Trafnie ongiś stwierdził nestor logików polskich Tadeusz Kotarbiński, że mądrość prawnicza polega na tym, iż prawnik musi „znać nie tylko prawo, lecz i to wszystko, z czym się prawo w życiu styka i zazębia, a styka się ono i zazębia ze wszystkim” (T. Kotarbiński, Kurs logiki dla prawników, Warszawa 1955, s. 196-197). Tak samo jak z mądrością prawniczą jest z prawniczym humorem. Nie tylko dotyczy on życia zawodowego („prawniczego”), lecz także tego wszystkiego, z czym styka się ono i zazębia, a styka się ono i zazębia ze wszystkim.
Sferom stycznym i zazębiającym się z życiem prawniczym poświęca się niniejszą próbkę:
Adwokat kościelny został skierowany na badanie analizy masy ciała. No cóż – praca siedząca, naturalna predylekcja do włoskiej kuchni i wina (nie-mszalnego oczywiście), stres etc. Po badaniu omawia z lekarzem wyniki:
– „No tak, panie mecenasie, w zasadzie wszystko było do przewidzenia. Tkanka tłuszczowa – 35% (za dużo!), tkanka tłuszczowa trzewna – 20% (no, do przeżycia), masa mięśniowa – 20% (można by więcej poćwiczyć, tak dla zdrowotności), masa kości – 25%, a w tym wszystkim całkowita zawartość wody – 60%”, wylicza skrupulatnie lekarz
– „Jak to, wszystko!? Jak!?” – woła zdziwiony prawnik.
– „Wszystko. Człowiek nie ma w sobie nic więcej” – odpowiada lekko zaskoczony lekarz.
– „Ale oprócz ciała mam przecież i duszę!” załkał pacjent i doszczętnie zalał się łzami.
* * *
Prokurator pyta kolegi po fachu – „To oburzające! Dlaczego umorzono śledztwo wobec lekarza podejrzanego o nielegalne przeprowadzanie aborcji?”. „A wiesz, bo on… usunął dowody” – odpowiada speszony prokurator prowadzący.
* * *
Powszechnie znaną prawdą jest, że im dłuższe jest życie prawnika, tym staje się ono nie tylko bogatsze w doświadczenie, lecz niestety nierzadko także w postępującą demencję, zazwyczaj poprzedzaną zwykłą sklerozą. Pewien adwokat, idąc do sądu, notorycznie zapominał togi. Zapobiegliwy sekretarz (student „pierwszoroczniak”, który nie raz gonił pryncypała przez pół miasta ze strojem urzędowym pod pachą) zawiesił na wewnętrznej stronie drzwi wyjściowych kancelarii szyld „Komu w drogę, temu togę!!!”. Napis budził szyderczy uśmiech aplikantów, którzy dopiero po latach zorientowali się, że tabliczka jest im również coraz bardziej pomocna. Tempus fugit panowie, tempus fugit.
* * *
Pośród zagranicznych korespondentów prasowych i dziennikarzy zajmujących się prawną rzeczywistością Polski Anno Domini 2025 utarło się takie – szkalujące Naród Polski (sic!) – powiedzenie „Jak nazywa się w Polsce miejsce odosobnienia, w którym przetrzymują grupowo więźniów politycznych? … Sejm”.
Ku pamięci przyszłych pokoleń szczecińskich prawników zebrał i wstępem opatrzył
Mecenas Jan Maria Togowy
Uwaga! Prawda to najczystsza, czy efekt rozpędzonej imaginacji przepracowanych zwojów prawniczej mózgownicy. Czytelnik sam musi zważyć. Ileż to jednak razy z podobnymi, choć może mniej reprezentatywnymi, przypadkami każdy „togowy” spotyka się na co dzień?