Pytanie ważne i aktualne, a wypowiedź Autorów interesująca. Piszącym chodzi zapewne o orzecznictwo w sprawach karnych. Z punktu widzenia potrzeb praktyki chyba warto ją uzupełnić spostrzeżeniami wynikającymi z doświadczenia zawodowego. Także ze względu na brak jakichkolwiek odniesień rzeczy do ustaw czy konkretnych orzeczeń, o jakichś „przełomowych wyrokach” (tamże s. 14) nawet nie wspominając. Poza tym, jakąś przesadą lub nieścisłością zatrącają np. takie stwierdzenia, że „intuicja to jest narzędzie udzielające szybkich i niezawodnych odpowiedzi(…)”, albo, że en gros emocje odgrywają kluczową rolę w ferowaniu decyzji procesowych.
Z myślą o komunikatywności nin. wypowiedzi, zauważmy na wstępie, że nieodzowną cechą postępowania procesowego musi być niepewność, czyli szczera wątpliwość prawnika, iż w tej sprawie może jeszcze czegoś brakować, coś w niej może być inne, niż mu się wydaje. Zgodny z profesjonalnym doświadczeniem jest funkcjonujący w nauce pogląd, że myślenie intuicyjne jest rzeczywiście szybkie i prowadzi do subiektywnie(!) pewnych wniosków, faktycznie jednak rodzi wiele pomyłek/błędów. Nieprzypadkowo niezawisłość sędziego i/lub niezależność prokuratora najściślej wiąże się z obowiązkiem niestrudzonego myślenia, brania na siebie odpowiedzialności i robienia więcej, niźli nakazują mu np. Autorytety. Roztropny fachowiec poznaje rzeczywistość zawsze dwutorowo: intuicyjnie i rozumowo. Dawno temu właśnie tak uczył (m.in.) Leon Wachholz (zob. Polska Gazeta Lekarska 1937, nr 15). Inaczej mówiąc, nieusuwalną misją każdego etapu procedowania jest wszechstronne weryfikowanie wszelkich domysłów, wersji śledczych, faktów i źródeł. Ale także osobowości człowieka (zwłaszcza oskarżonego), którego złożony obraz do prawnika dociera często tylko w strzępach. Dlatego warto mieć na oku dewizę, że „dana sprawa nie jest taka prosta, że jest bardziej skomplikowana”. Stąd od razu trzeba odrzucić asekuracyjne trzymanie się schematów/algorytmów, bo prawdę poznaje ten, kto konsekwentnie rozumuje twórczo, kreatywnie, nieszablonowo.
Nie ulega więc kwestii, że dobrym punktem wyjścia w śledztwie i postępowaniu sądowym są fakty! Rzymski sędzia apelował: da mihi factum, dabo tibi ius. A emocje? Owszem, szczególnie w śledztwie nie sposób bez nich się obyć. Prowadzący sprawę jednak powinien je odpowiednio dobierać i kontrolować, aby móc zrealizować zadania określone w art. 2 kpk. Bez ogródek trzeba pamiętać o potencjalnych szkodach, jakimi zagrażają ciągoty do łatania dziur w dowodach zamiennikami w rodzaju efektów mentalnych symulacji, poirytowania, pewności, chciejstwa czy poczucia rzekomej nieomylności.
Kto autentycznie tkwił w praktyce procesowej, wie również, że przeżywanie Wartości motywuje do ponoszenia nawet ekstremalnego wysiłku w dokopywaniu się do rzeczowych, weryfikowalnych odpowiedzi na tzw. siedem złotych pytań i tym samym dawaniu każdemu, co słusznie mu się należy. Co jest realne, gdy dany organ procesowy rzetelnie trzyma się zasady gromadzenia twardych dowodów (a nie ich podróbek) „za” i „przeciw” oskarżonemu (art. 4 kpk).
Osobna, znacząca w tej dyskusji rzecz to wyciągnie roboczych wniosków z okoliczności, że już w kulturze rzymskiej pojęcie ius uznawano za tożsame ze sprawiedliwością. Zasadniczo co innego znaczy słowo lex, to jest ustawa stanowiona przez omylnego człowieka. Uczeni (np. B. Skarga, L. Kołakowski) nieprzypadkowo przeto ostrzegają, że legalne nie znaczy – moralne!
Powyższe spostrzeżenia mając na uwadze, pora wprost odnieść się do finalnego pytania Autorów publikacji, czy orzekający sędzia może na pewno wyzbyć się emocji? Otóż prawidłowe odpowiedzi można wyinterpretować z zasad obiektywizmu i swobodnej oceny dowodów (art. art. 4, 7, 92, 41O kpk). Nieprawnikom godzi się podać, że „Organy postępowania karnego kształtują swe przekonanie na podstawie wszystkich przeprowadzonych dowodów ocenianych swobodnie z uwzględnieniem prawidłowego rozumowania oraz wiedzy i doświadczenia życiowego» (art. 7 kpk).
O emocjonalnej czy dowolnej ocenie dowodów nie ma mowy! Według Plauta, mądrej głowie dość dwie słowie.
Ten problem iście po mistrzowsku, bez zbędnego teoretyzowania – w sposób bliski doświadczeniom praktyka – opisał S. Waltoś (zob. np. Naczelne zasady procesu karnego, Warszawa 1999, s. 64,68 i in.). Zdaniem prof. Waltosia otóż, rzeczona ocena całokształtu okoliczności opiera się przede wszystkim na źródłach i środkach dowodowych przeprowadzonych i zademonstrowanych zbieżnie z zasadami sztuki przez strony lub/i sam orzekający sąd.
Po drugie, sąd/prokurator/policjant szacują zebrane dowody w granicach własnych formalnych oraz rzeczowych kompetencji, w świetle nabytych doświadczeń życiowych. Także tych, które zdobyli dzięki przeróżnym relacjom ze współpracownikami, biegłymi oraz obrońcami.
Po trzecie, podstawą wartościowania dowodów sensu largo są (powinny być) osiągnięcia nauk, w tym zawarte w opiniach biegłych pod warunkiem, że są umotywowane wynikami rzetelnych badań. Przy czym, zawsze celowe będzie liczenie się z notoryjnym doświadczeniem, że każdy człowiek popełnia błędy niezależnie od naukowego cenzusu i dobrej woli.
Po czwarte wreszcie, analizę całokształtu okoliczności sprawy należy dokonać z zastosowaniem ogółu rygorów logiki formalnej/logiki prawniczej.
I jeszcze garść słów w związku z tezą Autorów, że intuicja znajduje w prawie „odzwierciedlenie w domniemaniach prawniczych” (s.13). Pogląd niejasny, chyba dowolny. Zastrzeżenie wszak bierze się z faktu określenia expressis verbis w art. art. 5, 139, 491 i 496 kpk nielicznych, jak widać, domniemań prawnych. Przy czym, w myśl art. 7 kpk wymowę wszelkich domniemań (znaków zapytania, hipotez, wersji) ocenia się „swobodnie”. Wiadomo też, że organ procesowy ma obowiązek niedwuznacznego wyjaśnienia, dlaczego danym stwierdzeniom dał wiarę, a innym odmówił jej.
W celu zapobieżenia nieporozumieniom trzeba ponownie wspomnieć o pozarozumowych aspektach procesowego poznawania rzeczywistości. Z natury rzeczy w psychice ludzkiej występują: awersja, gniew, pogarda, protekcjonalność itp. emocje. Szkopuł polega na tym, żeby sędzia (ew. inny decydent) stosujący in concreto artykuły 6 i 7 kpk do minimum, tj. optymalnie ograniczał wpływ uczuć na treść danego wyroku/postanowienia.
Sedno zagadnienia lapidarnie określił cytowany przez S. Waltosia sędzia SN Mieczysław Szerer. A mianowicie, iż „dobrze jest, gdy sędzia stwarza sobie rygory, które powstrzymują go przed pośpiesznym popadaniem w pogardę dla oskarżonego”. Zważywszy, że obecność emocji jest w ogóle nieunikniona, a uczucia przywiązania zwłaszcza do Prawdy i Sprawiedliwości są niewątpliwie również jak najbardziej pożądane, gdyż sprzyjają ustalaniu stanu faktycznego, sęk w tym, aby prawnik odpowiednio nad nimi panował!
Wynikające z życia powyższe uwagi nie pretendują do miana wyczerpujących problematykę pytań, myślenia i rozumu, stanowiących konieczne i jednocześnie efektywne narzędzia poszukiwania trafnych odpowiedzi na siedem wyżej wzmiankowanych złotych pytań. Te powinny nieustająco przenikać profesjonalne umysły najpierw prokuratora, a następnie także sędziego. Ba, i adwokata/radcy prawnego wnoszącego obronę (zob. też E. Gruza: /w/ Kryminalistyka – czyli rzecz o metodach śledczych, Warszawa 2008, s. 82 i in.).
Poczynione spostrzeżenia jedynie sygnalizują listę wybranych wymogów bezpiecznego postępowania w sprawach karnych, w którym o rozstrzygnięciu decydują – powtarzajmy to do znudzenia – wiarygodne fakty/twarde dowody. W ryzach zaś utrzymuje się różnorakie emocje i domysły.