Janowi Przybysiowi
To, że w art. 38 Konstytucji RP stanowi, iż: Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia, uznać należy za oczywistą oczywistość w obliczu wagi i znaczenia tej kategorii z punktu widzenia co najmniej biologicznego substratu wszelkiej aktywności zmierzającej nie tylko do utrzymania życia, ale i jego dobrostanu. Ochrona życia, to ochrona nie tylko przed śmiercią, ale ochrona przyrodzonej i niezbywalnej godności człowieka, która to godność stanowi, jak chce tego ustawodawca konstytucyjny w art. 30 najwyższego aktu prawnego, źródło wolności i praw człowieka i obywatela.
Zdawałoby się, że występujące coraz to liczniej katastrofy humanitarne, stanowiące poważne zagrożenia dla życia, bezpieczeństwa i dobrobytu mają swoje źródła nie tylko w klęskach żywiołowych, pandemiach, ale i w konfliktach zbrojnych, które są niczym innym, jak powszechnym w historii ludzkości używaniem sił zbrojnych w celu osiągnięcia różnych celów, w tym politycznych, gospodarczych, ideologicznych. Czy te cele, realizowane w sposób zorganizowany, świadomy, przy wykorzystaniu sił zbrojnych (ludzi, broni) są warte narażania czy też unicestwiania życia, a więc czegoś, bez czego cokolwiek nie ma wartości? (Czy jest coś, co ma większą wartość jak życie?)
Zdawałoby się, że odpowiedź jest jednoznaczna, oczywista. Skoro poza życiem nie ma nic, to unicestwianie życia jest absurdem. Tymczasem, z punktu widzenia powszechnych danych, tak nie jest. A dowodem na to, że tak nie jest, jest właśnie nie tylko występowanie, ale i podsycanie konfliktów zbrojnych mających na celu wykazanie zasadności, słuszności swoich racji, swoich interesów, zasadności zabijania wroga, oponenta, przeciwnika.
Jesteśmy niemal od zawsze indoktrynowani, świadomie czy też mniej świadomie, ale zawsze, w kierunku paradygmatu ochrony życia, swojego życia, życia mojego dziecka, rodziców, ojczyzny, itd. Prawo do ochrony życia daje nam uprawnienie (prawo) do podejmowania zachowań przeciwstawiających się zagrożeniu życia. Czyż temu, w wymiarze indywidualnym, nie służy realizacja uprawnień płynących z instytucji prawa karnego, a mająca postać obrony koniecznej (art. 25 KK), czy też stanu wyżej konieczności (art. 26 KK)? Możemy bez żadnej sankcji zabić, gdy istnieją (prawne) przesłanki występowania zamachu na nasze życie. W wymiarze ogólnym Konstytucja RP w art. 85 ust. 1 stanowi, że Obowiązkiem obywatela polskiego jest obrona Ojczyzny, a więcgdy zaistnieje stan zagrożenia dla Ojczyzny, Państwo, czyli inni ludzie, inni obywatele, da mi broń i rozkaże, abym jej użył zgodnie z przeznaczeniem, czyli… daje mi immunitet na zabijanie… wroga. W imię… życia…, ochrony życia… ochrony naszej Ojczyzny… naszej tożsamości narodowej…, mam – mamy prawo zabijać.
Dylemat: żyć – czy zabić, aby żyć, w odniesieniu do ludzkiej społeczności, nie jest dylematem tzw. życia dnia codziennego. Na szczęście. Na szczęście. To dylemat wyjątkowy, acz historia powszechna kształtowana właśnie przez konflikty i wspierające je wynalazki, dowodzi, bezapelacyjnie, że z owymi dylematami – w wymiarze zbiorowym – ma do czynienie niemal każde pokolenie na każdej szerokości geograficznej. Rosyjskojęzyczni zabijają ukrainojęzycznych. Z wzajemnością. Mówiący w języku hebrajskim zabijają mówiących w języku arabskim. Z wzajemnością. W Sudanie pobratymcy zabijają się mówiąc naprzemiennie tymi samymi językami: arabskim i angielskim. Z wzajemnością. A w Ameryce Łacińskiej walczą ze sobą kartele narkotykowe o rynek zbytu. A wszystko to pociąga za sobą nie tylko destrukcyjną śmierć, niszczenie materialnych oznak potęgi ludzkiego umysłu, ale i wzrost wydatków na zbrojenie, pociąga za sobą nędzę i choroby jednych, a drugich, militarystów: bogacenie się na idei zabijania. Idei wroga. Pełen absurd. I to w imię jakichś rzekomo wyższych wartości, wyższych jak życie, w imię chorej, śmiercionośnej, odwetowej… sprawiedliwości.
Nie tyle czy, ale jak przerwać ten chocholi absurd naszego gatunku? Nie jestem pewien. Nie jestem. Demilitaryzacja? Na pewno tak, ale czy to wystarczy? A może szerzenie idei „nie czynić drugiemu, czego samemu by się nie chciało doświadczyć” wystarczy? A może wystarczy spojrzeć na życie jako szansę na życie w miłości? Wszak większość z nas została poczęta z miłości, miłosnego aktu mieszającego krew antenatów naszych Rodziców.
…ludzi dobrej woli jest więcej. I mocno wierzę w to.