Art. 32 ust. 1 Konstytucji RP: Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne.
Art. 33 Konstytucji RP: Kobieta i mężczyzna w Rzeczypospolitej Polskiej mają równe prawa w życiu rodzinnym, politycznym, społecznym i gospodarczym (…) w szczególności równe prawo do (…) zabezpieczenia społecznego (…).
Konstytucja postuluje, żeby każdy był przez prawo, a zatem również organy Państwa, traktowany równo, a w tym wprost wskazuje, że kobieta i mężczyzna mają równe prawo do zabezpieczenia społecznego. Jednym z elementów zabezpieczenia społecznego jest zaopatrzenie emerytalno-rentowe, a przecież zgodnie z art. 24 ustawy o emeryturach i rentach z FUS emerytura przysługuje kobiecie po osiągnięciu lat 60, a mężczyźnie po osiągnięciu lat 65.
Prywatnie uważam, że tego rodzaju regulacja jest kulturowo i społeczne uzasadniona, jednak stoi w oczywistej sprzeczności z zapisem Konstytucji RP. Czy bowiem równym traktowaniem przez władze publiczne jest określanie różnych progów wieku emerytalnego?
W Hiszpanii pod koniec lat 90. dostrzeżono, że struktura ofiar przemocy domowej, gróźb czy naruszania zakazu zbliżania się nie odpowiada strukturze społecznej: kobiety częściej padały ofiarami tych przestępstw, a sprawcami częściej byli mężczyźni.
W związku z tym do hiszpańskiego systemie prawnokarnym, regulowanego przez Ley Orgánica 10/1995 z 23 listopada 1995 (Codigo Penal – Kodeks Karny), wprowadzono zbiór norm penalizujących czyny przeciwko integralności cielesnej i psychicznej z wyraźnym zróżnicowaniem sankcji w zależności od płci pokrzywdzonego. Różnice te wynikają z Ley Orgánica 1/2004 o ochronie przed przemocą ze względu na płeć (violencia de género).
W konsekwencji wprowadzono typy czynów zabronionych, penalizujące z większą surowością przemoc wobec kobiet w relacjach. Kluczowe regulacje obejmują:
Art. 148 i 147 (uszkodzenie ciała, a w tym zdrowia psychicznego): W przypadku czynów przeciwko zdrowiu, gdy pokrzywdzoną jest żona lub partnerka, którą ze sprawcą łączy związek emocjonalny, nawet jeśli nie zamieszkują oni razem, sankcja wynosi od 2 do 5 lat pozbawienia wolności, wobec podstawowego zakresu od 3 miesięcy do 3 lat dla „zwykłych” pokrzywdzonych.
Art. 171: Groźby wobec kobiet w ww. relacjach są obwarowane karą od 6 miesięcy do 1 roku pozbawienia wolności oraz obligatoryjnym zakazem posiadania broni, podczas gdy groźby w innej relacji karą od 3 miesięcy do 1 roku pozbawienia wolności.
Art. 172: Przymus wobec kobiet we wskazanych relacjach – obligatoryjne jest orzeczenie zakazu posiadania i noszenia broni.
Art. 468: Naruszenie środków zabezpieczających, takich jak zakaz zbliżania się, wydanych w sprawach violencia de género, skutkuje karą od 6 miesięcy do 1 roku pozbawienia wolności, co wzmacnia ochronę pokrzywdzonych kobiet.

Wprowadzenie wskazanych rozróżnień budziło wątpliwości w kontekście zasady równości wobec prawa. Hiszpański Trybunał Konstytucyjny w 2008 roku orzekł, że statystyki przestępstw wskazują, że kobiety częściej niż mężczyźni padają ofiarami przestępstw z udziałem przemocy czy gróźb, a równość wobec prawa nie wyklucza różnicowania traktowania, o ile znajduje to uzasadnienie i jest proporcjonalne, zaś w tej sprawie surowsze traktowanie sprawców – mężczyzn ma uzasadnienie społeczne i historyczne. Równocześnie Trybunał wskazał, że nie doszło do dyskryminacji, bowiem nie są surowiej karani sprawcy – mężczyźni, a jedynie sprawcy – mężczyźni określonego typu przemocy.
Dla porządku trzeba jeszcze wspomnieć, że art. 14 Konstytucji Hiszpani stanowi, że: Hiszpanie są równi wobec prawa. Niedopuszczalna jest wszelka dyskryminacja z powodu pochodzenia, rasy, płci, religii, poglądów albo jakichkolwiek innych osobistych lub społecznych warunków lub okoliczności.
Problem istnieje i został słusznie zdiagnozowany, jednak uzasadnienie wprowadzonych zmian mnie w ogóle nie przekonuje. Przenosząc tę argumentację na grunt naszych przepisów emerytalnych można by powiedzieć, że do dyskryminacji nie dochodzi, bowiem przepisy nie dotyczą wszystkich mężczyzn, a jedynie tych którzy zamierzają przejść na emeryturę. Uważam, że zaostrzanie odpowiedzialności sprawców – „mężczyzn w relacjach” wskazuje wprost, że zdaniem ustawodawcy kobiety są „słabsze” i wymagają większej ochrony. Hiszpański Trybunał Konstytucyjny całkowicie pominął kwestię, że to nie tylko dyskryminacja mężczyzn, ale też polepszenie sytuacji kobiet (oczywiście tylko tych „w relacjach”).
Z podobnym problemem mieliśmy do czynienia w okresie COVID-19, gdy przez pewien czas przepisy ograniczały liczbę uczestników pewnych zdarzeń (spektakl w teatrze, seans w kinie), lecz nakazywały nie wliczać osób zaszczepionych. Oznaczało to, że zaszczepieni byli w lepszej sytuacji, a niezaszczepieni byli dyskryminowani, choć przecież Konstytucja RP zakazuje dyskryminacji z jakiejkolwiek przyczyny.
Widzimy więc jasno, gdzie są problemy, jednak proponowanie rozwiązań sprzecznych z Konstytucją nie mieści się w ramach praworządności. Żadne prawo nie może naruszać Konstytucji, nawet w słusznej sprawie. Konstytucję można przecież zmienić, nie jest ona prawem boskim ani naturalnym, nie wzięła się z pradawnych reguł, a stanowi jedynie szeroko zaakceptowaną umowę opartą w dużej mierze na koncepcjach prawnych wypracowanych przez ostatnie 200 lat. Przypomnieć trzeba, że Konstytucja RP z 1997 roku została przyjęta w referendum przy frekwencji 42,86%, za przyjęciem Konstytucji oddano 52,7% głosów (53,45% głosów ważnych). W referendum głosowało nieco ponad 12 mln Polaków, a za konstytucją było niecałe 6,4 mln. Wygląda to zabawnie w kontekście wyborów prezydenckich, gdzie przegrany kandydat otrzymał ponad 10 mln głosów.
Wracając jednak do dyskryminacji, z pewnym rozczarowaniem dostrzegam tendencję do bezrefleksyjnego przyjmowania rozwiązań nabytych, zastanych. Nikt nigdy nie zadał sobie pytania, czy kwestia zróżnicowania wieku emerytalnego nie stanowi przykładu dyskryminacji z powodu płci. Hiszpanie poszli nieco dalej – zróżnicowanie kar było przedmiotem rozważań sądu konstytucyjnego, jednak rozstrzygnięcie razi powierzchownością, bowiem de facto udowadnia konstytucyjność przepisu oczywiście niekonstytucyjnego.
Może więc warto rozważyć doprecyzowanie równości wobec prawa oraz zakazu dyskryminacji, a choćby usunięcie zwrotu „z jakiejkolwiek przyczyny”? Skoro bowiem dopuszczamy, że istnieją powody tak ważne, że możliwe jest uchylenie pewnych praw obywatelskich, to czemu nie wpisać tego wprost do Konstytucji, a w każdym razie wprowadzać takie regulacje kuchennymi drzwiami? Wiem, że zmiana brzmienia art. 32 ust. 2 Konstytucji na „Można dyskryminować obywateli w ich życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym, o ile jest to należycie uzasadnione” może się wydawać skandaliczna, ale czy nie oddawałaby lepiej rzeczywistości? Skoro bowiem Konstytucja tej rzeczywistości nie kreuje, to może niech chociaż za nią podąża?