W czasach, w których odbywałem aplikację adwokacką, moja partnerka, studentka psychologii, poprosiła mnie, abym określił samego siebie – jeśli dobrze pamiętam – dwudziestoma przymiotnikami. W gruncie rzeczy zapytała mnie, dość okrężną drogą, kim jestem albo za kogo się uważam. Zanim podzielę się swoimi przykładowymi odpowiedziami, zachęcam ciebie Czytelniczko, Czytelniku, do odpowiedzenia sobie na to pytanie: kim jesteś, za kogo się uważasz? Dwadzieścia odpowiedzi. Dwadzieścia przymiotników. Dobrze będzie, gdy odpowiedzi zapiszesz, zanim przejdziesz dalej. Udzielenie tych odpowiedzi może mieć ogromne znaczenie dla twojej dalszej percepcji treści, zawartych w tym felietonie.
Wstęp
Być może się już domyślasz, że wszystkie moje odpowiedzi dotyczyły wyłącznie życia zawodowego, wyłącznie bycia prawnikiem, aplikantem, przyszłym adwokatem. Cała moja percepcja rzeczywistości była ustawiona pod karierę oraz towarzyszący jej tytularny i materialny sukces. Przykładowe odpowiedzi brzmiały: terminowy, rzetelny, profesjonalny, konsekwentny, sprawiedliwy, szybko działający etc. Oczywiście to nie są wyłącznie cechy, które można przypisać prawnikowi, jednak pamiętam dobrze, że udzielając tych odpowiedzi, myślałem tylko o jednym – o tym, jakim jestem prawnikiem. Byłem w miejscu w życiu, w którym nic innego się nie liczyło…
Zawładnięcie życia przez jedną rolę
Z perspektywy lat uważam, że najbardziej kłopotliwe w tej sytuacji było to, że żadna z moich odpowiedzi nie dotyczyła cech osobowościowych, które miały znaczenie w relacji z partnerką, która zadała mi ww. pytanie. A przecież mogłem odpowiedzieć: ciepły, wspierający, pomocny, życzliwy, bezinteresowny itd. Jednak na tamtym etapie życia – co do zasady – ważne były dla mnie tylko i wyłącznie prawo, kariera prawnicza oraz prawniczy sukces. Utożsamiałem siebie, swoje życie, to kim jestem, tylko z tą jedną rolą.

Możesz w tym miejscu wyobrazić sobie aktora odgrywającego mściwego króla w starożytnej (albo współczesnej azjatyckiej) sztuce dramatycznej, który po zakończeniu dwugodzinnego spektaklu, nie zdejmuje maski. Idzie do sklepu i nadal jest mściwym królem. Spotyka się z przyjaciółmi w pubie lub restauracji i nadal gra tę rolę. Takie sklejenie się człowieka z rolą (maską) doskonale zostało zobrazowane w filmie „Jim i Andy” (tytuł oryginalny Jim & Andy: The Great Beyond – The Story of Jim Carrey & Andy Kaufman Featuring a Very Special, Contractually Obligated Mention of Tony Clifton) z 2017 roku. Obraz ten przedstawia kulisy produkcji filmu „Człowiek z księżyca” (tytuł oryginalny Man on the Moon, 1999 r.) i swoistego zawładnięcia komika Jima Carreya przez odgrywaną przez niego rolę.
Tego typu zawładnięcie zdeterminowało wiele lat mojego życia i jest częstym obrazem, z którym spotykam się podczas sesji „1 na 1” z prawniczkami i prawnikami. Społeczeństwo (procesy wychowawcze, edukacyjne, przystosowanie do życia w społeczeństwie oraz internalizacja zewnętrznych wzorców) kształtuje nas w przeświadczeniu, że musimy zostać w życiu „kimś”. Często pytamy dzieci: kim chcesz zostać, jak dorośniesz? Możemy nie zdawać sobie sprawy z faktu, że w pytaniu tym kryjemy sugestię, że aby kimś być, trzeba najpierw coś zrobić, coś zdobyć, coś osiągnąć. Skutki takiego społecznego programowania są co najmniej dwa. Po pierwsze nasze poczucie własnej wartości zostaje ustawione w relacji do osiągnięć, do bycia (stania się) „kimś” np. prawniczką, adwokatem, sędzią, profesorem nauk prawnych, notariuszem itd. Po drugie dostrzegalną regułą jest, że stanie się „kimś” utożsamiamy z jedną rolą, jednym zajęciem, przyjmując – wbrew faktom – że osiągnięcie poziomu mistrzowskiego w tej jednej dziedzinie uczyni nas mistrzami całego życia… Uczyni nas szczęśliwymi i spełnionymi ludźmi.
Chciałbym zapewnić, opierając się na własnym doświadczeniu życiowym, ale również na swoim doświadczeniu jako osoby, która pracuje na codzień z ludźmi, którzy nie czują się szczęśliwi i spełnieni, że to tak nie działa. Skupienie się w życiu na jednej roli, jednej osobowości, skierowanie całej swojej energii życiowej w rozwój jednej roli, nie tworzy w nas trwałego poczucia dobrostanu. Postawa taka, co gorsza, prowadzi do zakłóceń w innych obszarach życia. Sędzia nie powinien być w roli sędziego w wychowywaniu dzieci. Adwokat w czasie kłótni z partnerem o równoważność w wykonywaniu obowiązków domowych powinien powstrzymywać się od wszystkich sztuczek i zagrywek, których potrafi używać na sali rozpraw… ponieważ nie jest na sali rozpraw, a jego partner(ka), z reguły nie jest ani prawnikiem, a na pewno nie jest przeciwnikiem. Szefowa działu prawnego w spółce nie może szefować trzyletniemu dziecku itd. Gdy nie potrafimy się przełączać pomiędzy rolami i osobowościami, albo gdy jedna rola (osobowość) dominuje całym naszym jestestwem, czujemy się nieszczęśliwi. A w tle, z reguły, są konflikty.
Role i osobowości
W socjologii po dziś dzień panuje teoria dramaturgiczna ról Ervinga Goffmana, która opisuje życie społeczne tak, jakby było teatrem, a ludzi – aktorami odgrywającymi role. Na tę chwilę nie wymyślono nic lepszego na opisanie zjawiska, jakim jest społeczeństwo i wzajemne interakcje międzyludzkie. Rola przejawia się w świecie określonym sposobem zachowania (w tym towarzyszącym mu umiejętnościom) oraz wybranym sposobem komunikacji. Rola jest widoczna, zauważalna. Przykładowo, na sali rozpraw, studiując rozkład pomieszczenia, a także zachowania (w tym ubiór) i komunikację poszczególnych uczestników, bez trudu określimy role poszczególnych osób. To czego nie widać, to procesy wewnętrzne poszczególnych „graczy” (aktorów) – nie znamy ich myślenia, ani tego co dzieje się w ich świecie wewnętrznym, na poziomie emocjonalnym i doznań w ciele. Dlatego pojęciem szerszym (i pojemniejszym) od roli, jest osobowość. Na rolę składają się zachowania (w tym umiejętności) oraz komunikacja. Osobowość dodatkowo obejmuje emocje (doznania) i sposób myślenia. To wprowadzenie jest konieczne, aby zrozumieć mechanizm zawodowego utknięcia w roli.
Jeśli nasze życie jest zdominowane przez jedną osobowość, to nie mamy narzędzi, by poradzić sobie z szeregiem sytuacji życiowych i generowanych przez nie trudności. I ten problem jest bardzo dobrze widoczny, gdy przyjrzymy się samemu życiu zawodowemu konkretnej osoby. Można być, przykładowo, świetną prawniczką merytoryczną od zamówień publicznych – z wiedzą, doświadczeniem, doskonałą sprawnością intelektualną, analityczną i logiczną. Jednak będzie to za mało, by wypromować się jako ekspertka w tej dziedzinie. Dzieje się tak dlatego, że działania promocyjne należą do innej roli (innej osobowości) niż sfera merytorycznoprawana. Inaczej rzecz ujmując, „prawniczka” ma inne zachowania (w tym umiejętności), komunikację, myśli (w tym przekonania) i emocje (doznania psychofizyczne), niż „promotorka prawniczki w social mediach”. To właśnie tutaj ludzie z którymi się spotykam, mają najczęściej problem. I z reguły jest to ich największy problem. Są tylko prawnikami.
Natomiast życie zawodowe to nie tylko rola prawniczki, czy prawnika. Oprócz tego do obsadzenia są role „promotora”, „managera”, „finansisty”, „szefa” itd. Studia prawnicze uczą tylko jednej z ról – uczą jak być prawnikiem. Jednakże sędzia, który nie zagłębi się w psychologię człowieka, nie pozna nauk kognitywnych dotyczących funkcjonowania mózgu i pamięci, nie zapozna się z odkryciami noblisty Daniela Kahnemana przedstawionymi w pracy „Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym”, będzie na pewno dobrym prawnikiem i najprawdopodobniej średnim sędzią. Nie można za sprawiedliwego sędziego uznać osoby, która nie posiada wystarczających instrumentów wykrywania kłamstwa czy niespójności w zeznaniach świadków. Pomijam w tym miejscu kwestionowany przez część nauki walor przydatności zeznań świadków dla ustalania stanu faktycznego, ze względu na to, jak działa ludzka pamięć.
I musimy też pamiętać, że sędzia, adwokat, notariusz, profesor nauk prawnych itd. to tylko wyłącznie skrawek naszego życia. Oprócz niego mamy też, równie ważne, życie prywatne, w którym jesteśmy w rozmaitych rolach, a tym towarzyszą różnorakie osobowości. Jesteśmy matkami, ojcami, braćmi, siostrami, przyjaciółmi, partnerami, koleżankami, kolegami, klientami, konsumentami, sportowcami, muzykami, tancerzami itd. Gramy różnorakie role. Jest ich wiele. Każda z nich to inne zachowania, inna komunikacja, inny sposób myślenia i inne stany psychofizyczne (emocjonalne). Dobrze jest to odróżniać i dobrze jest tym sterować, zarządzać. W ten sposób odzyskujemy nie tylko sprawczość w naszym życiu, ale również staje się ono o wiele barwniejsze i bogatsze.
Zawładnięcie przez rolę i poczucie własnej wartości
Wypada się jeszcze zastanowić, dlaczego pozwalamy na to, że jedna rola dominuje w naszym życiu? Przyczyn jest kilka. Część z nich już została wskazana (edukacja, wychowanie, socjalizacja, internalizacja). Trudność wynika również z faktu, że edukacja akademicka z reguły skoncentrowana jest na jednej roli, jednej osobowości, przez co nie mamy instrumentów, aby tę rolę porządnie ograć (zagrać). Każdy z nas zna osobę, o której może powiedzieć: świetny prawnik, ale kiepski… – w miejsce wielokropka możesz wstawić cechę, której danej osobie brak. Przykładowo: Świetny prawnik, ale kiepski ojciec. Super prawniczka, ale słaba managerka. Dobry prawnik, ale nie potrafi słuchać. Z tego powodu, tak bardzo ostatnio popularne w edukacji nurty interdyscyplinarne (czy też holistyczne) mają wielkie znaczenie dla rozwoju każdego człowieka i ludzkości jako takiej. Potrzebujemy wyjść z fiksacji na jedną rolę (jedną osobowość), która nas więzi.
Czasem przyczyna zafiksowania się leży w wydarzeniach historycznych o podłożu psychologicznym: są tam zranienia, a czasem traumy z dzieciństwa. Sam zostałem prawnikiem z powodu lęku o przetrwanie. Studia gwarantowały mi rentę po nieżyjących rodzicach. Później schemat walki o przetrwanie powtarzałem, doskonaląc swoje prawnicze umiejętności jako aplikant, a następnie adwokat. I robiłem to już wyłącznie automatycznie, bezwiednie, nieświadomie, mimo że zagrożenia od dawna nie było, a dobry byt miałem zapewniony dzięki dotychczasowym osiągnięciom i solidnej pracy. Tak, niestety, działa mózg. Nawykowo, wzorcowo, powtarzalnie i w zapętleniu. Niestety, gdy wzorzec jest nieużyteczny.
U części znanych mi osób koncentracja (fiksacja) wyłącznie na roli zawodowej, prowadzi do stawiania innych na pierwszym miejscu, zawsze przed sobą i swoimi potrzebami. Klient, podsądny, sprawa, kariera, stają się ważniejsze od własnej codzienności – i chodzi tu zarówno o potrzeby fizjologiczne, jak i psychologiczne. To prowadzi do cierpienia i chorób, ponieważ do zdrowego funkcjonowania w społeczeństwie i zdrowego funkcjonowania psychofizycznego, potrzebujemy różnych ról (osobowości), a nade wszystko umiejętności mądrego przełączania się pomiędzy nimi (zarządzania nimi).
Jak się tego nauczyć? To dość proste. Wypisz kilka (minimum pięć) ról, które sprawujesz w swoim życiu. Do każdej z nich wypisz towarzyszące jej potrzeby, wartości, obowiązki i nagrody (co najmniej siedem odpowiedzi, dla każdej kategorii, w każdej z ról). Być może zauważysz konflikty ról. Przykładowo prawnik może na poziomie potrzeb chcieć zarabiać na utrzymanie, a ojciec chce bawić się z dzieckiem po pracy, na co nie ma czasu, ponieważ zarabiający prawnik mu na to nie pozwala. Takie konflikty potrzebujesz rozwiązać – stać się mediatorem w konflikcie swoich wewnętrznych ról (osobowości).
Możesz też do każdej z ról wypisać towarzyszące jej zachowania (w tym umiejętności), komunikację, myśli (w tym przekonania) i emocje (wraz z doznaniami w ciele). Również w tym przypadku do każdej z kategorii zapisz co najmniej siedem odpowiedzi. To da ci pełny obraz osoby, którą jesteś na planie twojego życia – zarówno prywatnego, jak i zawodowego. Być może też odkryjesz, w jakich rolach i z jakiego powodu czujesz się dobrze, a w których wręcz przeciwnie. To wszystko da ci narzędzie, do takiego zarządzania sobą, które zapobiega wypaleniu zawodowemu i pozwala wieść zrównoważone życie – w bardzo dobrej relacji z sobą i innymi, ważnymi dla ciebie ludźmi.