Poniedziałek 27 kwietnia 2026 roku był wyjątkową okazją dla aplikantów I roku aplikacji adwokackiej do zapoznania się z procesem karnym od dość nietypowej strony. Mieliśmy okazję do oglądania procesu karnego u styku prawa, sztuki i literatury, a to za sprawą filmu edukacyjnego pt. „Pomyłka sądowa” – na motywach powieści F. Dostojewskiego „Bracia Karamazow”, który to został zrealizowany przez Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu wraz z Fundacją Adwokatury i Naczelną Radą Adwokacką. Co wymaga podkreślenia, z propozycją tak wyjątkowych zajęć wyszedł kierownik szkolenia aplikantów Szczecińskiej Izby Adwokackiej, pan mecenas Andrzej Zajda, za co z góry – jako aplikanci, serdecznie dziękujemy.
Przechodząc do sedna — kto zna twórczość Dostojewskiego, ten wie, że kilka jego powieści kończy się spektakularnymi procesami sądowymi. Jest to o tyle ciekawe, że pisarz nie był prawnikiem, a sam zetknął się z carskim wymiarem sprawiedliwości w sposób bolesny: w 1849 roku został skazany na śmierć, a następnie na zsyłkę, za przynależność do tzw. Koła Pietraszewskiego. Trudno się więc dziwić, że literackie procesy u Dostojewskiego rzadko bywają wzorem sprawiedliwości.
Warto jednak od razu poczynić istotne zastrzeżenie. W samej powieści Bracia Karamazow — która stała się kanwą filmu — proces Dymitra Karamazowa rozgrywa się formalnie w realiach reformy sądowej Aleksandra II z 1864 roku, czyli już w warunkach nowoczesnej procedury karnej z ławą przysięgłych, kontradyktoryjnością, jawnością i adwokaturą. Dostojewski jako uważny obserwator i publicysta („Dziennik pisarza”), oddał te realia dość wiernie. Źródłem niesprawiedliwości w powieści nie jest więc sędzia — przewodniczący sądu jest u Dostojewskiego raczej formalistyczny i znudzony — lecz prokurator Hipolit Kiriłłowicz, jego sugestywna mowa oraz ława przysięgłych, która ulega narracji, a nie faktom. Dostojewski pokazuje zatem zawodność sprawiedliwości proceduralnej: nawet proces formalnie zgodny z prawem może skazać niewinnego.
Tymczasem film „Pomyłka sądowa” idzie znacznie dalej niż książka. Twórcy — scenariusz i reżyseria Stanisława Melskiego, konsultacja prawna adw. dr. Andrzeja Malickiego — dokonali świadomego zabiegu artystycznego: ciężar niesprawiedliwości przenieśli z prokuratora i przysięgłych na stronniczego sędziego, głuchego na fakty. To istotna rozbieżność interpretacyjna i właśnie ona czyni film tak cennym materiałem dydaktycznym dla aplikantów.

Warto wskazać konkretne płaszczyzny tej rozbieżności. Po pierwsze — rozkład odpowiedzialności za pomyłkę sądową. U Dostojewskiego pomyłka jest produktem całego systemu i ludzkiej psychiki: emocji prokuratora, uprzedzeń przysięgłych, podatności na narracje. To pomyłka „demokratyczna” — wina rozmywa się między uczestnikami procesu. W filmie ciężar zostaje skoncentrowany na jednej postaci — sędziego, który prowadzi rozprawę w sposób tendencyjny. To pomyłka „autorytarna” — łatwiejsza do uchwycenia, bardziej dramatyczna i — co kluczowe z perspektywy szkolenia adwokatów — bardziej rozpoznawalna z praktyki sądowej.
Po drugie — naruszone normy prawne. Stronniczość sędziego, jaką pokazuje film, byłaby naruszeniem zasad, które wprowadziła w Rosji reforma z 1864 roku: niezawisłości sędziowskiej, zasady bezstronności i kontradyktoryjności. Co istotne, te same zasady stanowią dziś fundament polskiego procesu karnego — art. 4 k.p.k. nakłada na organy procesowe obowiązek badania okoliczności przemawiających zarówno na korzyść, jak i niekorzyść oskarżonego, art. 41 k.p.k. przewiduje wyłączenie sędziego, co do którego istnieje uzasadniona wątpliwość co do bezstronności, a art. 45 ust. 1 Konstytucji RP gwarantuje każdemu prawo do rozpoznania sprawy przez bezstronny sąd. Film pokazuje więc — à rebours — czego w procesie karnym być nie powinno.
Po trzecie — funkcja dydaktyczna. Książka Dostojewskiego stawia pytania filozoficzne: czy sprawiedliwość proceduralna w ogóle jest możliwa? Film jako materiał szkoleniowy dla aplikantów, stawia pytania praktyczne: jak rozpoznać stronniczość sędziego w toku rozprawy, jak na nią reagować, jak budować mowę obrończą wobec sądu nieprzychylnego oskarżonemu. Stąd właśnie wyostrzenie postaci sędziego — w materiale edukacyjnym musi ona być wyrazista, niemal modelowa.
Po czwarte — wybór realiów. Film świadomie nie uwspółcześnia akcji. Pozostaje w realiach XIX-wiecznych, choć problem stronniczości jest uniwersalny. To sprytny zabieg: pewien dystans historyczny pozwala aplikantom analizować mechanizmy procesu na chłodno, bez politycznych emocji, jakie towarzyszą podobnym dyskusjom o współczesnym polskim wymiarze sprawiedliwości.
Można więc powiedzieć, że film nie tyle ekranizuje Dostojewskiego, ile prowadzi z nim dialog — bierze od niego tytułową „pomyłkę sądową” jako zjawisko, lecz jej źródło lokuje w innym miejscu. I właśnie w tej różnicy między literackim pierwowzorem a filmową interpretacją kryje się największa wartość poznawcza tych zajęć. I choć miejscami gra aktorska jest odrobinę przerysowana, w całości materiał jest naprawdę pouczający.
Reasumując, po pierwsze, taka forma zajęć szkoleniowych jest niezwykle pobudzająca intelektualnie. Po drugie, pozwala sięgnąć do radykalnych — w źródłowym, łacińskim sensie tego słowa — fundamentów procesu karnego. W końcu zaś zmusza do refleksji nad pytaniem, które w szumie i pośpiechu pracy zawodowej łatwo zagłuszyć: po co są obrońcy i jaka jest ich rola — nie tylko sądowa, ale i moralna, i społeczna. Zostawiam to pytanie otwarte — odpowiedź każdy z nas musi znaleźć sam.
O autorze

Szymon Bogucki
aplikant adwokacki
W działach: In Gremio 183