Spotykam się z prawnikami prawie ćwierćwiecze. Gdyby uwzględnić czas studiów, to jeszcze dłużej. W spotkaniach tych były koleżeństwa, przyjaźnie, spółki, współprace biznesowe, a także typowe dla tej branży konflikty interesów klientów. Ten szmat czasu daje dość rzetelny obraz naszej branży i jej ogólnej kondycji psychofizycznej. Dziś, z ww. relacji, zostały mi już tylko przyjaźnie i klienci.
Powyższy wstęp jest koniecznym fundamentem dla tezy, którą chcę postawić. Prawnicy – z reguły i co do zasady – są zmęczeni… przepracowani, przeciążeni, w ogromnym zaburzeniu równowagi życiowej. Też byłem i łatwo mi ten stan rozpoznać. Spośród spotkanych na swojej drodze prawników osoby, które naprawdę żyją lekko, mógłbym policzyć na palcach dwóch dłoni. A takie, które łączą lekkie, zrównoważone życie, z względną stabilnością psychiczną i godziwym poziomem życia materialnego, policzyłbym na palcach jednej ręki. W zasadzie od pandemii temat work-life balance jest bardzo popularny. Gdy na początku 2020 r. nasze prywatne domy stały się miejscem naszej pracy, narastające od lat zaburzenie równowagi życiowej stało się szczególnie widoczne i nad wyraz, dla wszystkich, dotkliwe. Zaczęliśmy powoli zauważać i rozumieć – jeśli chodzi o aktywny czas w pracy – swoją skłonność do przesady oraz potrzebę znalezienia sposobu na zbudowanie równowagi. W tle pojawiały się raporty na temat przeciążenia pracą, a nawet wypalenia zawodowego prawników. Zaczęliśmy (a przynajmniej część z nas) przyglądać się temu, co sami sobie robimy i szukać Świętego Graala, nazwanego przez przyjaciół zza oceanu work-life balance. I dziś, tej koncepcji, a także tematowi dbałości o równowagę psychiczną w prawniczych profesjach, chciałbym się szczególnie przyjrzeć… I zachęcić cię do autorefleksji.
Logika prawnicza, jak brzytwa Ockhama
Mamy, jako prawnicy, pewnego rodzaju przywilej, z którego nie zawsze i nie do końca zdajemy sobie sprawę. Nauczono nas logiki. To daje pewnego rodzaju przewagę, zwłaszcza, gdy karmi nas się treściami i koncepcjami, które – na poziomie logicznym właśnie – nie mają racji bytu i uzasadnienia. Żyjemy w erze nieustającej komunikacji i wymiany danych, a do tego w niekończącym się kulcie rozwoju, wzrostu, poprawy i optymalizacji. Chcemy się rozwijać, mamy się rozwijać, musimy się rozwijać i należy się rozwijać. I wciąż w prasie, radio, telewizji i social mediach słyszymy o potrzebie równoczesnego dbania (zachowania albo utrzymania) work-life balance…
Zapewne część z nas skora jest brać ten postulat pod uwagę. Często z poczuciem, że jest to raczej próba zdobycia Mount Everestu niż spacer po zakopiańskich Krupówkach. Zapewne też część Czytelniczek (Czytelników), a szczególnie ta przywiązana do prawniczej logiki i podręcznika Zygmunta Ziembińskiego, od razu zauważa, że w koncepcji work-life balance, coś, na poziomie spójności, nie gra. Podział logiczny, aby był poprawny (logiczny w sensie potocznym), musi być jednocześnie wyczerpujący, rozłączny i właściwy. Wyczerpujący stanie się, gdy będzie obejmować wszystkie elementy badanego zbioru głównego. Rozłączny, gdy dany podzbiór utworzony w ramach przyjętej reguły podziału nie będzie zawierać elementów należących do innych podzbiorów. A właściwy będzie, gdy dokonamy go według jednego, spójnego kryterium. W koncepcji work-life balance na pierwszy rzut oka widać, że jest to koncepcja logicznie błędna. Myślnik (pomiędzy work i life) w sposób oczywisty sugeruje tu podział. Podział – ponad wszelką wątpliwość – nielogiczny, bo nierozłączny i niewyczerpujący. Podzbiór o nazwie life (życie), zawiera w sobie elementy podzbioru work (praca). A praca przecież jest częścią życia. Już z tych powodów budowanie work-life balance, zdaje się być niemożliwe. Krytycy work-life balance akcentują, że w życiu chodzi po prostu o life balance, czyli o równowagę życiową. Alternatywnie można by wskazać, szukając nadal podziału logicznego, że chodzi o równowagę życia zawodowego i pozazawodowego (albo, a contrario, prywatnego i pozaprywatnego). I na tę chwilę koncepcją równowagi „po prostu” (jako takiej), się zajmijmy.

Nie kupuj bez zastanowienia! Patrz na siebie
Warto mieć dystans do tego wszystkiego, czym karmią nas media. Chociażby z tego powodu, że wnikliwe wsłuchiwanie się w wszelakiej maści doradców prowadzi do sprzecznych wniosków. I dotyczy to nie tylko doradców w prasie, radiu i telewizji, ale przede wszystkim tych, którzy są najliczniejsi: doradców, edukatorów, mówców, trenerów, coachów itd. w mediach społecznościowych. Ktoś ci zasugeruje, że musisz rozdzielić pracę od życia po pracy. Ktoś inny powie, że człowiek, który kocha swoją pracę, nie musi niczego rozdzielać. Pojawi się też sugestia, że pracuje się w pocie i znoju po to, by zarabiać, a dobra zabawa powinna być częścią życia po pracy (m.in. dzięki zarobionym pieniądzom). I na każdą z tych koncepcji pojawi się pewnie dziesięć innych, alternatywnych kontrkoncepcji, które będą tylko tworzyć pozory prawdy. Mam dla ciebie zupełnie inną propozycję. Zapraszam do spojrzenia na temat równowagi z innej perspektywy. Na początek, proszę, zadaj sobie pytania – całkowicie w oderwaniu od tego wszystkiego, czym nakarmił cię dotychczasowy, płynący z wszelakich mediów, przekaz: A jak ja mam? A jak ja chcę, żeby było? A jak ja potrzebuję?
Twoje zaspokojone potrzeby to twoja równowaga
Czy zgodzisz się z twierdzeniem, że stan równowagi życiowej to sytuacja, w której kluczowe dla człowieka potrzeby są zaspokojone? Czy prawdziwe dla ciebie jest zdanie: Ten człowiek jest w równowadze, ponieważ niczego mu nie brakuje albo Ten człowiek jest w równowadze, ponieważ ma wszystko czego potrzebuje. Jeden z moich mentorów mawiał, że nie da się nauczyć jazdy na rowerze, bez wejścia na rower. Dlatego zachęcam cię – sprawdź. Uświadom sobie i nazwij swoje potrzeby. A następnie zadbaj, aby wszystkie były zaspokojone. W moim doświadczeniu moment zadbania o kluczowe potrzeby (które są postrzegane subiektywnie – są dla każdego trochę inne) buduje stan, który nazywam równowagą wewnętrzną, życiową. Aby taki stan osiągnąć, potrzebujesz odpowiedzieć sobie na kilka fundamentalnych pytań: Po czym poznasz stan równowagi w swoim życiu? Jak chcesz się czuć? Jakie potrzeby masz do zaspokojenia, aby tak się czuć?
Możesz mieć teraz wrażenie, że odchodzimy o tematu równowagi pomiędzy pracą a tym, co dzieje się poza pracą. Nic bardziej mylnego. Jestem przekonany, że zgodzisz się także z tezą, że osoby które odczuwają jakiekolwiek trudności związane ze sporą ilością pracy, odczuwają je właśnie dlatego, że jakieś inne ich potrzeby życiowe pozostały niezaspokojone, zepchnięte na dalszy tor, odstawione na bok, na inny (lepszy) czas. Np. odpoczynek…
Potrzeby leżące odłogiem
Na sesjach z prawniczkami i prawnikami temat niezaspokojonych potrzeb wraca nieustająco. Z reguły nigdy te potrzeby, przynajmniej na początku spotkań, nie są wyrażane wprost. Mam swoją listę ludzkich (a tym samym prawniczych) potrzeb, które często leżą odłogiem. Podaję ją wyłącznie dla przykładu, aby zachęcić cię do kreatywnego spojrzenia na siebie i swoje potrzeby; aby uruchomić proces poszukiwania własnych odpowiedzi. Takimi typowymi, niezaspokojonymi potrzebami są: potrzeba bezproduktywnego odpoczynku (do której mało kto potrafi się przyznać), potrzeba interakcji pozazawodowych (najlepiej z ludźmi spoza branży), potrzeba tworzenia i artystycznego wyrazu (malowanie, granie na instrumentach, śpiewanie, taniec, aktorstwo itp.), potrzeby kulturalne (koncerty, spektakle, kino, spotkania autorskie), potrzeba bliskości, potrzeba wygadania się, potrzeba miłości i przyjaźni, potrzeba interakcji społecznych, potrzeba samotności, potrzeba zabawy, znaczenia, wpływu… Mógłbym tak długo, jednak nie o to chodzi. Sedno tkwi w stworzeniu przez ciebie i dla siebie, listy potrzeb, które od tygodni, miesięcy, lat, a być może nawet dekad, czekają na zaspokojenie, przez co jesteś w poczuciu zmęczenia, przeładowania, przepracowania, Baudelairowskiego spleenu itp. A tym samym w poczuciu nierównowagi życiowej, czy nierównowagi pomiędzy aktywnością zawodową, a innymi, na które – jak sądzisz – brakuje ci czasu. Gdy lista potrzeb będzie gotowa, stwórz plan ich zaspokojenia. Ich dalsze zaniedbywanie może prowadzić do bolesnego wypalenia zawodowego. Tak! – to jest ostrzeżenie.
Inny punkt widzenia
Możesz też potraktować temat swojej równowagi, w troszkę inny sposób. Sprawdź, na ilu i jakich filarach zbudowane jest twoje życie, na czym jest postawione (oparte, posadowione)? Jeśli jedyną podporą, która daje ci poczucie stabilizacji w życiu, jest praca zawodowa, to najprawdopodobniej budujesz na chwiejnych podstawach. Krzesło nie jest w stanie stać stabilnie tylko na jednej nodze. Gdy jedna noga się zachwieje (zawirowania relacyjne w pracy, toksyczna atmosfera miejsca pracy albo np. choroba uniemożliwiająca pracę), stabilizacja znika i pojawia się lęk. Na czym jeszcze budujesz (lub możesz budować) swoje życie, aby mieć poczucie stabilności (równowagi) psychofizycznej? O co, oprócz pracy, potrzebujesz zadbać? I znów, wyłącznie dla przykładu i inspiracji, wskażę kilka podpór (filarów), na których w moim odczuciu warto budować życie, ze świadomością, że zachwianie jednej z nich nie zburzy równowagi całości. Nie zaburzy dzięki temu, że istnieją inne podpory (filary), zdolne utrzymać całość we względnym spokoju. Takimi filarami mogą być: rodzina, pasja, misja życiowa, przyjaźń, sport, relacja z naturą itd. Czas na twoją listę, decyzję i plan działania. Ogródek, jakim jest twoje życie, sam się nie podleje…
Musisz wybrać!
Ostatecznie to ty musisz wybrać, czy rozdzielasz pracę od życia pozazawodowego, czy nie, i na jakich warunkach. To kontrakt z samym sobą. Problem, jak się zdaje, jednak nie leży w tej decyzji, a wyłącznie w jej skutkach. Jeśli skutkiem podjętej decyzji jest brak poczucia równowagi, to najpewniej coś leży odłogiem. Jakieś ważne potrzeby są niezaspokojone. Jakieś ważne obszary życia są deprecjonowane. Bo równowaga jest możliwa zarówno przy restrykcyjnym rozdzieleniu pracy od życia pozazawodowego, jak i przy ich całkowitym przemieszaniu. Niezależnie bowiem od decyzji, jeśli twoje aktualne potrzeby będą na bieżąco zaspokajane, odkryjesz dość szybko, że równowaga nie ma nic wspólnego ze sztywną, arbitralną decyzją, że – przykładowo – o 16:30 należy wyłączyć laptopa i zająć się tym albo tamtym. Dlatego, na dobry początek, zacznij od siebie i swoich kluczowych potrzeb. Trzymam kciuki. Powodzenia.