Ostatnio, w Siedlcach, ratownicy przybyli na wezwanie celem udzielenia pomocy 59-letniemu mężczyźnie z ranami głowy. Nagle pacjent dobył dwa noże i zranił jednego z ratowników w nadgarstek, zaś drugiego ugodził w klatkę piersiową. 64-letniego medyka nie udało się uratować, zmarł w szpitalu. Sprawca był pijany, śmiertelny cios zadał 20-centymetrowym nożem. Komunikaty o atakach nożem czy innym ostrym narzędziem, z udziałem również najmłodszych, stały się naszą codziennością. Powyższe sprawia, że postanowiłem pochylić się nad tym tematem, raz – z rangi wykonywanego zawodu adwokata, dwa – z tytułu praktyki trenerskiej w sztukach walki, nie mówiąc już o wymiarze obywatelskim tego zjawiska.
Na wstępie warto przypomnieć fakty znane z historii. Jak wiadomo – nóż może być wykorzystywany w celach użytkowych albo wręcz bojowych – do walki. Nóż ze stałym ostrzem pojawił się ok. 500.000 lat temu, ma więc swoją bogatą historię. Najpierw wykonany był z kamienia i miał charakter uniwersalny, służąc do obróbki drewna, przyrządzania posiłków i do wszelkich prac gospodarczych. W XIX wieku pojawił się nóż ze stalowym ostrzem na zewnątrz, a wraz z wynalezieniem sprężyny pojawiły się kolejne wersje tego narzędzia w postaci noży składanych sprężynowych oraz wielonarzędziowych modeli wyposażonych w ostrza. Takie rozwiązania zwiększały funkcjonalność i użyteczność podstawowych prac gospodarskich. Równolegle karierę robił nóż bojowy (szturmowy, okopowy), który, jako broń, przeznaczony był do walki, a przy niektórych modelach również do rzucania – celem neutralizowania przeciwnika w dystansie. Tak więc, od początku swojego istnienia, nóż wykorzystywany był jako broń biała i na przestrzeni wieków przybierał rozmaite formy i kształty, będąc w użytku zarówno wojskowym, jak i cywilnym. Już w starożytności pojawiły się takie modele jak puginał, mizerykordia, czy sztylet, uważane za przodków dzisiejszych noży bojowych. Z chwilą pojawienia się broni palnej nóż – jako broń – został zmarginalizowany i trafił w końcu na karabin jako bagnet. Walka w ciasnych okopach wykazała jednak nieprzydatność długich bagnetów osadzonych na lufach. Dostrzegając tę ewolucję, armie poszczególnych państw zaczęły wyposażać żołnierzy w tzw. noże okopowe do użycia przez oddziały szturmowe, stąd termin bagnet szturmowy używany jest do dziś. Ta wersja była już dobrze wyważona, krótsza i poręczniejsza, umożliwiając zadawanie zarówno pchnięć, jak i cięć. Na krótko przed II wojną światową wprowadzono tę broń na wyposażenie oddziałów zwiadu i rozpoznania, zarówno w Państwach Osi, jak i Aliantów. Jednym z najbardziej znanych modeli jest brytyjski nóż wojskowy Fairbairn-Sykes, który posiadał wąską, obosieczną głownię i dobre wyważenie umożliwiające rzucanie. Używany był przez żołnierzy alianckich, w tym również polskich spadochroniarzy. Obecnie w Polsce nóż bojowy ma zastosowanie w armii, jednostkach specjalnych (np. Grom) i w policyjnych formacjach antyterrorystycznych (np. austriacki Glock FM 78).
***
Powyższy rys historyczny jest o tyle na miejscu, że obecnie w sieci można natrafić na masę ofert sprzedaży noży do walki, począwszy od bagnetów szturmowych, poprzez noże sprężynowe, motylkowe, otwierane i zamykane jedną ręką, obosieczne, sztylety i całą gamę innych modeli. Ponadto Internet uczy jak dźgać, pchać, ciąć i ranić, a nawet eliminować przeciwnika śmiertelnie, prezentując obszerne materiały i instrukcje, łącznie ze wskazaniem lokalizacji uderzeń, prezentowanych nie tylko gumowymi atrapami, ale też na zaadaptowanych do tego celu kawałkach tuszy zwierzęcej przy użyciu ostrych noży. Oczywiście w sieci spotykamy też niezliczone materiały szkoleniowe obejmujące obronę przed napastnikiem uzbrojonym w nóż, czy noże. Komentarz na ten temat pozwolę sobie zamieścić na końcu tego opracowania. A co na to wszystko prawo?
***
Regulacje prawne na świecie dotyczące ograniczeń w zakresie noszenia noży i sprzętu do sztuk walki wyglądają różnie. Często w grę wchodzą limity wiekowe, ale też przedmiotowe. Za przykład może służyć Europa. W Belgii ograniczenie dotyczy bariery 18 lat, ale nawet po ich ukończeniu niedozwolone jest noszenie noży w miejscach publicznych. Ciekawe rozwiązania przyjęto w Danii. Przepisy zabraniają noszenia i posiadania noży lub sztyletów w miejscach publicznych, ośrodkach edukacji, klubach młodzieżowych, ośrodkach rekreacyjnych. Taką broń białą można jednak posiadać w związku z działalnością gospodarczą (np. myślistwo, wędkarstwo). Zabrania się – bez zezwolenia policji – nabywania, posiadania, noszenia lub używania ostro zakończonej broni, jeśli ostrze jest dłuższe niż 12 cm, noży sprężynowych, noży składanych jedną ręką, noży do rzucania, a także lasek-szpad. Zakaz nie obejmuje noży kuchennych itp., używanych zgodnie z przeznaczeniem, nawet jeśli ostrze jest dłuższe niż 12 cm. W Estonii do broni objętej nieograniczonym obrotem zalicza się m.in. noże myśliwskie i do nurkowania, broń sieczną, związaną z tradycją historyczną i kulturową, czy używaną w sztukach walki (miecz, sztylet, rapier). W Finlandii w miejscach publicznych nie wolno nosić ani posiadać broni, która mogłaby wyrządzić krzywdę innym osobom. Z kolei we Francji osoby niepełnoletnie powyżej 16. roku życia mogą posiadać broń klasy 6 (m.in. pałki, bagnety), ale za zgoda rodzica. W Wielkiej Brytanii i Irlandii noszenie noży jest przestępstwem. W Grecji ograniczenia dotyczą nieletnich, podobnie we Włoszech. Ciekawe rozwiązania przyjęto w Luksemburgu, gdzie rozróżnia się broń zakazaną i taką wymagającą zezwolenia. Ta pierwsza obejmuje np. broń do cięcia i pchania z podwójnymi ostrzami oraz noże z ostrzami dłuższymi niż 7 cm. W Niderlandach osoby poniżej 18. roku życia nie mogą posiadać i nosić broni do cięcia i kłucia (np. noży). Węgrzy też są szczegółowi w tym względzie. Noże o długości ostrza 8 cm i więcej są nożami do pchnięć. Posiadanie sprzętu, który może zagrażać bezpieczeństwu publicznemu (np. shuriken-japońskie gwiazdki do rzucania, pałki) jest zabronione w miejscach publicznych, transporcie publicznym i miejscach rozrywki. W Chorwacji, bez zezwolenia policji, zabrania się nabywania, posiadania, noszenia lub używania ostrej lub ostro zakończonej broni, której ostrze jest dłuższe niż 12 cm, noży składanych i rozkładanych jedną ręką, a także noży z poprzecznymi uchwytami przeznaczonymi do pchnięć. Jak widać standardy europejskie są różne, choć widać, że akcentuje się tutaj barierę wieku i ochronę miejsc publicznych, a także długość ostrza noża. A jak jest w Polsce?

Czy nóż jest bronią białą w rozumieniu polskiego prawa? Ustawa z dnia 21 maja 1999 roku o broni i amunicji stanowi (w art. 4.1.a), iż ilekroć w ustawie jest mowa o broni – należy przez to rozumieć narzędzia i urządzenia, których używanie może zagrażać życiu i zdrowiu, w tym broń białą w postaci ostrzy ukrytych w przedmiotach niemających wyglądu broni. Wynika z tego, że każdy nóż, niebędący ostrzem ukrytym w innych przedmiotach, które nie mają wyglądu broni – nie jest bronią w rozumieniu ustawy, należy więc przyjąć, iż jego posiadanie jest legalne. Z powyższego zapisu wynika, iż niezależnie od swojej konstrukcji (np. nóż ze stałą głownią, składany, motylkowy, czy sprężynowy) jest legalny i każdy może go kupić, niezależnie od tego, czy jest pełnoletni czy nie. Sprzedawcy noży praktycznych i wojskowych, którzy oferują swoje produkty między innymi w Internecie, zapewniają o pełnej legalności tych zakupów i warto zacytować niektóre fragmenty tych anonsów. Czytamy m.in.: „Pamiętaj zatem, że nóż jest legalny. Użytkownik może nosić przy sobie nóż o długości 10 cm czy 16 cm lub dowolnej innej. Nóż dowolnego rozmiaru może być przenoszony w kieszeni lub schowany pod ubraniem.”
Nie można oprzeć się wrażeniu, iż taki rodzaj narracji sprzyja decyzjom o zakupie noża, choćby przez Internet i może to być na przykład nóż wojskowy GlockFM 81 Black z piłą, nóż Cold steel SRK Black SK 5, czy też noże składane Mil-Rec Paracord, Sanremu Land 910 Black i wiele innych modeli, których charakter wyraźnie wskazuje na bojowe przeznaczenie. Reklama dźwignią handlu.
Tymczasem nóż jest literalnie obecny zarówno w kodeksie karnym, jak i w kodeksie wykroczeń. Samo posiadanie niebezpiecznych przedmiotów w miejscu publicznym jest uregulowane w art. 50a §1 i §1a) kodeksu wykroczeń, które stanowią – kto w miejscu publicznym posiada nóż, maczetę lub inny podobnie niebezpieczny przedmiot, a okoliczności jego posiadania wskazują na zamiar użycia go w celu popełnienia przestępstwa, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny nie niższej niż 3000 zł. Tej samej karze podlega ten, kto będąc uczestnikiem przejazdu zorganizowanej grupy uczestników masowej imprezy sportowej posiada takie przedmioty. Ustawodawca akcentuje więc, iż posiadanie noża czy maczety – w określonych okolicznościach i miejscach – jest karalne.
W kodeksie karnym, w art. 159, uregulowano użycie w bójce i pobiciu niebezpiecznego narzędzia. Nóż znalazł się tam obok broni palnej i innych podobnie niebezpiecznych przedmiotów jako narzędzie kwalifikujące surowszą odpowiedzialność karną stanowiąc, iż takie działanie podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.
Po tej historyczno-prawnej prezentacji pojawia się co najmniej kilka zagadnień wymagających komentarza.
Zacznijmy od sygnalizowanej na wstępie sytuacji ratownika medycznego podczas wykonywania obowiązków. Ochrona prawna ratownika medycznego została przewidziana między innymi w ustawie o Państwowym Ratownictwie Medycznym, gdzie zgodnie z art. 5 ust. 1 korzysta on z ochrony jaka przysługuje funkcjonariuszowi publicznemu.
Odpowiedzialność karna za atak na ratownika medycznego wynika więc z korespondencji przepisów ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym z przepisami kodeksu karnego. Mowa tu między innymi o naruszeniu nietykalności cielesnej, czynnej napaści lub naruszeniu nietykalności funkcjonariusza publicznego. Kiedy więc ratownicy medyczni atakowani są ostrymi narzędziami – w grę wchodzi odpowiedzialność z art. 223 k.k., gdzie za dopuszczenie się czynnej napaści na funkcjonariusza publicznego w związku z pełnieniem obowiązków służbowych – przy użyciu noża – grozi kara pozbawienia wolności od roku do lat 10, a jeśli w wyniku tej czynnej napaści nastąpił skutek w postaci ciężkiego uszczerbku na zdrowiu funkcjonariusza publicznego – sprawca podlega karze pozbawienia wolności od 2 do 12 lat. Czy cytowane wyżej przepisy rozwiązują problem? Okazuje się, że niestety – nie.
W dobie eskalacji ataków na ratowników medycznych przez pacjentów z użyciem noża pojawiają się kolejne pomysły. Pomijając fakt, iż sam atak przy użyciu noża ze strony osoby, której ratownik udziela przecież pomocy jest swoistą aberracją, warto zasygnalizować, jakie rozwiązania proponowane są obecnie dla lepszej ochrony tej grupy zawodowej przed takimi aktami agresji. Proponuje się, czy wdraża takie pomysły jak kursy samoobrony, kamizelki nożoodporne itp. Sam pomysł kursów, gdzie naucza się obrony przed nożem, nie jest zły. Pamiętać jednak należy, że w takiej wyuczonej aktywności ruchowej decydują nawyki utrwalane poprzez wielokrotne powtórzenia z symulacją sytuacji odpowiadających realnemu zagrożeniu.
Wiele lat temu na prośbę naczelnika poczty prowadziłem wraz z asystentem kurs samoobrony dla listonoszy, pracowników banków, było też kilku policjantów. Zleceniodawca stwierdził, iż potrzebne jest zaświadczenie o zaliczeniu takiego kursu i zasugerował jednomiesięczny okres szkolenia, dwa razy w tygodniu. Nie wyraziłem na to zgody, bo uznałem to za czas stracony, biorąc pod uwagę fakt, że bez późniejszych powtarzających się treningów – wszystkie te, nawet proste wyuczone reakcje wygasną, a w sytuacji emocjonalnego pobudzenia na pewno nie zadziałają.
Przystaliśmy na 3 miesiące, a końcowy egzamin pokazał, czego można się nauczyć, nawet jeśli obie strony bardzo się starają. W symulowanych sytuacjach zagrożenia – na blisko 30 kursantów – tylko kilka osób dało sobie radę, a wynikało to bardziej z ich osobistych predyspozycji niż z uzyskanego zaświadczenia. Wystarczyło krzyknąć przeraźliwie na listonoszkę z użyciem wulgaryzmów i powalić ją na ziemię, by zdezorientowana rozpłakała się.
Wniosek jest prosty – jeśli uczyć ratowników samoobrony, to:
- Ćwiczyć w warunkach realnych, tj. w karetce, obok karetki, przy noszach, w pozycji siedzącej, w odzieży służbowej i w butach, a nie w dresach, na macie w sali gimnastycznej, bo nie tak będzie musiał się bronić ratownik.
- Powtarzać te zajęcia cyklicznie, dla utrwalenia nawyków.
- Przy nauce obrony przed nożem uczyć prostych patentów, a nie wyszukanych kombinacji.
Z kolei wprowadzenie kamizelek nożoodpornych jest krytykowane przez samych ratowników. Mówią oni o pracy w lecie, skrępowaniu ruchów, o tym, że napastnik uderzy nożem w szyję, twarz albo pod pachę czy w nogi, gdzie przecież przebiegają istotne dla życia arterie (tętnice). Coś trzeba jednak czynić, aby takie zagrożenia minimalizować i na pewno przydałby się jakiś stały program kształtujący umiejętności samoobrony dla tej szczególnej grupy zawodowej.
Obrona przed nożem doczekała się masy opracowań i nadal temat ten jest eksplorowany. Książki, publikacje, ciągle żyjące swoim życiem filmiki internetowe, blogi instrukcyjne i cała nieskończona aktywność w sieci w tym przedmiocie. Niestety nie ma dobrej, wypróbowanej metody na obronę przed nożem, szczególnie jeśli napastnik jest zdeterminowany i wyszkolony. Podam parę przykładów z praktyki adwokackiej.
Wiele lat temu na moście w Przemyślu minęli się: młody chłopak ćwiczący karate i starszy 65-letni mężczyzna. Doszło do konfrontacji. Chłopak kopnął na głowę techniką, której uczył się do zawodów sportowych. Zaskoczony przeciwnik otrzepał się, skrócił błyskawicznie dystans i dobywając noża zadał trzy krótkie pchnięcia – w serce, wątrobę i w nerkę, kiedy przemieścił się szybko za plecy chłopaka. Chłopak cudem przeżył, bo miał nietypowe położenie serca. Starszy pan stanął przed sądem, został skazany za przekroczenie granic obrony koniecznej na karę w zawieszeniu. Miał dobrego obrońcę. Sąd nie wziął pod uwagę, iż 65-latek miał bogatą przeszłość w oddziałach specjalnych, specjalizował się w walce nożami, których miał w domu istną kolekcję. Skrócenie dystansu okazało się tutaj zabójcze. Broniłem wiele razy w sprawach, w których użyto noża, bywało, że ze skutkiem śmiertelnym. Raz był to nóż kuchenny, którym katowana żona trafiła oprawcę prosto w serce, innym razem nóż tapicerski z krótkim ostrzem, ale ostrym jak brzytwa, którym podczas libacji sprawca ugodził kolegę w szyję. Było też tak, że żołnierz, który powrócił z misji w Kosowie, miał ze sobą nóż bojowy i ugodził nim kompana podczas sprzeczki, niestety ze skutkiem ostatecznym. Wtedy mój przeciwnik procesowy, przemawiając jako oskarżyciel posiłkowy, grzmiał o tradycji noża w kulturze bałkańskiej. Obecnie wygląda na to, że nóż staje się wszechobecny także w naszej kulturze. Niedawno występowałem jako obrońca nieletniej, która w zakładzie poprawczym ugodziła koleżankę nożem podczas kłótni o jakąś błahostkę. Broniłem też w sprawie, w której w walce kibiców dwóch zwaśnionych drużyn piłkarskich użyto noży, maczet i pałek, a wszystko działo się w biały dzień, na parkingu dużego marketu spożywczego. Krew tryskała, a jeden z uczestników wylądował w szpitalu z pociętym brzuchem. Wszystkie te przypadki polegały na analizie sytuacyjnej i medycznej, dopiero wtedy wszyscy uczestnicy procesu orientowali się, jak groźnym narzędziem jest użyty nóż.
Podsumowując powyższe wywody wypada skomentować to, co dzieje się z udziałem noża w sieci. Jak wspomniałem wyżej, w Internecie roi się od materiałów dotyczących noży. Gdzie i co kupić, jak atakować przeciwnika i w które szczególnie miejsca na ciele, jak ciąć, pchać, przekręcać nóż itd. Nie ma nad tym żadnej kontroli i mogą to oglądać zarówno dorośli, jak i dzieci. Zjawisko to, w mojej ocenie, jest na razie nie do opanowania, a wobec eskalacji nowych technologii przez gigantów medialnych i sieciowych – staje się coraz groźniejsze, również w innych wrażliwych obszarach. Proponowane w sieci metody obrony przed nożem mogą być zgubne w skutkach. Nie istnieją żadne cudowne patenty polegające na wykręcaniu rąk, dźwigniach, czy zasłonach, kiedy napastnik skróci dystans i użyje noża. To mity i baśnie tysiąca i jednej nocy. Groźne jest to, że pojawiają się nauczyciele ubrani w uniformy stylizowane na wojskowe i uczą, jak bronić się przed nożem przy użyciu… noża. Jakie jest wyjście? Jeśli się tylko da – uciekać i unikać konfrontacji. Honor nie ucierpi, a zdrowie i życie będą ocalone. Teoria i samoistny charakter obrony koniecznej tutaj nie pomogą. Nie stawiając się w roli kogoś, kto pozjadał wszystkie rozumy, ale patrząc na problem chłodno – wystarczy zauważyć, że zjawisko noża na ulicy i w sieci to problem, z którym muszą poradzić sobie zarówno Państwo i jego organy, nauczyciele, rodzice, ale także obywatele. Rodzi się więc podstawowe pytanie, które należy postawić na końcu. Czy przy takiej nieskrępowanej dostępności noży dla wszystkich, nie należałoby – wzorem innych państw – zaostrzyć przepisów dotyczących zakupu i posiadania tej broni białej, z uwzględnieniem bariery wieku? Odpowiedź na to pytanie nasuwa się sama.
Kiedyś Roman Polański stworzył epicki film pt. „Nóż w wodzie”. Obecnie z powodzeniem mógłby stworzyć obraz pt. „Nóż w sieci”, cokolwiek ten tytuł by oznaczał.
PS Kiedy skończyłem pisać ten tekst, dotarła do mnie informacja, że w Jarosławiu doszło do konfrontacji grupy osób – z użyciem noży. Przedział wiekowy: 17-38 lat. Dwóch uczestników wylądowało w szpitalu w stanie ciężkim.
PPS Od chwili, kiedy powyższy tekst został opublikowany w Podkarpackim Kwartalniku Adwokackim, doszło do kolejnych, brutalnych ataków na medyków z użyciem noża. Śmierć lekarza w Krakowie wywołała falę protestów środowiska medycznego. Wyraźnie widać, że mowa nienawiści zbiera swoje żniwo, a jej symbolem staje się nóż.
Artykuł ukazał się w Podkarpackim Kwartalniku Adwokackim