rozmowa z dr Barbarą Chojnacką – pomysłodawczynią i koordynatorką Tygodnia Praw Dziecka
In Gremio: Kiedy dziś patrzy pani na Tydzień Praw Dziecka, co przychodzi pani do głowy jako pierwsze?

Barbara Chojnacka: Rozmowa. I relacja. To są dwa słowa, które pojawiają się we mnie jako pierwsze. Bo wszystko naprawdę zaczęło się od rozmowy – nie od projektu, harmonogramu czy instytucjonalnej decyzji, ale od spotkania ludzi i wymiany myśli. Od rozmów ze studentami, w których było miejsce na pytania, wątpliwości, czasem na bezradność, a czasem na bardzo odważne, dojrzałe refleksje o prawach dzieci i młodzieży.
To były rozmowy o granicach – o tym, gdzie kończy się odpowiedzialność dorosłych, a gdzie zaczyna autonomia dziecka. Rozmowy o tym, czym są prawa dziecka w codziennym życiu, a nie tylko w zapisach Konwencji. Rozmowy o naszej – dorosłych – odpowiedzialności: za język, jakiego używamy, za decyzje, które podejmujemy, za relacje, jakie budujemy z młodszymi.
Właśnie w tych rozmowach pojawiło się poczucie, że ten temat nie może pozostać zamknięty w sali dydaktycznej. Że rozmowa o prawach dziecka domaga się wyjścia szerzej – do miasta, do szkół, do rodzin, do przestrzeni wspólnej. Bez tego pierwszego etapu uważnego słuchania nie byłoby Tygodnia Praw Dziecka, nie byłoby konferencji, nie byłoby współpracy, która dziś wokół tej idei się zawiązała.
Dla mnie rozmowa nie jest więc dodatkiem do działań – ona jest ich początkiem, rdzeniem i punktem odniesienia. To z relacji rodzą się inicjatywy, a nie odwrotnie. I dokładnie w tym sensie Tydzień Praw Dziecka jest przede wszystkim zaproszeniem do rozmowy, która – mam nadzieję – nie kończy się wraz z ostatnim wydarzeniem w kalendarzu.
Cofnijmy się do początku. Skąd wziął się pomysł na Tydzień Praw Dziecka?
Z sali wykładowej Instytutu Pedagogiki. Jako młoda wykładowczyni prowadziłam przedmiot „Prawa dziecka” i bardzo szybko zrozumiałam, że nie chcę uczyć go „z dystansu”. Prawa dziecka nie są dla mnie abstrakcyjnym zapisem w Konwencji – one żyją w relacjach. W tym, jak rozmawiamy z dziećmi, jak ich słuchamy, jak reagujemy na ich emocje i potrzeby.
Podczas zajęć było bardzo dużo rozmów. O historii praw dziecka, o drodze do Konwencji, o ogromnym znaczeniu Polski w tym procesie, ale też – a może przede wszystkim – o codzienności: o tym, co dzieje się w szkole, w domu, w relacjach z dorosłymi. Studenci przygotowywali projekty zaliczeniowe – społeczne, artystyczne, edukacyjne. Jednym z nich była piosenka o prawach dziecka, która bardzo mnie poruszyła i uświadomiła mi, jak ogromny potencjał tkwi w oddaniu głosu młodym ludziom.
Szczególnie mocno pamiętam jednak jeden projekt – przygotowany przez dwie studentki – dotyczący sharentingu, czyli udostępniania wizerunku dzieci w przestrzeni internetowej. To był projekt niezwykle dojrzały, wrażliwy i odważny. Dotykał prawa dziecka do prywatności, ale robił to w sposób, który zapraszał do rozmowy z dorosłymi, a nie ich osądzał. Ta rozmowa nie skończyła się wraz z zaliczeniem przedmiotu. Trwa do dziś – współpracujemy dalej w Fundacji Akcja Serducho, wspólnie działamy, tworzymy inicjatywy. To jeden z najpiękniejszych owoców tej pracy: relacja, która przeszła drogę od sali wykładowej do realnego, wspólnego działania.
I pamiętam bardzo wyraźnie jeszcze jeden moment. Kiedy te wszystkie myśli zaczęły mi się układać w głowie – że to powinno wyjść szerzej, że warto stworzyć przestrzeń miejską wokół praw dziecka – poszłam po prostu porozmawiać. Rozmawiałam z moją najbliższą koleżanką z pracy, dr Edytą Sielicką, o pomyśle, który dopiero się rodził. To była kolejna rozmowa, która wszystko uruchomiła. Wspólne myślenie, zadawanie pytań, dopowiadanie, wzmacnianie się nawzajem.
To znowu był dowód na to, jak ogromne znaczenie mają rozmowa i współpraca. Z Edytą naprawdę można góry przenosić – i dobrze mieć obok siebie kogoś takiego. Kogoś, z kim można bezpiecznie powiedzieć: „mam pomysł, nie wiem jeszcze, jak go zrealizować” – i zamiast wątpliwości dostać wsparcie, energię i gotowość do wspólnego działania.
I chyba właśnie w tym sensie Tydzień Praw Dziecka od samego początku był inicjatywą relacyjną. Nie powstał w pojedynkę. Powstał z rozmów. Z uważnego słuchania. Z ludzi, którzy byli obok i powiedzieli: spróbujmy razem.
Czyli Tydzień Praw Dziecka wyrósł z potrzeby dialogu?
Dokładnie tak. Z potrzeby stworzenia przestrzeni, w której można się spotkać i porozmawiać o prawach dziecka bez moralizowania, bez oceniania, bez uproszczeń. Rozmowa była punktem wyjścia i do dziś jest podstawą wszystkiego, co robimy w ramach TPD – od planowania wydarzeń, przez ich przebieg, po refleksję po zakończeniu.
Dlaczego rozmowa i relacja są tak ważne w kontekście praw dziecka?
Bo prawa dziecka realizują się wyłącznie w relacji. Możemy znać wszystkie artykuły Konwencji o prawach dziecka, możemy je cytować, przywoływać w dokumentach i wystąpieniach, ale jeśli w codziennym kontakcie nie umiemy naprawdę słuchać dziecka, jeśli nie traktujemy jego zdania, emocji i doświadczeń poważnie, to te prawa pozostają martwe – zapisane na papierze, ale nieobecne w życiu.
Rozmowa jest pierwszym i podstawowym aktem uznania podmiotowości dziecka. To moment, w którym dorosły mówi: widzę cię, słyszę cię, twoje zdanie ma znaczenie. Dla dziecka – i dla młodego człowieka – to niezwykle silny komunikat. Bez niego trudno mówić o poczuciu sprawczości, bezpieczeństwa czy zaufania do dorosłych.

Relacja natomiast jest przestrzenią, w której prawa dziecka mogą być realnie doświadczane. Daje bezpieczeństwo, przewidywalność, poczucie bycia ważnym. Bez relacji opartej na szacunku i uważności prawo do wyrażania własnego zdania, do ochrony, do godności pozostaje teorią. Dziecko potrzebuje dorosłego, który jest obok – nie tylko jako kontroler czy wychowawca, ale jako ktoś, kto towarzyszy, tłumaczy świat i bierze odpowiedzialność.
Dlatego troska o prawa dziecka to w gruncie rzeczy troska o jakość relacji między dorosłymi a dziećmi i młodzieżą. O to, jak rozmawiamy, jak reagujemy na emocje, jak stawiamy granice, jak radzimy sobie z trudnością i konfliktem. To codzienna praktyka bycia w relacji, a nie jednorazowa deklaracja czy zapis w dokumencie.
Właśnie w tym sensie rozmowa nie jest dodatkiem do ochrony praw dziecka. Ona jest jej fundamentem. Jeśli jej zabraknie, żadne nawet najlepiej sformułowane prawo nie będzie miało szansy naprawdę zadziałać.
W tym roku odbył się już IV Tydzień Praw Dziecka. Co było dla pani w nim szczególnie ważne?
To, że coraz wyraźniej widać, iż Tydzień Praw Dziecka jest inicjatywą naprawdę wspólną. Z roku na rok rośnie otwartość szkół, instytucji, studentów, organizacji, ale przede wszystkim rośnie gotowość do współodpowiedzialności. Coraz więcej osób nie chce już tylko „uczestniczyć” w wydarzeniach, ale je współtworzyć: proponować własne działania, prowadzić warsztaty, inicjować rozmowy, wnosić swoje doświadczenie i perspektywę.
Jednocześnie to, co niezmiennie najbardziej mnie zachwyca, to młodzież. Jej aktywność, uważność, dojrzałość refleksji i ogromna potrzeba bycia wysłuchanym. Młodzi ludzie bardzo jasno pokazują, że nie chcą być jedynie odbiorcami działań dorosłych. Chcą mieć głos, chcą rozmawiać, chcą być traktowani serio. Kiedy dostają przestrzeń i zaufanie, potrafią mówić o sprawach trudnych w sposób odpowiedzialny, mądry i niezwykle poruszający.
IV Tydzień Praw Dziecka był bardzo intensywny: warsztaty, spotkania, wydarzenia edukacyjne, konkursy, inicjatywy szkolne i pozaszkolne. Ale jego prawdziwym sednem była rozmowa – rozmowa między dziećmi, młodzieżą i dorosłymi. Czasem spokojna, czasem pełna emocji, ale zawsze oparta na wzajemnym szacunku. Dla mnie to właśnie te rozmowy są największą wartością TPD i potwierdzeniem sensu tej inicjatywy.
Dużą rolę odgrywa w tym Fundacja Akcja Serducho i pani praca z młodzieżą właśnie.
Fundacja Akcja Serducho od samego początku opiera swoją działalność na relacji i rozmowie. To one są punktem wyjścia wszystkiego, co robimy. Pracujemy z młodzieżą w sposób długofalowy – nie interwencyjny, nie akcyjny, ale towarzyszący. Słuchamy, jesteśmy obok, uczymy się od młodych ludzi i razem z nimi. Zanim pojawią się konkretne działania – warsztaty, spotkania, konferencje – zawsze najpierw jest rozmowa: o potrzebach, trudnościach, zasobach, pomysłach.
W przyszłym roku Fundacja Akcja Serducho będzie obchodzić swoje dziesięciolecie. To prawie dziesięć lat konsekwentnej pracy z młodzieżą: poprzez konsultacje psychologiczne, warsztaty, spotkania rozwojowe, grupy wsparcia, wyjazdy i wyjścia integracyjne, wsparcie edukacyjne, tutoring, mentoring – w tym mentoring rówieśniczy. Ale także poprzez większe wydarzenia, takie jak Tydzień Praw Dziecka, konferencje młodzieżowe, czy realizowany w szkołach Forum Młodych Myśli, które daje młodym ludziom przestrzeń do rozmowy, refleksji i współtworzenia działań.
Konferencja Młodzieżowa „Mamy Głos” – zarówno pierwsza, jak i druga edycja – jest naturalnym efektem tej wieloletniej pracy. Nie powstała „znikąd”. Jej przygotowanie za każdym razem zaczynało się od rozmów z młodzieżą: co jest dla was ważne? o czym chcecie mówić? co chcecie przekazać innym młodym ludziom? Podczas konferencji to młodzież prowadziła warsztaty dla swoich rówieśników – kompetentnie, odpowiedzialnie, z ogromną uważnością. To zawsze jest dla mnie bardzo poruszające doświadczenie i potwierdzenie, że gdy młodzi ludzie dostają przestrzeń i zaufanie, potrafią z nich mądrze skorzystać.
Jedną z najnowszych inicjatyw Fundacji jest Mobilna Przystań – wyjście do młodzieży tam, gdzie ona faktycznie jest. Wychodzimy w przestrzeń miasta: do centrów handlowych, takich jak Centrum Handlowe Galaxy, a w cieplejszych miesiącach również w miejsca plenerowe. Mapujemy te przestrzenie, obserwujemy je i chcemy być tam obecni – po to, by zaprosić do rozmowy, do kontaktu, do budowania relacji. Zawsze informujemy i zapraszamy do miejsca, które tworzymy jako Przystań dla Młodzieży – bezpiecznej, otwartej przestrzeni, w której można porozmawiać, zatrzymać się, być wysłuchanym.
Bardzo ważnym elementem tej pracy są dorośli, których gromadzimy wokół Fundacji. To osoby, które chcą pracować z młodzieżą w sposób odpowiedzialny i relacyjny. W większości są to moi obecni lub byli studenci – wolontariusze, absolwenci pedagogiki i animacji kultury. Często już na etapie studiów można było zobaczyć ich potencjał, wrażliwość, gotowość do pracy z drugim człowiekiem. Towarzyszyłam im w rozwoju, wiedziałam, czym dysponują i w jakich obszarach mogą się dalej rozwijać. Stąd zaproszenie do współpracy w Fundacji.
Ta grupa dorosłych – pracujących nad sobą, uczących się, refleksyjnych – staje się bezpiecznymi dorosłymi dla młodzieży. I właśnie oni tworzą trzon Fundacji Akcja Serducho. Bez nich nie byłoby ani Tygodnia Praw Dziecka, ani konferencji, ani Mobilnej Przystani. To kolejny dowód na to, że wszystko zaczyna się od relacji – i że dobra, oparta na zaufaniu współpraca potrafi przynosić długofalowe, piękne owoce.
I mam poczucie, że wiele pomysłów jest jeszcze przed nami.
Ważnym wydarzeniem było też spotkanie „Wspólny Głos. Młodzież dla rodziców”.
To spotkanie było dla mnie czymś bardzo szczególnym, bo można powiedzieć, że było naturalnym owocem pierwszej Konferencji Młodzieżowej „Młody Głos”. Grupa młodzieży, która ją współtworzyła, była tak pełna energii, zaangażowania i gotowości do dalszych działań, że kiedy tylko pojawiła się przestrzeń i impuls – oni od razu chcieli działać dalej. Nie dlatego, że „trzeba”, ale dlatego, że naprawdę czuli, że mają coś ważnego do powiedzenia.
Taką inspiracją stał się serial Adolescence, który zdobył ogromną popularność, ale przede wszystkim wywołał bardzo silną społeczną dyskusję. Wiele głosów dorosłych mówiło wtedy: jak bardzo nie rozumiemy młodych, jak wiele nam umyka, jak trudny jest dziś świat nastolatków. I choć te refleksje były potrzebne, młodzież bardzo trafnie zauważyła, że często zatrzymujemy się na poziomie alarmu, a za mało jest realnej rozmowy.
To właśnie młodzi zaproponowali, żeby stworzyć spotkanie dla dorosłych – rodziców – podczas którego to oni będą mówić o tym, jak to jest być nastolatkiem. O trudnościach, napięciach, emocjach, presjach, z jakimi się mierzą. Analizowali przy tym konkretne sceny i sytuacje z serialu Adolescents, odnosząc je do własnych doświadczeń, ale też do relacji z dorosłymi.
To było niezwykle piękne, mądre i poruszające spotkanie. Młodzież mówiła spokojnie, odpowiedzialnie, bez oskarżeń. Z ogromną potrzebą bycia wysłuchaną i z gotowością do dialogu. Dorośli pracowali w małych grupach, rozmawiali, zadawali pytania, słuchali. I bardzo wielu z nich mówiło później, że było to jedno z tych spotkań, podczas których naprawdę nauczyli się czegoś od nastolatków.
Dla mnie to wydarzenie było potwierdzeniem, jak wielką wartość ma oddanie głosu młodym ludziom i jak bardzo potrzebujemy takich przestrzeni dialogu międzypokoleniowego. Pokazało też, że kiedy młodzież dostaje zaufanie, wsparcie i bezpieczne ramy, potrafi być nie tylko odbiorcą działań, ale ich inicjatorem i współtwórcą.
I znów – wszystko zaczęło się od rozmowy. I od relacji.
W TPD uczestniczą także wyjątkowi goście.
Od drugiej edycji Tydzień Praw Dziecka stał się piękną, lokalną współpracą szczecińskich instytucji. Trzeba to jasno powiedzieć: to jest inicjatywa miejska, szczecińska, która wyrasta z tego miasta i jego środowisk. Jej sercem jest Instytut Pedagogiki, Fundacja Akcja Serducho oraz Centrum Usług Społecznych. Wcześniej bardzo ważną rolę pełniło Centrum Inicjatyw Rodzinnych, a także – od początku – Szczecińska Izba Adwokacka, która od pierwszych edycji współtworzy Tydzień Praw Dziecka, prowadząc warsztaty i spotkania edukacyjne dla uczniów, rodziców i nauczycieli. Adwokaci i aplikanci adwokaccy przybliżają uczestnikom zagadnienia dotyczące prawa dziecka, ochrony wizerunku, reagowania na przemoc i odpowiedzialności prawnej, pokazując, że prawo może być bliskie, zrozumiałe i wspierające. Izba jest również partnerem wydarzeń finałowych i konkursowych, a jej zaangażowanie podkreśla praktyczny wymiar edukacji prawnej.
To stąd płynie ta idea i być może wkrótce stanie się inspiracją dla innych miast.
Od drugiej edycji towarzyszą nam także goście specjalni. Podczas II Tygodnia Praw Dziecka był z nami dr Marek Michalak, ówczesny Rzecznik Praw Dziecka. Jako pedagog bardzo mocno podkreślał, że prawa dziecka są kategorią pedagogiczną, a nie wyłącznie prawną. Odwoływał się do myśli Janusza Korczaka – jego pedagogii, która stała się fundamentem międzynarodowej walki o prawa dziecka i inspiracją dla Konwencji o prawach dziecka. Przypominał również, że projekt Konwencji wyszedł właśnie z Polski, co dla nas ma ogromne znaczenie.
Podczas III edycji naszym gościem była Monika Horna-Cieślak, obecna Rzeczniczka Praw Dziecka. Mówiła do młodych ludzi bardzo bezpośrednio o relacjach, o wsparciu, o tym, jak reagować na kryzysy – swoje i cudze. Uczyła numerów pomocowych, pokazywała, że proszenie o pomoc jest oznaką odwagi, a nie słabości.
W IV edycji gościła u nas sędzia Anna Maria Wesołowska. Mówiła do młodzieży, opierając się na swoim ogromnym doświadczeniu, o prawach dziecka, o prawie do szacunku, rozwoju, popełniania błędów – ale także o prawie do ich naprawiania. To była bardzo ważna, optymistyczna perspektywa. Podczas finału konkursu multimedialnego młodzi ludzie zadawali jej wiele pytań, a ona odpowiadała z niezwykłą uważnością.
Co istotne, sędzia Anna Maria Wesołowska spotkała się również ze specjalistami – kuratorami, pracownikami socjalnymi, asystentami rodziny, nauczycielami, przedstawicielami policji. Podczas spotkania w Instytucie Pedagogiki mówiła o budowaniu bezpiecznego środowiska dla dziecka w czasach niepewnych i kryzysowych, pokazując, jakie narzędzia mamy dziś jako profesjonaliści, by to bezpieczeństwo realnie tworzyć.
Na koniec – jakie przesłanie chciałaby pani zostawić?
Bardzo zależy mi na tym, żeby jasno to wybrzmiało: praw dziecka nie można warunkować obowiązkami. Prawa – tak jak prawa człowieka – przysługują z samego faktu bycia dzieckiem. Nie są nagrodą za dobre zachowanie, nie są czymś, co można „zabrać”, kiedy dziecko nie spełnia naszych oczekiwań.
Często słyszymy narrację, że prawa i obowiązki powinny iść „w parze”, jakby były dwiema równoważnymi stronami jednego kontraktu. A to nie do końca tak. Prawa nie są elementem umowy wychowawczej – one są punktem wyjścia. Są fundamentem, na którym dopiero budujemy wychowanie, odpowiedzialność, uczenie się zasad i norm społecznych. Obowiązki są ważne, potrzebne, wychowawczo sensowne – uczymy ich, bo pomagają funkcjonować w świecie i we wspólnocie. Ale nie mogą być warunkiem posiadania praw.
My, dorośli, jesteśmy zobowiązani stworzyć taki świat, w którym prawa dziecka staną się oczywistością. Taką regułą, o której nie trzeba będzie wciąż przypominać, którą nie trzeba będzie uzasadniać ani bronić – bo będzie wpisana w codzienne relacje, w szkołę, w rodzinę, w instytucje. W tym sensie prawa dziecka to nic innego jak dobro dziecka – rozumiane nie jako dawanie wszystkiego „na tacy”, ale jako tworzenie bezpiecznej przestrzeni do rozwoju.
Chodzi o to, by dziecko mogło próbować, doświadczać, popełniać błędy i – co bardzo ważne – mieć prawo te błędy naprawiać. O to, by mogło odkrywać siebie, swoje granice, swoje możliwości, relacje z innymi, świat, w którym żyje. Prawa dziecka nie chronią przed życiem – one chronią możliwość zdrowego wchodzenia w życie.
I dlatego tak mocno wracam do tego, że wszystko naprawdę zaczyna się od rozmowy. Od relacji. Od gotowości dorosłych do wzięcia odpowiedzialności – nie tylko za systemy, przepisy czy instytucje, ale za codzienne bycie z dziećmi i młodzieżą. Za uważność, za słuchanie, za obecność.
Tydzień Praw Dziecka jest zaproszeniem do tej rozmowy. Ale jeszcze bardziej – zaproszeniem do tego, żeby w tej rozmowie pozostać na co dzień.