„Żywoty pań swawolnych” – tytuł, pod którym jest powszechnie znana ta książka to w rzeczywistości „Vies des dames galantes” i jak twierdzą znawcy literatury, nie wyszła ona spod pióra Brantôme’a. Rozdziały były zatytułowane w rękopisie Druga księga o paniach (second livre des dames), w przeciwieństwie do pierwszej znanej francuskim czytelnikom pod nazwą Vies des dames illustres. Kształt obu publikacji dziś już niemal nierozerwalny i związany ze sobą nadali im pierwsi wydawcy w XVII wieku, epoce, kiedy słowa galant i ilustra szczególnie cieszyły się uznaniem czytelników.
Dwie te księgi „o paniach”, stanowiące nie tylko część obfitej spuścizny literackiej Brantôme’a, bardzo różnią się od siebie nie tylko charakterem, ale także wartością ludzkiego dokumentu.
Piotr de Bourdeille, pan i opat de Brantôme urodził się około 1540 roku. Oprócz literatury jego życie wypełniały dwie inne namiętności. Budował i procesował się. Wzniósł zamek Richemond, zaś w testamencie zobowiązał spadkobierców do prowadzenie wszystkich wszczętych w przeszłości sporów sądowych.
Ten obraz życia na dworach XVI-wiecznej Europy to przede wszystkim swobodne gawędy bywalca salonów, pełne niedyskrecji i pozbawione nie tylko szacunku, ale i powściągliwości.
Brantôme, jak na rasowego Francuza przystało, widział przede wszystkim kobietę, patrząc na to osobliwe stworzenie oczyma naiwnego zaciekawienia. Wszystko go w niej interesowało – anatomia, umysłowość, skłonności i zwyczaje wierne współczesnym, żywym wzorcom.
Nie można odmówić książce wartości swoistego dokumentu obyczajności epoki. Jednak powróćmy do kurtyzan, które pierwotnie sprowadzały się do roli dam dworu. Dopiero w okresie Renesansu kobiety spędzały większość życia w wielkim świecie, pozostając na utrzymaniu zamożnych kochanków. Ten okres we Włoszech rozpoczął się w XIV wieku, natomiast w krajach północnoeuropejskich dopiero 100 lat później.
Słowniki definiują kurtyzanę jako kobietę, która z wyrachowaniem stara się przypodobać mężczyznom, przebywającą na dworach panujących władców lub też prostytutkę z wyższych sfer. W rzeczywistości historycznej w zależności od sytuacji kurtyzana oscyluje pomiędzy prostytutką a faworytą. Wprawdzie tak prostytutka, jak i kurtyzana uprawiają płatną miłość, jednak pierwsza w przeciwieństwie do drugiej nie wybiera sobie kochanków. To je zasadniczo różni. Przy odrobinie szczęścia niektóre kurtyzany osiągnęły najwyższy stopień kariery – zostały faworytami. Ale niezależnie od tego, czy wślizgiwały się one do sypialni panującego władcy, czy też nie – królowały wśród rzeszy artystów i intelektualistów, stając się ich muzami i natchnieniem.

W tekście o „Kryminalnej Wenecji” wspominałem o Weronice Franco, która jako czternastolatka została przez rodziców wydana za mąż za dużo starszego od niej medyka Paolo Panizza. Małżeństwo nie układało się jednak pomyślnie i Weronika za pośrednictwem Rady Dziesięciu uzyskała zwrot posagu i prawo wyprowadzenia się od męża. Jej uroda była nader widoczna i mogła rywalizować z najsłynniejszymi – z Tutlią Aragońską i Imperią Cognati. Portret tej ostatniej znajduje się w rzymskim kościele Santa Maria della Pace, mieszącym się obok Placu Navona. Jak pisał jeden z jej adoratorów Biagio Pallai „Bóg Mars dał Rzymianom imperium, a bogini Wenus – Imperię”. W nadprożu jej domu widniał napis informujący, że gość przekraczający jego progi winien wnieść do jego wnętrza dowcip i dobry humor, a opuszczając go zostawić znaczący prezent lub pieniądze. Umierając, przyjęła sakramenty papieskie i jego błogosławieństwo. Franco wymagała jednak drobnych, kosmetycznych poprawek. Według Firenzuoli – eks-Benedyktyna i arbitra w sprawach kobiecej urody, jej włosy powinny mieć odcień miedzianego blondu, który z czasem nazwano „weneckim”.
Zgłosiła swoją kandydaturę do Katalogu i została zarejestrowana jako debiutantka ze skromną taryfą 2 talarów. Nie dopuszczała się żadnych wykroczeń, poza jednym. Kiedy władze Serenissimy zażądały, by wszystkie profesjonalistki powróciły do średniowiecznej dzielnicy Bordeletto, skąd wyszły, kategorycznie odmówiła. Przytoczę tutaj anegdotyczną sytuację związaną z jej osobą. W kościele św. Marka, gdzie chodziła na nieszpory, dostrzegł ją Marco Venier, znaczący patrycjusz wenecki. Aby dopuścił ją do swoich łask, wysłała bilecik do znajomego pisarza włoskiego Pietra Aretina z prośbą o umożliwienie spotkania. Twoje imię Panie widnieje w Panteonie najświetniejszych poetów, moje tylko w Katalogu Kurtyzan. Kilka dni temu raczyłeś zwrócić na mnie uwagę i spędzić u mnie noc. Udzieliłam ci wtedy kredytu, bo pensja od twojego mecenasa nie nadeszła na czas. Teraz widzę możliwość anulowania tego długu w zamian za drobną przysługę. Będziemy kwita, jeżeli zgodzisz się zabrać mnie ze sobą dziś wieczorem do pałacu Venierów, dokąd jesteś zaproszony. I tak weszła w wielki świat arystokracji weneckiej.
Co do zaś Henryka Walezego, to przyznał się jej, że lubi towarzystwo kobiet w każdych okolicznościach, byle nie w łóżku. Zgodnie z jego wolą nadała „pozytywny rozgłos” intymnemu spotkaniu potwierdzając męskość przyszłego Henryka III. Rada Dziesięciu uspokojona perspektywą pokoju z Francją zwolniła Weronikę na rok z podatków.
W tej publikacji trzeba jeszcze wspomnieć o wiedeńskiej kochance najsłynniejszego Korsykanina, Klarze Zischka, Celestynie Mogador, przyjaciółce Aleksandra Dumasa, a do tego znakomitej autorce. Przypomnieć należy także osobę Loli Montés legendarnej femme fatale, adorowanej przez Ryszarda Wagnera i Franciszka Liszta, której związek z królem Bawarii Ludwikiem I doprowadził do społecznego buntu. Z wielkich kurtyzan wschodu przybliżę Państwu sylwetkę poświęconej bogom Darimy, najsłynniejszej niepoprawnej kobiety Indii w VII wieku, a także żyjącej w Bizancjum Teofano.

Wychowana przez wiedeńskiego kupca Hannesa Stritzingera Zischka – nigdy nie poznała swoich biologicznych rodziców. Jako służąca uszczęśliwiała żołnierzy w obozie cesarza Franciszka I w Szwartzlackenau niedaleko Wiednia. Napoleon pokonując Austriaków pod Austerlitz zażądał reparacji wojennych w wysokości 40 milionów franków. Cesarz Franciszek zmuszony był sprowadzić z Węgier rezerwy złota, aby uregulować dług. Transport dotarł do Purkersdorfu, gdzie przebywał wówczas Napoleon. Kiedy otworzono skrzynię, oprócz pieniędzy była tam Zischka, ubrana tylko w wełniany płaszcz. Cesarz w Wiedniu wynajął dla niej mieszkanie, ubierał ją i zapewniał dostanie życie. Gdy opuścił Wiedeń, była poszukiwana przez tajną policję, aby osądzić ją jako zdrajczynię narodu. Odnaleziono ją martwą, wiszącą na krzyżu w oknie swojego mieszkania.
Przed ślubem Marii Ludwiki von Habsburg, córki cesarza Franciszka I z Napoleonem ta nalegała, aby władze zatuszowały wszelkie historie o sutlerce Klarze Zischka.
Celestyna Magador przyszła na świat we Francji, kraju kultury, uciech i uczonych polemik. Jest wymieniana wśród najbardziej cenionych kokotek swoich czasów. Kokoty, łanie, lwice czy latawice – to określenie kobiet, które w połowie XIX wieku sprzedawały swoje wdzięki. Za czasów prezydenta Francji, a następnie cesarza tytułującego się Napoleonem III, w modzie było składnie przez dworzan hojnych darów u stóp swoich kochanek. W wieku 16 lat rozpoczęła ona karierę prostytutki w buduarze usytuowanym przy ulicy des Moulines, rejestrując się w prefekturze policji jako „dziewczyna publiczna”. Chodząc do lokalu „Bal Moblille”, doskonaliła umiejętności tańców hiszpańskich, a także posługiwania się kastanietami. Poprzez nadwornego malarza Napoleona III Tomasza Couture’a (zasłynął obrazem „Rzymianie okresu upadku”) zaprzyjaźniła się z Aleksandrem Dumas. Miała niecodzienną przeszłość i niewątpliwy talent literacki, co skłoniło ją do napisania pamiętników. Ich wydanie wywołało skandal. Recenzenci pomstowali, że książka zamieniła księgarnie w domy publiczne i wyrażali zdziwienie, że cenzura nie wstrzymała druku. W listopadzie roku 1853 wyszła za mąż za hrabiego Lionela de Chabrillan i oboje wyjechali do Melburne. Tam napisała książkę Złodziej Złota. Po powrocie do Paryża podjęła usilne starania przy pomocy Aleksandra Dumas do przerobienia jej na adaptację sceniczną. Sztukę odegrano w bardzo bogatej oprawie w teatrze ludowym w Belleville na przedmieściach Paryża. Wydała także zbiór opowiadań Safona. Zamieszkała następnie w Vésinet, w wiejskim domku, mając za sąsiada kompozytora, piszącego przede wszystkim opery, Georgesa Bizeta, z którym była zaprzyjaźniona. Zmarła w 1909 roku pozostawiając po sobie 26 sztuk teatralnych, 7 operetek i liczne wiersze.
W XIX wieku w Irlandii żyła dziewczynka, której ulubionym zajęciem było przeglądanie się w lustrze. Nazywała się Maria Dolorés Eliza Rosana Gilbert. Jej ojciec służący w wojsku otrzymał rozkaz wyjazdu wraz ze swoim pułkiem do Indii. Z rodzicami trafiła do Fortu Williamsa niedaleko Kalkuty. Przeniesiono ich następnie do Dinapuru w samym sercu bagnistej doliny Gangesu. Nagła śmierć ojca wskutek malarii spowodowała, że matka Margaret szybko zdjęła wdowi szal i poślubiła majora Craige, wysyłając córkę do Paryża, a następnie do Anglii na pensję dla panien w Bath. W trakcie czasowego powrotu do Europy, Margaret poznała porucznika Tomasza James’a. Młoda Gilbert, mówiąc kolokwialnie, „ukradła swojej matce” tę nową zdobycz i wyszła za niego za mąż. Oboje zamieszkali w Simli w Indiach, gdzie służył ten oficer. Sielanka nie trwała jednak długo, bo mąż przemienił się w pospolitego hreczkosieja. Podjęła kroki rozwodowe i w listopadzie 1841 roku wsiadła na statek „Larkinse”, gdzie nawiązała romans z Karolem Lennoxem. Ten wprowadził ją do sfer teatralnych. W Sevilli nauczyła się tańców andaluzyjskich i występując w tamtejszym Teatrze Królewskim sfabrykowała sobie nową przeszłość i pochodzenie. Hiszpańscy przodkowie zastąpili irlandzkich pradziadów. Odtąd nosiła nazwisko Lola Montés. W czerwcu 1843 roku wystąpiła w londyńskiej operze królewskiej Covent Garden. Wszystkie miejsca były zajęte, bowiem Anglicy chcieli zobaczyć nowe tańce nazwane Oleone guarraha, których dotychczas nie widzieli. Gdy przed publicznością składała hołd zawłaszczonej tradycji i pochodzeniu, została zdemaskowana. Wyjechała do Brukseli „oddając się miłostkom”, a następnie do Warszawy z pewnym obywatelem Niemiec, który nie tylko ją utrzymywał, ale również namawiał do powrotu na scenę. Dostała angaż do Teatru Narodowego, ale nie czuła się dobrze w kraju, którym żywe były jeszcze wspomnienia stłumionego przed trzynastu laty listopadowego powstania narodowego przeciwko Imperium Rosyjskiemu. Wyruszyła do Drezna, gdzie poznała kompozytora Ryszarda Wagnera. Uwodziła go do dnia, w którym ten przedstawił ją Franciszkowi Lisztowi. Choć onieśmielał ją ten uwielbiany przez kobiety mężczyzna, którego wyrywały sobie najświetniejsze dwory i sceny Europy, postanowiła spróbować nowego szczęścia. Podbiła Liszta nie tylko urodą, ale przede wszystkim niezależnością, potrzebą swobody postępowania i umiejętnością zniewalania sobie mężczyzn. Pewnego wieczoru przyszła do jego apartamentu w hotelu „Pod Łabędziem” i tam pozostawała do czasu, gdy kompozytor zapragnął nowych wrażeń. Powróciła do Paryża, gdzie przebywała w towarzystwie takich pisarzy jak Aleksander Dumas i Aplhonse Karry. Dzięki poparciu tego pierwszego wystąpiła w Operze Paryskiej, demonstrując tańce hiszpańskie. Nie wiedziała, a może nie chciała wiedzieć, że dużo wcześniej jako niezapomniana wykonawczyni tańców andaluzyjskich pojawiła się tam Fanny Essler. Ta austriacka baletnica zainicjowała teatralny taniec ludowy zwany „tańcem charakterów”. Występ przyniósł Loli Montés kompletny blamaż. Przyrównywano ją do „prowincjonalnych dziewczynek z kabaretów”. Żeby zatrzeć wspomnienie porażki, nawiązała kolejny romans, tym razem z zamożnym młodzieńcem o nazwisku Leon Dujarriev, który pomógł jej w angażu do teatrzyku w pobliżu Porte Saint-Martin. Gdy tańcząc, wystąpiła bez trykotu, skończyło się to interwencją policji i wyrzuceniem z teatru.
Po Kalkucie i Londynie teraz także Paryż zamknął przed nią drzwi. Udała się do Niemiec. Zawadziwszy o sypialnię księcia Orańskiego, „wylądowała” w łóżku księcia Henryka von Reuss. Wyjechała następnie do Monachium, licząc na angaż w tamtejszej operze. Nawiązała bliską znajomość z bawarskim królem Ludwikiem I, słynącym ze zgromadzenia w swojej galerii dużej ilości obrazów i posągów, które uznawał za wzór kobiecej urody. Przy królewskiej promocji wystąpiła w Bawarskiej Operze, gdzie przed pierwszym publicznym występem przywitało ją więcej gwizdów niż oklasków. Aby zrekompensować tę kolejną artystyczną porażkę, sześćdziesięciodwuletni przygłuchy monarcha kupił jej okazały dom, bogato go wyposażając, gdzie był stałym gościem. Ten związek pozostawał czysto platoniczny, z pogardą jednak dla konwenansów. Gdy pod jej domem zebrały się pewnego dnia duże grupy studentów wykrzykujących „precz z faworytą”, ukazała się w dezabilu na balkonie, pijąc ostentacyjnie szampana za zdrowie oskarżycieli. Została uznana za republikańską agitatorkę i monarcha podpisał dokument skazujący ją na banicję, czym zapewnił sobie dalszą władzę.
Wyjeżdżając do szwajcarskiego Berna miała świadomość, że kończy 30 lat i osiąga wiek graniczny w karierze uwodzicielek. Powróciła do Londynu i wyszła za mąż za posiadającego spory majątek Geogre Trafforda Healda. Jedna z krewnych nowego męża, oskarżyła ją jednak o bigamię, bo nie przeprowadzono żadnych sądowych postępowań po śmierci poprzedniego męża kapitana Tomasza Jamesa, który zmarł w Australii, a jego zwłok nie sprowadzono do kraju ze względu na koszty.
Małżonkowie wyjechali do Hiszpanii, potem do Francji. Awantury stały się codziennością i Heald powrócił do ojczyzny i w niedługim czasie wypadł za burtę statku, i utonął.
Chęć zobaczenia Ameryki przerodziła się w decyzję. Lola Montés osiągnęła sukces na miarę swoich ambicji. Amerykanie zgotowali jej prawdziwą owację, chcąc ujrzeć awanturnicę, która „usidliła” króla Bawarii. Ruszyła szlakiem poszukiwaczy złota. Podczas wyprawy poznała samotnika – lekarza Karla Adlera, lecz los na jej drodze zakończył romans śmiercią kolejnego partnera.
Wyjechała do Melburne, gdzie spotkała się ze wspomnianą wcześniej Celestyną Magador, obecnie hrabiną de Chabriallan. Prezentowała „taniec pająka”, aby jednak wobec braków sukcesów powrócić do Nowego Yorku. Tam zmarła w wieku czterdziestu dwóch lat w kompletnej nędzy. Stała się ucieleśnieniem kobiety fatalnej, przynoszącej nieszczęście mężczyznom. Jej osoba przypomina mi okrutną Lilith, ale ocenę pozostawiam Państwu jako czytelnikom.
A skoro wywołałem kraj zajmujący większość subkontynentu indyjskiego, to chciałbym przenieść czytelnika do wieku VII, gdzie w mieście zwanym Dżintapur żyła Darima, córka Greczynki porwanej przez Arabów i przywiezionej statkiem na wybrzeże Bengalu, gdzie została sprzedana jako niewolnica. Siwali, bo tak się nazywała, posiadała rzadką umiejętność gry na instrumentach strunowych. To spowodowało, że król obiecał jej, że jak urodzi córkę, to ułatwi dziewczynce odzyskanie wolności. Po śmierci matki, która nastąpiła przy porodzie, władca oświadczył, że jest jej biologicznym ojcem. Otrzymała dom, do którego mogła się przeprowadzić, gdy dokona się jej miłosna inicjacja. Doskonaliła się w tańcu. Nawiązała romans z Dżambowarem, będącym królewskim skarbnikiem. Dla swoich potrzeb zakupiła niewolnika o imieniu Darika, który stał się jej powiernikiem w wielu osobistych sprawach. Dżambowar od kilku lat był żonaty i musiał romansować z wielką ostrożnością, bowiem na dworze w Bhirapune cudzołóstwo było surowo karane. W dniu, kiedy cały kraj obchodził święto „sztandaru Indry” – boga deszczu, poznała Nakulę, który właśnie powrócił z podróży do Azji Mniejszej, gdzie przebywał z misją nawiązania kontaktów handlowych z tamtejszymi kupcami. Zaczęły się tajemne spotkania. Urodziła dziecko Nakuli przekonując, że ojcem jest Dżamboware. Idyllę przerwało uwięzienie Nakuli, który naruszył zakaz zbliżania się do gyneceum (pomieszczenie w domu przeznaczone wyłącznie dla kobiet, w którym zamieszkiwała córka królewska). W takim przypadku nikt nie mógł liczyć na jakąkolwiek łaskę władcy. Wbito go na pal.
Może to zabrzmi jak opowieść z „Baśni z 1001 nocy”, ale Darika okazał się królem Saliputry, który zdecydował się w myśl przykazań Buddy zgłębić zasady dharmy i tajniki mandali Samwary, czyli wielkiego strażnika, dotyczące przestrzeganie prawa i obowiązków moralnych.
Gdy minęło 12 lat służby u Darimy i przeżycia zwyczajnym dniem swoich poddanych, ujawnił się. Odchodząc, opowiedział wszystko Darimie, która zapragnęła z nim opuścić Dżintapur. Nie zgodził się na to, mówiąc, że najpierw musi odzwyczaić się od wypowiadanego słowa „chcę”, starając się realizować swoje życie w oparciu o słowo „być”. Darima rozdała posiadany majątek najbardziej potrzebującym. Widywano ją w pobliskich górskich wioskach, jak rozmawiała z miejscowymi, prosząc niejednokrotnie o wsparcie. Takie były decyzje i postanowienia najsłynniejszej indyjskiej kurtyzany.
Kobietą, która nie miała duszy tak szlachetnej jak Darima, była Teofano żyjąca w Bizancjum w X wieku ery chrześcijańskiej. Poniewierana córka szynkarza, zgodnie z wróżbą cyganki, jako kurtyzana została żoną Romana II Porfirogeneta cesarza Bizancjum. Zanim doszło do mariażu, zakupił jej luksusowy dom w Chrystopolis na drugim brzegu Bosforu, gdzie marmurowe ściany zdobiły mozaiki. Ogród pełen był kwiecistych klombów i fontann. Nosiła wówczas imię Anastaso.
Roman, wręczając tej najpiękniejszej dziewczynie Konstantynopola złote jabłko, widział w niej przyszłą basilisse. Gdy to nastąpiło, przybrała imię Teofano. Miała bardzo duży wpływ wspólnie z eunuchem Josefem Brigosem na politykę władcy. Jej dalsze losy były tragiczne, bo po zesłaniu do dalekiej Armenii powróciła do Chrystopolis, gdzie zmarła przy braku zainteresowania dworu.
Na zakończenie tego felietonu chciałbym jedynie wspomnieć, że Zygmunt I Stary przedostatni z Jagiellonów miał obok siebie dwie kurtyzany. Jedną z nich była Aleksandra Lisowska zwana Roksolaną, a drugą pochodząca z Moraw Katarzyna Telniczanka, należąca niegdyś do fracumeru Elżbiety Rakuszanki.
I to tak naprawdę już koniec opowieści opartych na prawdziwych wydarzeniach, z tragicznymi i fascynującymi dziejami faworyt, od których nieraz zależały losy królestwa.