Kiedy możemy mówić, że ktoś popełnił przestępstwo za granicą?
W pierwszym rzędzie zauważam, że tytułowy fragment tekstu prawnego pochodzi z art. 109 Kodeksu Karnego (KK). Odnosi się więc do popełnionych przestępstw za granicą RP, przy czym definicję granicy RP możemy odnaleźć w art. 1 ustawy z dnia 12.10.1990 r. o ochronie granicy polskiej. Chodzi więc o ląd (cały obszar lądowy w granicach państwa), wody wewnętrzne (rzeki, jeziora i inne zbiorniki wodne położone w całości na terytorium Polski), morzeterytorialne (pas morza przylegający do wybrzeża, objęty suwerennością państwa), przestrzeńpodpowierzchniąląduiwody (tereny pod lądem i dnem morskim w granicach państwa), przestrzeńpowietrzna (powietrze nad lądem i morzem terytorialnym). Teren, który nie obejmuje granicy RP, jest więc terenem położonym za granicą RP.
W drugim rzędzie należy zadać sobie pytanie, czy ustawodawca wprowadził do porządku prawnego definicję przestępstwa, a jeżeli nie, to czy można zaakceptować, na gruncie przepisu art. 42 ust. 3 Konstytucji RP, który stanowi, że Każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu, że przestępstwem jest zawiniony przez człowieka czyn zabroniony przez ustawę stwierdzony prawomocnym wyrokiem sądu? W mojej ocenie, choć do tej definicji można by dodawać jeszcze inne komponenty definiujące przestępstwo, choćby stopień społecznej szkodliwości, to z punktu widzenia przedmiotu opracowania, zaproponowana definicja wychodzi naprzeciw dalszym rozważaniom. Wszak w art. 109 KK jest mowa o popełnionym przestępstwie, a więc o czynie, który został stwierdzony przez sąd, nie przez innych organ władzy publicznej, ale przez sąd, jako przestępstwo. I w tym miejscu rodzi się pytania, jaki sąd ma stwierdzić, że dany czyn popełniony za granicą, jest przestępstwem? Jaki sąd?
Jako że „sąd” jest powszechnie, w tzw. cywilizowanym świecie, uznawany za organ władzy publicznej danego kraju, nie mam wątpliwości, że kwestię, czy dany czyn stanowi przestępstwo, powinien rozstrzygać sąd właściwy dla miejsca popełnienia czynu zabronionego, a więc sąd zagraniczny, a więc tak, jak to ma miejsce w regulacji z art. 31 § 1 Kodeksu postępowania karnego (KPK): Miejscowo właściwy do rozpoznania sprawy jest sąd, w którego okręgu popełniono przestępstwo. Podnoszę, że polska procedura karna nie określa właściwości polskiego sądu dla stwierdzenia popełnienia przestępstwa za granicą. Zaakceptowanie takiego wnioskowania prowadzi do wniosku, że w braku stwierdzenia popełnienia przestępstwa za granicą, przez właściwy do tego sąd, nie można stosować polskiej ustawy karnej do obywatela polskiego.
Taki wniosek jest zgodny z zasadą suwerenności władzy danego kraju nad jego terytorium oraz brakiem podstaw do czynienia ustaleń co do szkodliwości społecznej czynu popełnionego za granicą na terytorium Polski.
Dokonywanie oceny przez polski sąd czy dany czyn, popełniony za granicą, jest przestępstwem, realnie może być postrzegane jako próba ingerowania w porządek konstytucyjny kraju miejsca popełnienia czynu zabronionego, wręcz odbieraniem kompetencji organom władzy publicznej danego kraju do sprawowania w nim swej władzy, władzy nad osobami popełniającymi czyn zabroniony na danym terytorium. Władza organów publicznych RP, w tym i sądów RP, nie może, a właściwie to nie powinna, rozciągać się, przynajmniej wobec osób, które nie godzą w bezpieczeństwo wewnętrzne i zewnętrzne RP, na czyny popełnione na terytorium innego suwerennego państwa. Wreszcie, nie ma podstaw do oceny przez polskie orany władzy publicznej społecznej szkodliwości czynu, komponentu każdego czynu zabronionego, gdy czyn ten nie ma swej żadnej szkodliwości na terytorium RP. Jaką szkodliwość ma w odniesieniu do terytorium RP dokonywany przez obywatela polskiego obrót środkami odurzającymi na terytorium i tylko na terytorium np. Królestwa Hiszpanii? Nie na terytorium RP, a na terytorium Hiszpanii?
Art. 114 KK w § 1 stwierdza, że Orzeczenie zapadłe za granicą nie stanowi przeszkody do wszczęcia lub prowadzenia postępowania karnego o ten sam czyn zabroniony przed sądem polskim. Zdaję sobie sprawę, że KK, to nie KPK. Tymczasem rozwiązanie z KK pozostaje w rażącej sprzeczności z art. 17 § 1 pkt. 7 KPK: Nie wszczyna się postępowania, a wszczęte umarza, gdy (…) postępowanie karne co do tego samego czynu tej samej osoby zostało prawomocnie zakończone albo wcześniej wszczęte toczy się. Jest to rozwiązanie wrogie dla obywatela polskiego, a smutek tego rozwiązania wynika m.in. z tego, że kraj danego obywatela okazuje wobec niego wolę dodatkowego karania za coś, za co został ukarany za granicą. Człowiek wraca do domu, do Polski, a tu czeka go kolejne postępowanie o ten sam czyn. Ktoś, kto formułował te przepisy, musiał albo bardzo nie lubić, nie cierpieć, nienawidzić obywateli polskich przemycając i narzucając bezwiednie (?) wrogie i srogie wobec nich idee bezwzględnej i bezgranicznej retorsji i zemsty albo też nie mieć refleksji, że wprowadzenie takiej regulacji pozbawia sens i działanie art. 17 § 1 pkt. 7 KPK.
Oliwii Sz., czekającej na Tatę