odpowiadamy.
Pod rozwagę zostawiam Państwu pomysł podjęcia kroków do zainicjowania odgórnych działań zmierzających do krzewienia kultury prawnej w młodym pokoleniu. Na nas, adwokatach, spoczywa szczególny obowiązek troski o dobre obyczaje. Nie bądźmy obojętni na otaczającą rzeczywistość i in gremio przywracajmy szacunek do sądu.