…specyficznym okresem życia adepta prawa jest aplikacja. Niby jest już prawnikiem, ale takim niezupełnym – wciąż się uczy i przygotowuje do wykonywania zawodu. Niby jest również pracownikiem, ale znów jeszcze nie w pełni samodzielnym i całkowicie poddanym wskazówkom patrona. Relacje aplikant – patron bywają przy tym różne. Niekiedy współpraca układa się idealnie, a w innych przypadkach nie obchodzi się bez poważnych zgrzytów i (finalnie) burzliwych rozstań. Niemal każdy z „togowych” ten okres przeżył i ma swoje szczególne wspomnienia.
Kolejnych kilka prezentowanych anegdot zrodziło się właśnie z różnorodności rozważanej relacji:
* * *
Patron, wykonując obowiązek ustawicznego szkolenia zawodowego, postanowił odbyć studia podyplomowe na jednej z prywatnych uczelni wyższych z zakresu elektronizacji wymiaru sprawiedliwości i możliwości zastosowania sztucznej inteligencji przy wykonywaniu zawodów prawniczych. Namówił na współudział w studiach swego aplikanta, któremu przyjemność tę również zasponsorował. Uznali obaj, że temat jest „przyszłościowy i rokujący”. Studiowanie szło im sprawnie i odcisnęło piętno na postrzeganiu świata. Nie dziwi zatem, że gdy patronowi doręczono uzasadnienie wyroku w jednej ze spraw, którą niespodziewanie sromotnie przegrał, oświadczył wobec aplikanta: „Co za bzdury tu popisali!? Po co te sądy!? Może lepiej, żeby zajęła się tym jednak sztuczna inteligencja”.
* * *
Między patronem a aplikantami może wytworzyć się specyficzny sposób komunikacji, niezrozumiały dla osób trzecich. W pewnej szczecińskiej kancelarii radcowskiej został zatrudniony nowy, „pierwszorocznikowy” aplikant. Po poznaniu wszystkich pracowników został posadzony w pokoju ze starszym kolegą, który właśnie złożył egzamin zawodowy i czekał na wyniki. Starszy kolega miał się młodszym opiekować i wdrożyć do pracy. Pierwszym zaskoczeniem i nauką dla nowicjusza była treść żółtych karteczek zostawianych przez patrona starszemu koledze. Wyglądały one tak:

oraz

Młodzik nie wiedział, co oznaczają, ale wstydził się spytać. Niebawem okazało się, jak należy znaki te czytać: pierwszy – „pi-w-o”, a drugi – „dwa pi-w-a”. Pierwszy znaczył ni mniej, ni więcej, że patron wyskoczył na lunch sam i będzie „po jednym piwie”, czyli niebawem; zaś drugi – że wyskoczył na lunch z klientami, a zatem będąc „po dwóch piwach”, już do pracy nie ma zamiaru tego dnia wracać.
* * *
Czasami stres związany z równoległą pracą i nauką wyciska łzy z oczu aplikantów płci obojga. Tak też się stało w przypadku jednej ze szczecińskich aplikantek. Dziewczyna nie miała wystarczającego wsparcia ze strony patronki i skorzystała z możliwości rozmowy z zaprzyjaźnionym adwokatem. Opowiedziawszy o swoich bolączkach rozpłakała się rzewnymi łzami i rzekła „Expecto patronum! A ona mi nigdy nie pomaga…”, czym dała wyraz przywiązania do literackiego świata czarów i czarnej magii, znanego szczecińskim sądom rejestrowym.
Ku pamięci przyszłych pokoleń szczecińskich prawników zebrał i wstępem opatrzył
Mecenas Jan Maria Togowy
Uwaga! Wszystkie przywołane zdarzenia miały miejsce w szczecińskich kręgach prawniczych. W celu minimalizacji ryzyka identyfikacji którejkolwiek z osób biorących w tych zdarzeniach udział zmieniono część okoliczności faktycznych i cechy osobowe uczestników (bez szkody jednak dla komizmu sytuacyjnego). Tym razem wszystkie z przywoływanych sytuacji odbyły się z udziałem autora, stąd ręczy on za ich prawdziwość.