Konkurs krasomówczy organizowany co roku w Okręgowej Radzie Adwokackiej to moment, w którym prawnicza teoria spotyka się z praktyką w jej najbardziej wymagającej formie. Tu nie wystarczy wiedzieć, trzeba jeszcze przekonać. Kazusy, które trafiają do uczestników, mają swoje plusy i minusy: niektóre wymagają od pełnomocnika znacznie więcej wysiłku i odwagi interpretacyjnej. Ale raz na jakiś czas pojawia się taki, który przenosi się na korytarz, do kawiarni, na grupowy czat – budzi emocje, prowokuje spory i zmusza do zajęcia stanowiska.
W tym roku jeden z kazusów cywilnych okazał się wyjątkowy. Nie dlatego, że był szczególnie skomplikowany. Wręcz przeciwnie – jego siła tkwiła w tym, że na pierwszy rzut oka wydawał się oczywisty. A jednak to właśnie on stał się zarzewiem dyskusji, która szybko wykroczyła poza salę i objęła aplikantów różnych roczników.
Stan faktyczny można streścić krótko. Stanisław i Maria Walczak pozostawali w związku małżeńskim z ustanowioną rozdzielnością majątkową. Mieli córkę Katarzynę. Każde z małżonków posiadało rachunek osobisty, a dodatkowo prowadzili rachunek wspólny. Przed wyjazdem za granicę Stanisław przekazał żonie dane dostępowe do swojego rachunku – na wypadek śmierci lub zaginięcia, aby zapewnić rodzinie bezpieczeństwo finansowe.
Pod jego nieobecność córka odkryła zdradę ojca i podzieliła się tą informacją z matką. Reakcja była szybka i – jak się okazało – kosztowna. W akcie odwetu obie panie postanowiły skorzystać ze środków zgromadzonych na rachunku osobistym Stanisława, a następnie sięgnęły także po znaczną część środków z rachunku wspólnego. Luksusowe wakacje, zabiegi spa, markowa odzież, zakupy i wydatki, które trudno uznać za przypadkowe, szybko doprowadziły do wyczerpania środków. Po rozwodzie bez orzekania o winie Stanisław wniósł powództwo przeciwko byłej żonie i córce, opierając je na art. 415 k.c.
I w tym miejscu zaczęło się to, co najciekawsze – spór o wybór odpowiedniej drogi prawnej.
Dla wielu aplikantów sprawa była oczywista: należało sięgnąć po art. 405 k.c., czyli bezpodstawne wzbogacenie. Konstrukcja prostsza, bardziej „bezpieczna” dowodowo, niewymagająca wykazywania winy ani bezprawności. Do tego dochodził aspekt czysto ludzki – łatwiej przecież zbudować narrację wokół zdradzonej żony niż wokół męża, który sam stał się przyczyną konfliktu, a jeszcze trudniej doszukiwać się bezprawności w działaniu zranionej małżonki.
Niektórzy wprost mówili, że przyjęcie art. 415 k.c. to błąd w kazusie – trudny do obrony.
Zainteresowanie jednak rosło – nie tyle tym, która koncepcja jest „lepsza”, ile czy w ogóle da się obronić tę trudniejszą. Coraz więcej uwagi skupiało się na tym, jak można uzasadnić wybór reżimu deliktowego w takim stanie faktycznym. Dyskusje toczyły się aż do momentu wystąpień konkursowych. Co istotne, kazus zakładał jako podstawę roszczenia art. 415 k.c. – i to właśnie tej drogi musiał trzymać się pełnomocnik powoda. Dopiero wtedy można było usłyszeć, jakie argumenty przytoczył, co nie tyle zakończyło spór, ile nadało mu nowy, bardziej konkretny wymiar.
Zanim jednak przejdziemy do tej argumentacji, warto uporządkować tło prawne.
Po pierwsze – rozdzielność majątkowa. Zgodnie z art. 51 k.r.o. każdy z małżonków zachowuje swój majątek, zarówno nabyty przed zawarciem umowy, jak i później. W praktyce oznacza to brak majątku wspólnego w sensie ustawowym.
Po drugie – rachunek wspólny. W orzecznictwie Sądu Najwyższego utrwalony jest pogląd, że jego prowadzenie nie oznacza współwłasności środków. Małżonkowie są współposiadaczami rachunku, natomiast o przynależności środków decyduje to, kto je wpłacił.
Po trzecie – pełnomocnictwo. Maria Walczak była upoważniona do rachunku osobistego powoda, jednak nie sposób pominąć celu tego upoważnienia. Miało ono służyć zabezpieczeniu rodziny na wypadek sytuacji nadzwyczajnej. Wykorzystanie środków wbrew temu celowi oznacza naruszenie stosunku wewnętrznego – i otwiera drogę do odpowiedzialności.
Na tym tle pełnomocnik powoda zdecydował się konsekwentnie bronić art. 415 k.c.
Sięgnął przy tym do orzecznictwa dotyczącego zbiegu roszczeń. W sprawie o sygnaturze I C 77/16, rozpoznanej przez Sąd Okręgowy w Słupsku wyrokiem z dnia 16 grudnia 2016 r., wskazano, że w razie zbiegu roszczeń z czynu niedozwolonego oraz bezpodstawnego wzbogacenia – uprawnionemu przysługuje wybór podstawy roszczenia.
Podobne stanowisko wyrażono w sprawie o sygnaturze I ACa 1342/12, rozpoznanej przez Sąd Apelacyjny w Warszawie wyrokiem z dnia 18 kwietnia 2013 r., gdzie również zaakcentowano możliwość wyboru reżimu odpowiedzialności.
Na tym tle konstrukcja deliktowa została przedstawiona w sposób klasyczny – ale wydaje się, że dość przekonujący.
Szkoda była oczywista i wymierna. Bezprawność – wyprowadzona z naruszenia celu pełnomocnictwa i braku jakiegokolwiek tytułu prawnego do zatrzymania środków. Wina – widoczna w świadomym i zaplanowanym działaniu. Związek przyczynowy – bezpośredni.
Ale sedno tej argumentacji nie sprowadzało się wyłącznie do przesłanek. Chodziło o coś więcej – o sposób opowiedzenia tej sprawy. O przesunięcie akcentu z „kto się wzbogacił” na „kto przekroczył granicę”.
I właśnie tutaj dyskusja rozgorzała na nowo.
Część aplikantów zwróciła uwagę, że wskazanie na bezprawny charakter działania pozwanych ma znaczenie szersze niż tylko na gruncie prawa cywilnego. Pokazuje bowiem wyraźnie, że doszło do przekroczenia granic – nie tylko niewłaściwego zachowania, lecz działania, które może być kwalifikowane jako czyn bezprawny. A skoro tak, to druga strona powinna mieć świadomość, że jej działania mogą być oceniane nie tylko przez pryzmat rozliczeń majątkowych.
Inni podchodzili do tego wątku bardziej sceptycznie. Wskazywali, że skoro powód w rzeczywistości nie zamierzał kierować sprawy na drogę karną, to akcentowanie tego aspektu może mieć charakter czysto retoryczny – albo wręcz sprawiać wrażenie próby wywarcia presji na drugiej stronie.
Dyskusja zeszła również na poziom bardziej „ludzki”. Część osób była skłonna usprawiedliwiać działanie pozwanych – wskazując, że choć ich zachowanie było niewłaściwe, to jednak stanowiło reakcję na większe zło, jakim była zdrada po wieloletnim małżeństwie. Inni odpowiadali, że taka argumentacja prowadzi donikąd – trudno bowiem uznać, że jedno nieuczciwe zachowanie usprawiedliwia kolejne. Owszem, mąż dopuścił się nielojalności, jednak żona i córka również przekroczyły granicę. Kierując się motywem zemsty, sięgnęły po cudze środki, które miały służyć zabezpieczeniu rodziny na wypadek tragedii. Zdrada moralna nie usprawiedliwia zaboru majątkowego. W tym kontekście przywoływano zasadę „czystych rąk” – przypominającą, że na ochronę nie może skutecznie powoływać się ten, kto sam postępuje w sposób naganny.
Czy debata została rozstrzygnięta jednoznacznie? Nie – i chyba nie powinna być. Ile głów, tyle strategii procesowych, i właśnie w tym tkwi wartość takich dyskusji. Kazus konkursowy stał się bowiem czymś więcej niż tylko zadaniem do rozwiązania. Pokazał, że wybór podstawy prawnej nie jest decyzją automatyczną. To element strategii, który wymaga nie tylko znajomości przepisów i orzecznictwa, lecz także umiejętności zbudowania przekonującej narracji.
Bo w konkursie krasomówczym – podobnie jak w praktyce – nie wystarczy mieć rację. Trzeba jeszcze potrafić do niej przekonać.
O autorze

Daniela Skrendo
aplikantka adwokacka
W działach: In Gremio 183