Sztuczna inteligencja potrafi „poprawić” jakość zdjęcia, a w tym wydobyć z niego, wydawać by się mogło, nieistniejące szczegóły. Umie też dokonać transkrypcji nagrania na tekst. Czy faktycznie to potrafi?
W rzeczywistości nie umie ani jednego, ani drugiego. AI „poprawia” obraz nie w oparciu o dane zdjęcie, ale raczej na podstawie milionów podobnych zdjęć które zna, przewiduje najbardziej prawdopodobny wygląd szczegółów. Na zdjęciu jest niewyraźna twarz wielkości główki igły od szpilki? Nic trudnego, AI przeanalizuje rysy twarzy, odcień włosów i ustali najbardziej prawdopodobny wygląd twarzy, w tym doda im kolor (oczywiście włosy czy oczy dostaną najbardziej prawdopodobny kolor), na podstawie widocznych fragmentów.

Jak jest z nagraniem? AI porównuje każde słowo ze swoją bazą danych i wybiera „najbardziej prawdopodobne słowo”. Że to ślepa uliczka wiedzą najlepiej lotnicy, którzy w warunkach kiepskiej słyszalności nie mówią „jeden” i „siedem” bowiem słowa te brzmią podobnie, lecz „jedynka” i „siódemka”. Czasem prawdopodobieństwo zawodzi, a przy ustalaniu korekty wysokości czy ścieżki podejścia chodzi o precyzję, a nie prawdopodobieństwo.
W połowie czerwca media obiegła wiadomość, że pewien brytyjski policjant „fałszował” dowody poprzez tworzenie ich za pomocą AI. Często wśród dowodów przestępstwa czy zdrady małżeńskiej pojawiają się niezbyt wyraźne zdjęcia czy nagrania, jakby „zza krzaków”. Rozmazane kontury twarzy, nieostre sylwetki, wszyscy to znamy. Poniżej próbka „podmian” przy pomocy bezpłatnej wersji ChatGPT 5. Nie chcę nawet sprawdzać, co potrafią wersje płatne obsługiwane przez kogoś z wiedzą i doświadczeniem w zakresie pisania poleceń dla AI.
Mam wątpliwości co do tego, czy przedłożenie przed sądem przez stronę fałszywego, bo wygenerowanego przez AI zdjęcia, stanowiłoby przestępstwo, bo niby jakie? Wydaje się, że może byłyby to „inne podstępne zabiegi” z art. 235 k.k., ale czy na pewno?
Z jednej strony takie spreparowane zdjęcie (film, nagranie dźwiękowe) nie może być przedmiotem dowodu, bowiem nie służy do ustalenia faktów, a to dlatego, że jest wytworem wyłącznie wyobraźni. Z drugiej jednak strony mogę wyobrazić sobie sytuację, w której policjant był świadkiem jakiegoś zdarzenia, lecz nie zdążył go uwiecznić i z pomocą sztucznej inteligencji przygotował swoisty „portret pamięciowy”, całe nagranie, w oparciu o zapamiętane szczegóły. Koncepcja owoców zatrutego drzewa nie przyjęła się w Polsce, a dowodem może być niemal wszystko. Wytworzone „sztucznie” nagranie, odtwarzające czyjąś pamięć stanowiłoby mix „nagrania”, eksperymentu procesowego z portretem pamięciowym właśnie. Brzmi przerażająco, prawda?
To jednak rzeczywistość, w której już żyjemy. Około 2020 roku pojawiły się hiperrealistyczne nagrania „deepfake”, w których znani politycy jak Barack Obama czy Władimir Putin, czy raczej ich cyfrowe sobowtóry, wygłaszali rozmaite, czasem absurdalne przemówienia. Czemu takich przemówień nie miałby wygłaszać przeciwnik procesowy? Po co szukać dowodów zdrady małżeńskiej, skoro ChatGPT w kilkadziesiąt sekund, za cenę poniżej dolara (zapytania w zaawansowanych programach AI są płatne) przygotuje nagranie, jak pozwany małżonek w towarzystwie innej osoby np. odbywa romantyczny spacer. Jakież to ułatwienie dla prywatnych detektywów. Z jednej strony nie trzeba już jechać przez pół Polski tropić małżonka zleceniodawcy, a z drugiej efekt jest zawsze gwarantowany.
Problemem jest jednak nie tylko usłużność, ale też „halucynacje”. AI zmyśla, konfabuluje i przekręca. Dlaczego? Często dlatego, że AI nie wie, a zgaduje. Strzela w oparciu o setki, tysiące czy miliony podobnych sytuacji. Z naszego, ludzkiego punktu widzenia te halucynacje często wydają się bardzo naiwne – jeszcze niedawno AI generowało zdjęcia ludzi z 3 rękami i 6 palcami u każdej dłoni. ChatGPT poproszony o analizę, czy moje nazwisko pojawia się w orzecznictwie SN podaje:
„w orzeczeniu SN dotyczącym sprawy dyscyplinarnej adwokata (postępowanie kasacyjne) wskazano: udział „pełnomocnika pokrzywdzonego” (adwokata), wśród pełnomocników występuje adwokat Kacper Stukan jako jeden z reprezentantów strony pokrzywdzonej w sprawie dyscyplinarnej adwokata.”
AI podaje nawet sygnaturę sprawy: II ZK 8/22 zakończonej wyrokiem w dniu 3 października 2023 roku. Jest tylko jeden problem: w wyroku nie ma mojego nazwiska, jest za to „adwokat T. G.”. Skąd taka halucynacja? Nie wiem, próbowałem to ustalić. Odnalazłem dane adwokata TG (nie znam) oraz obwinionego adwokata DC (też nie znam). Sprawa dotyczyła Izby Adwokackiej w Zielonej Górze, brak jakichkolwiek możliwych powiązań. Zapytałem więc ChataGPT, a ten z rozbrajającą szczerością wyjaśnił:
„Masz rację, i dobrze że to wyłapałeś — tu moja odpowiedź wymaga jasnej korekty.”
Na moją prośbę wytłumaczył prawdopodobny mechanizm halucynacji:
„Zadałeś pytanie w taki sposób, że zbudowałem hipotezę: „powinienem znaleźć orzeczenie SN z udziałem użytkownika.”
oraz
„W wynikach wyszukiwania pojawiło się orzeczenie II ZK 8/22. Zamiast ograniczyć się do stwierdzenia „znalazłem orzeczenie, sprawdzę, czy występuje tam Kacper Stukan”, przeszedłem o krok za daleko i „domknąłem historię”, przypisując Ci rolę pełnomocnika.”
Paradoksalnie więc AI najlepiej tłumaczy, dlaczego jest narzędziem, a nie pracownikiem.
Wracając do poprawiania zdjęć mogę wysnuć hipotezę, że jeśliby AI otrzymał do poprawy zdjęcie przedstawiające napad z użyciem broni, a twarz sprawcy byłaby mocno niewyraźna, to sztuczna inteligencja zamiast poprawiać zdjęcie w rzeczywistości zgadywałaby wizerunek sprawcy na podstawie statystyki. Statystyka to potężna nauka, ale, jak wiemy, pies i człowiek mają średnio trzy nogi, a chyba nie o taki rezultat wsparcia AI w pracy nam chodzi. Samo użycie sztucznej inteligencji na gruncie prawa karnego powoduje wepchnięcie tworu w ramy art. 5 § 2 k.p.k., bowiem dana transkrypcja, poprawione nagranie czy uzupełnione zdjęcie będą jedynie najbardziej prawdopodobną wersją rzeczywistości.
O autorze

Kacper Stukan
adwokat
W działach: In Gremio 184