Jak powszechnie wiadomo Polacy, jak mało kto we współczesnym świecie, znają się na polityce, a już zwłaszcza na tak modnej ostatnio geopolityce. Tu i ówdzie dyskusjom na temat „wojny i pokoju” nie ma końca. Podczas jednej z nich, w której miałem przyjemność uczestniczyć, z ust jednego z dyskutantów padło, tak popularne ostatnio stwierdzenie – „a jak wybuchnie wojna, to ja i tak razem z rodziną wyjeżdżam z kraju”. W świetle badań opinii publicznej deklaracja wcale nie tak zaskakująca, przyznajmy, że nawet powszechna.
Zaskakujące było jednak to, że osoba je wypowiadająca jest szczerym patriotą polskiej Konstytucji, uczestnikiem marszów w jej obronie oraz dumnym posiadaczem koszulki z jej napisem. Tej Konstytucji, która w art. 85 stanowi, że obowiązkiem obywatela polskiego jest obrona Ojczyzny. Inny z uczestników spotkania przytomnie zwrócił na to uwagę i zapadła krępująca cisza. W niektórych gremiach nie wypada jednak wytykać niekonsekwencji w myśleniu i deklarowanym działaniu. Rozmowa na szczęście szybko została zwekslowana na znacznie bezpieczniejszy temat, czyli stan praworządności w Polsce. Tu rzecz jasna wszystko jest oczywiste.
Jedna z codziennych gazet przeprowadziła w tym roku cykl wywiadów pod zbiorczym tytułem „Czy stać nas na pacyfizm”. Jedna z rozmów została przeprowadzona z pacyfistką, obrończynią praw człowieka oraz uczestniczką marszów w obronie konstytucji. Pani Monika Tichy w wywiadzie deklaruje, że nie podjęłaby decyzji o obronie ojczyzny. Dlaczego? Ponieważ Rzeczpospolita cyt. „jej jako osobie queerowej odmawia podstawowych praw obywatelskich: do ochrony mojej rodziny, do bezpieczeństwa wobec wywołanej nienawiścią przemocy”. Dodaje jednocześnie, iż szanuje wybór Ukrainek i Ukraińców, którzy walczą w nieformalnym batalionie „Jednorożec”, grupującym osoby LGBT.
Jakże inaczej wybrzmiewa głos z tych samych łamów w rozmowie ze Sławomirem Sierakowskim, m.in. współzałożycielem Krytyki Politycznej oraz publicystą „Polityki”. Już sam, nieco prowokacyjny tytuł wywiadu tj. „Mam problem z Polakami, którzy nie chcą umierać za kraj” wiele mówi o nastawieniu tego publicysty do obowiązku obrony kraju. W wywiadzie wskazuje m.in. na fakt, który nam Polakom często umyka. Otóż ogromna przewaga ukraińskiej armii i społeczeństwa nad rosyjską armią i rosyjskim państwem bierze się stad, iż Ukraińcy garnęli się do obrony swojego kraju.
Pytanie, która z powyższych postaw jest zgodna z Konstytucją jawi się jako li tylko retoryczne. Na potrzeby niniejszego felietonu świadomie wybrałem tak skrajnie rożne głosy, a jednak pochodzące z jednej strony sceny politycznej. Chciałem wykazać, iż kwestia rozumienia obowiązku obrony kraju musi wykraczać poza jakiekolwiek spory polityczne czy światopoglądowe.
Co do pierwszej z przedstawionych powyżej postaw z przekąsem można stwierdzić, że duch anarchii i liberum veto nie przeminął. Wybieramy tylko te normy prawa, które nam pasują. A jako uzasadnienie niestosowania przez nas danej normy wskazujemy, iż państwo nie przestrzega innej. Rozumowanie iście rodem z popularnego ostatnio serialu 1670. Niestety, niektórzy zdają się zapominać, że Konstytucja to nie pudełko czekoladek, z którego można dowolnie wybierać. Jeżeli już trzymać się tego filmowego porównania, to jest ona raczej jak tradycyjna czekolada, która może być też gorzka.
Zasmuca również inna okoliczność. Otóż okazuje się, iż – w imię przekonań pacyfistycznych – kwestionuje się samą zasadę obowiązku obrony swojego kraju. A przecież przepisy Konstytucji nie są bezduszne. Obywatel polski, któremu przekonania religijne lub wyznawane zasady moralne nie pozwalają na odbywanie służby wojskowej, może być obowiązany do służby zastępczej. No i wreszcie, czy aby konsekwentna feministka nie powinna domagać się, wręcz żądać zrównania praw i obowiązków kobiet i mężczyzn? Wszak ustawa o obronie Ojczyzny z dnia 11 marca 2022 r. w przypadku ogłoszenia stanu wojennego nie przewiduje obowiązkowej służby wojskowej dla kobiet ani obowiązkowej kwalifikacji. W armii w czasie wojny mogą służyć jedynie dobrowolnie. Przepisy zostawiają jednak furtkę do kwalifikacji wojskowej kobiet, ale tylko tych o określonych umiejętnościach i specjalizacjach.
Wróćmy jeszcze do tych, którzy chcą wyjechać w czasie wojny z kraju. Mam dla nich złą wiadomość. Nie ma co czekać na ostatnią chwilę, bo może być za późno. Warto zapoznać się ze szczegółowymi przepisami w zakresie obowiązku obrony oraz organizacji państwa na czas wojny. Zgodnie z ustawą o stanie wojennym z dnia 29 sierpnia 2002 r. wprowadzenie stanu wojennego przez Prezydenta Rzeczypospolitej może być wprowadzone praktycznie z godziny na godzinę. Będą się z tym wiązały określone ograniczenia wolności i praw obywateli. Stan wojenny może być wprowadzony na części obszaru kraju, a na pozostałej stan wyjątkowy. Nie zmienia to faktu, że wszystkie granice kraju powinny zostać natychmiast zamknięte. Drogi publiczne zostaną wyłączone dla ruchu cywilnego. Wojewodowie będą mogli ogłosić zakaz opuszczania miejsca zamieszkania.
I wreszcie, co dla niektórych, a może i większości jest najważniejszą kwestią, zgodnie z art. 136 Konstytucji w razie bezpośredniego, zewnętrznego zagrożenia państwa Prezydent Rzeczypospolitej zarządza mobilizację, co oznacza, że osoby uznane za zdolne do służby wojskowej będą musiały w określonych okolicznościach z dnia na dzień stawić się w punkcie mobilizacyjnym. Dotyczy to wszystkich mężczyzna w wieku od 18 do 60 roku życia. Dlatego powtórzmy, iż z uwagi na dynamikę zdarzeń, na wyjazd z kraju może być już za późno. Przepisy prawa podpowiadają, że może warto już teraz przemyśleć kwestię emigracji.
Tyle mówią normy prawne. A jak może wyglądać rzeczywistość? Oczywiście nie wiemy. Możemy się posiłkować lekturami. Szczepan Twardoch, chyba w najlepszej swojej książce, niemalże reportażu, pt. „Null” pokazuje zarówno, jak wygląda „organizowanie wojny”, jak również życie codzienne w stolicy państwa toczącej współczesną wojnę. Z kolei Oleksandr Myched w książce pt. „Kryptonim dla Hioba. Kroniki inwazji” opisuje z dnia na dzień początki wojny, w tym również funkcjonowanie państwowych struktur oraz wojska. Jedno jest pewne, specjaliści od wojskowości podkreślają, że największym błędem Ukrainy było umożliwienie wyjazdu poza granicę państwa masom młodych obywateli zdolnych do obrony kraju. Powszechnie zostało to uznane jako przejaw słabości państwa ukraińskiego.
Tymczasem badania polskiej opinii publicznej są jednoznaczne. Jedynie 40 procent obywateli byłoby w stanie na rzecz obrony Polski poświęcić środki pieniężne, a 15 procent własne zdrowie. Nie dziwmy się zatem również temu, że wśród elity politycznej kraju panuje swego rodzaju zmowa milczenia na temat samej choćby dyskusji o powszechnym poborze wojskowym.
W tej sytuacji jest oczywiście również inne rozwiązanie. Tak, aby prawo odpowiadało rzeczywistości. Żeby w trakcie dyskusji, takich jak opisanej na początku felietonu, nie wytykano nikomu niekonsekwencji. Zmieńmy po prostu art. 85 Konstytucji. Zamiast obowiązku obrony Ojczyzny wprowadźmy zasadę, że obywatel Polski ma jedynie prawo bronić Ojczyzny. Kto ma ochotę, niech idzie „w kamasze”, kto chce wyjechać w trakcie wojny – proszę bardzo. Obniżmy też podatki dla tych, co nie chcą płacić na obronę kraju. Nikogo przecież nie będziemy zmuszali do działania wbrew jego woli. Współczesne państwo nie może nakazywać swoim obywatelom ginąć. Jest to przecież wielce niehumanitarne. Takie rozwiązanie prawne mogłoby być wzorem dla najbardziej liberalnych ustawodawstw. Zamiast papugą narodów, zaczniemy w końcu być trendsetterem narodów. Polska „złota wolność” nabrałaby w końcu innego wymiaru – postępowego, zamiast wiecznie zaściankowego.
Myślę, że dopiero wtedy dyskutant perorujący o wyjeździe w czasie wojny za granicę, będzie mógł z czystym sumieniem umościć się wygodnie w fotelu oraz z pełnym przekonaniem i samozadowoleniem, ba – może nawet z ledwie skrywanym poczuciem wyższości w stosunku do tych co pójdą dobrowolnie na wojnę, wykrzykiwać „Konstytucja, konstytucjaa, konstytucjaaa…”.
A co może być potem? Ach… O to się zawczasu nie martwmy. Jeden ze scenariuszy przecież doskonale znamy. Poeta już dawno temu nakreślił to w swoim wierszu. Zacytujmy zatem, przynajmniej jego początek. Całość wiersza może przecież wprowadzić nas w niepotrzebny dyskomfort psychiczny.
Moja bezbronna ojczyzna
przyjmie cię najeźdźco
a droga którą Jaś Małgosia
dreptali do szkoły
nie rozstąpi się w przepaść
(Wiersz Zbigniewa Herberta pt. „17 IX” z tomu „Raport z oblężonego Miasta i inne wiersze” )