Podczas jednej z wizyt u mojego taty w szczecińskim szpitalu spotkałem dawno niewidzianą koleżankę, która z kolei odwiedzała śmiertelnie chorą mamę. Po krótkiej wymianie zdań, rozgoryczona jakością opieki paliatywnej w Polsce, rzuciła na odchodne, że stała się zdecydowaną zwolenniczką eutanazji. Dodajmy, iż od kiedy pamiętam, koleżanka jest osobą głęboko wierzącą. Rozmowa ta zbiegła się w czasie z aktualnie procedowaną i szeroko dyskutowaną w Wielkiej Brytanii ustawą o „wspomaganym samobójstwie”. (j. ang. skrót: Terminally Ill Adults [End of Life] Bill).
Wydaje się, iż w przeciwieństwie do innych społeczno-prawnych zagadnień, temat eutanazji w Polsce nie jest dyskutowany w stopniu, który na to zasługuje. Tymczasem wystarczy przyjrzeć się, jaki poziom emocji wywołuje ta kwesta w krajach Ameryki Północnej, Unii Europejskiej, a aktualnie największy w Wielkiej Brytanii. Poruszane są przy tym bardzo ważkie argumenty i racje dotykające zarówno istoty człowieczeństwa, jak i roli państwa oraz prawa.
Niezależnie od innych, czy to medycznych czy społecznych aspektów eutanazji, pojawia się zasadnicza, fundamentalna wręcz kwestia. Czy człowiek ma prawo do śmierci? Na własnych warunkach, w wybranym przez siebie czasie. I czy państwo jest zobowiązane mu to zapewnić. Czy autonomia jednostki oznacza, iż człowiek ma prawo decydować o swojej śmierci? Czy skoro mamy prawo do decydowania o własnym ciele, to dlaczego nie rozszerzyć tego na wolność do rozporządzania swoim ciałem także w celu ostatecznym? Czy skoro człowiek jest istotą obdarzoną wolną wolą, to ma prawo decydować o swoim istnieniu? Czy wreszcie prawo do śmierci jest prawem człowieka? A może jednak są jakieś ograniczenia, które jako jednostki i społeczeństwo powinniśmy brać pod uwagę. Ograniczenia wynikające z tradycji, norm kulturowych czy religijnych. Może istotne są również więzi społeczne czy rodzinnych.
Stawiam te pytania po to, aby z jednej strony uchwycić istotę problemu, a z drugiej pokazać, z jak niejednoznacznym zagadnieniem mamy do czynienia.
Dla zobrazowania problemu przyjrzyjmy się konkretnym rozwiązaniom prawnym zaproponowanym w Wielkiej Brytanii. Na tle przepisów obowiązujących w państwach, gdzie eutanazja jest już od dawna legalna, takich jak Belgia, Holandia czy Kanada, proponowane przepisy ustawy są dość rygorystyczne. Projekt ustawy zakłada, że dostęp do procedury będzie przysługiwał tylko osobom, których oczekiwana długość życia wynosi mniej niż sześć miesięcy. Chętni powinni być zdolni do podjęcia świadomej, niezależnej decyzji, co poświadczyć muszą niezależnie od siebie dwaj lekarze. Konieczna będzie też zgoda sędziego Izby Cywilnej Sądu Najwyższego Anglii i Walii.
I tu dotykamy samej istoty prawa do eutanazji. Powstaje bowiem pytanie, dlaczego wyżej wskazana procedura ma być ograniczona tylko do osób śmiertelnie chorych. I dlaczego w procesie decyzyjnym ma brać udział sąd. Jeśli bowiem przyjmiemy, że autonomia jednostki i wolna wola mają decydujące znaczenie, powinniśmy sprawę doprowadzić do logicznego końca. Tak nakazuje pojmowany w ten sposób liberalizm. Liberalizm oparty na autonomii zaczyna się od jednego podstawowego przekonania: posiadam siebie. Jestem częścią własności, którą posiadam. Ponieważ posiadam prawo własności do siebie, mogę dysponować swoją własnością, jak uważam za stosowne. Moje życie jest projektem, który tworzę. Nikt inny nie ma prawa mówić mi, w jaki sposób mam dysponować moim jedynym życiem oraz ciałem.
A zatem wszyscy powinni mieć prawo do śmierci. Zdrowi i chorzy. Cierpiący i osoby, które nie chcą już produkować dwutlenku węgla i zatruwać Ziemi. No chyba, że jednak uznamy, iż autonomia jednostki ma swoje ograniczenia. Ograniczenia te jednak muszą wynikać z określonych norm np. religijnych czy kulturowych. Podczas debaty publicznej w Wielkiej Brytanii ministra sprawiedliwości Shabana Mahmood wyraziła swój sprzeciw przeciwko projektowi ustawy. Mahmood powołała się na swoją wiarę religijną (brytyjska ministra sprawiedliwości jest muzułmanką) i kluczową dla niej kategorię „świętości życia”. Ale zgódźmy się, że we współczesnej zlaicyzowanej Europie odwoływanie się do norm religijnych jest co najmniej passé. Pytanie, do jakich innych norm pozaprawnych w tej sytuacji możemy sięgnąć, pozostawmy – na potrzeby niniejszego felietonu – bez odpowiedzi.
Powtórzmy. Jeżeli nie ma innego systemu wartości, do którego możemy się odwołać aniżeli wolna wola, eutanazja musi się jawić jako podstawowe prawo człowieka. Obok tabletki „dzień po” powinniśmy mieć więc możliwość zakupienia tabletki „dzień przed” (śmiercią). Oczywiście bez żadnej sądowej kontroli. Absolutyzowanie autonomii jednostki i jej wolnej woli musi do tego doprowadzić. Z drugiej zaś strony zawsze będą stawiane pytania, czy i gdzie ma być postawiona granica i kto ma o tym decydować. O „pułapkach” tak pojmowanego liberalizmu pisze m.in. Patrick J. Deneen w książce „Dlaczego liberalizm zawiódł?” oraz David Brooks w swoich artykułach nt. eutanazji.
Powyżej próbowałem wskazać istotę problemu dotyczącego eutanazji na poziomie fundamentalnej wartości tj. wolności osoby ludzkiej. Bez rozstrzygania o słuszności tak czy inaczej pojmowanej autonomii jednostki czy wolnej woli. Ale w dyskursie o eutanazji pojawiają się również argumenty społeczne. Wspomniana na początku felietonu koleżanka doszła do wniosku, iż w sytuacji gdy stan opieki zdrowotnej dostępnej dla osób terminalnie chorych jest fatalny, nie ma innego wyjścia jak eutanazja. Zapewne tylko okrutna osoba sprzeciwiłaby się temu, aby śmiertelnie chora oraz niewyobrażalnie cierpiąca mama koleżanki, nie mogłaby być poddana eutanazji.

Tyle, że właśnie ten przykład jest dla progresywno-lewicowych (żadnych tam konserwatywnych ani tym bardziej wierzących) polityków w Wielkiej Brytanii argumentem przeciwko proponowanej ustawie. Dodajmy, że podobnie w innych krajach, w tym również w Polsce. Otóż wedle tej argumentacji wybór zakończenia własnego życia może być realny tylko w systemie, gdzie każdy ma dostęp do jak najlepszej możliwej opieki paliatywnej. Niedofinansowanie systemu ochrony zdrowia zostawia tymczasem wielu śmiertelnie chorych bez opieki, jakiej potrzebują. Bez rozwiązania tego problemu proponowana ustawa naraża starszych, niepełnosprawnych i chorych na zaniedbania i dyskryminację. Eutanazja w tej sytuacji może stać się koniecznością, a nie konsekwencją wyrażenia swojej wolnej woli. Dochodzi tu swego rodzaju argument klasowy. Bogaci, których będzie stać na pełną opiekę medyczną, będą przedłużali życie, a pozostali je skracali. W tej sytuacji eutanazja jako prawo człowieka może stać się jednocześnie prawem powodującym dyskryminację osób biednych oraz wykluczonych, a często co za tym idzie imigrantów lub mniejszości. Pamiętajmy jednocześnie, że ze wszystkich dostępnych badań opinii publicznej krajów Europy i Ameryki Północnej wynika, iż zdecydowana większość obywateli jest za prawem do eutanazji w takiej czy innej formule.
Analizując wybrane aspekty prawa do eutanazji, nie możemy pominąć wpływu, jaki nań może mieć rozwój technologiczny. Kongres Stanów Zjednoczonych właśnie rozpatruje projekt ustawy, która zezwalałaby sztucznej inteligencji na przepisywanie leków. Myślę, ze kwestią czasu jest, kiedy AI będzie współdecydowało, a potem decydowało, o przeprowadzeniu procedury „wspomaganego samobójstwa”. Nikt lepiej nie zbierze danych „pacjenta” i ich nie przeanalizuje aniżeli AI. Nade wszystko zostanie zdjęta odpowiedzialność, zarówno prawna jak i etyczna z lekarzy lub innych osób pomagających w eutanazji. Wszak sztuczna inteligencja nie ma wyrzutów sumienia. Może zaś wykazywać jedną niebezpieczną tendencję. Dan McQuillan, (szkocki wykładowca akademicki zajmujący się m.in. wykluczeniami społecznymi we współczesnym świecie) nazwał ją „tendencją eugeniczną”. Zdaniem naukowca model działania AI służy do udoskonalenia procesów, które mają decydować o wartości ludzkiego życia, uznania jednych ludzi za wartościowych, a innych za zbędnych.
Jeżeli do powyższego dodamy opinie wielu naukowców zajmujących się gospodarką, iż ekonomiczne trwanie ludzkości będzie mogło być zapewniane jedynie poprzez masową, wymuszaną kulturowo i społecznie eutanazję ludzi starych, to nastanie dystopii w nieodległej przyszłości staje się coraz bardziej prawdopodobne. Zresztą argumenty mające wymiar ekonomiczny bardzo często padają w debacie publicznej w Wielkiej Brytanii. Co ciekawe, zarówno politycy z lewej jak i prawej strony angielskiej sceny politycznej podnoszą, iż zalegalizowanie eutanazji będzie miało pozytywny wpływ na wzrost brytyjskiego PKB. Można te argumenty uznać za cyniczne lub co najmniej niestosowne, ale nie można udawać, że nie pojawiają się w dyskusji na temat eutanazji.
Dyskusja dotycząca eutanazji pokazuje też, jak na przestrzeni raptem kilku dekad zmienia się jej postrzeganie. Wymownym przykładem jest niemiecki film pt. „Oskarżam” (niem. „Ich klage an”) w reżyserii Wolfganga Liebeneinera. Bohaterką filmu jest kobieta cierpiąca na stwardnienie rozsiane, która prosi lekarza o to, aby pomógł jej umrzeć. Po namowach żony śmiertelną dawkę leków podaje jej mąż, co powoduje, że zostaje oskarżony o jej zabójstwo. Film w sposób jednoznaczny przyznaje rację mężowi. Z perspektywy aktualnie wiodących poglądów nie wiedzieć czemu film po 1945 roku został zakazany. Może dlatego, że jego nakręcenie zlecił Joseph Goebbels …
Spór o eutanazję jak w soczewce pokazuje bolączki współczesnej tzw. zachodniej cywilizacji. Dyskusja ta jak żadna inna ujawnia, na jakim etapie rozwoju jest człowiek i przynależne mu prawa. Czy legalizacja eutanazji to triumf wolnej woli czy też kolejny przejaw upadku cywilizacji. A może po prostu dziejowa społeczno-gospodarcza konieczność.
Dlatego wołaniem na puszczy zapewne pozostanie głos jednego z tytanów współczesnej literatury Michela Houellebecqa: „Chcę to powiedzieć bardzo wyraźnie: kraj, społeczeństwo, cywilizacja, która posuwa się do legalizacji eutanazji, traci w moich oczach cały szacunek. Wobec tego faktu staje się nie tylko zasadnym, ale wręcz pożądanym, aby taki kraj zniszczyć, po to, aby coś innego – inny kraj, społeczeństwo, cywilizacja – miało szansę zaistnieć w przyszłości”.