Karkonosze przez długie stulecia obfitowały w rozmaite sagi i podania opowiadane w domach podczas przydługich zimowych wieczorów. Jednym z wdzięczniejszych tematów była legenda o nadprzyrodzonej istocie żyjącej na tych terenach, a nazywanej „Duchem Gór”, a czasami także „Karkonoszem” lub „Liczyrzepą”.
„Wszystko jest możliwe, a co nie jest,
to realizacja zajmuje tylko trochę więcej czasu i wysiłku”
Arne Dahl – szwedzki pisarz i krytyk literacki
Te opowieści przekazywane następnym pokoleniom stanowiły próbę wyjaśnienia niezwykłości krajobrazu, górskich szlaków pełnych niebezpieczeństw, czy też nagłych załamań pogody lub tajemniczych odgłosów, od których pękały nawet ściany domostw.
Szklarska Poręba położona jest w szerokiej dolinie rzeki Kamiennej rozdzielającej Karkonosze od Gór Izerskich.
Gerhart Hauptmann, przyszły noblista urodził się w 1862 roku w Ober-Salzbrunn (obecnie Szczawno-Zdrój) w należącym do jego rodziców hotelu „Pod Koroną”. Był rodowitym Ślązakiem, co stanowiło przez całe życie wyraz jego dumy. Chłopca o wyjątkowej urodzie szybko zaczęto nazywać „lichtel”. Przezwisko było połączeniem dwóch słów – światła i ideału, ponieważ Hauptmann wyróżniał się blond włosami, które zmieniały w słońcu kolor na złotoczerwony. Nie akceptował pruskiej szkolnej dyscypliny i uczeniem klasy czwartej został dopiero w wieku 15 lat. Był jednak uzdolniony muzycznie i plastycznie. Jego powołaniem stała się literatura. Na początku były to wiersze, a potem pojawiły się opowiadania. W roku 1889 odbyła się premiera jego pierwszej sztuki „Przed wschodem słońca”, która wywołała skandal i spotkała się z krytyką ze strony prasy. W ostrym społecznym zaangażowaniu obnażył nędzę duchową i moralną nowobogackich właścicieli kopalń w okolicach Wałbrzycha. Znawcy teatru nie kryli jednak dla twórcy słów zachwytu, podobnie zresztą jak i wielkie nazwiska literatury w osobach Henryka Ibsena i Antoniego Czechowa. Po wyjeździe z Berlina osiedlił się z rodziną w Schreiberhau (obecnie Szklarska Poręba), gdzie stworzył swoje wielkie dzieła. Wtedy to powstali w 1892 roku między innymi słynni „Tkacze” – sztuka teatralna opisująca losy rebelii uciśnionych robotników występujących przeciwko elitom politycznym i gospodarczym w czasie powstania 1844 roku.
W tej górskiej miejscowości zamieszkał również jego starszy brat Carl – dramaturg i botanik. Jak pamiętamy, doprowadził on do niemieckiego przekładu „Chłopów”, co przyczyniło się w pewien sposób do przyznania Władysławowi Reymontowi literackiej nagrody Nobla.
Sztukę „Tkacze” wystawiono w Berlinie, wywołując kolejne negatywne opinie. Kontrowersyjna, jak na tamte czasy, okazała się scena z jedzeniem pieczonego psa. Na znak protestu cesarz Wilhelm II zrezygnował ze swojej teatralnej loży. Krytycy dostrzegali jednak jego nowatorskie podejście do teatru i okrzyknięto go ojcem niemieckiego naturalizmu.
W 1901 roku Hauptmann przeniósł się do Agnetendorfu (Jagniątkowa) zamieszkując tam z druga żoną – Margarete w wymarzonym domu nazwanym „Wiesenstein”, co znaczyło „Łąkowy Kamień”. Tu na świat przychodzi jego kolejne dziecko, syn Benwenuto.
Tę okazałą willę z basztą, którą pewnie większość czytelników kojarzy z wyjazdów w Karkonosze, zaprojektował berliński architekt Hans Griesenbach. Polichromię holu wykonał Johannes Maximilian Avenarius i nosi ona do dzisiaj nazwę „rajskiej”. Hauptmann określał swój dom „zamkiem sprzeciwu i obrony” przed życiem towarzyskim Berlina lub „odbudową mojej duszy”, co miało się kojarzyć z próbą wglądu w jego osobowość jako twórcy.
Nagrodę Nobla pisarz otrzymał za całokształt swojej twórczości, będąc kolejnym niemieckim pisarzem, którego uhonorowano tym prestiżowym wyróżnieniem. Jego sława przerosła nawet samego Thomasa Manna, a wielu zwolenników jego twórczości forsowało nawet kandydaturę na prezydenta Republiki Weimarskiej.
Hauptmann doskonale wiedział, jak budować za życia swoją legendę. Hołdował zasadzie, że „jeden obraz mówi więcej niż 1000 wypowiedzianych słów”. Dlatego też pozostawił po sobie kilka tysięcy zdjęć fotograficznych ugruntowując jednocześnie opinię o dobrej, niemieckiej rodzinie. Po przejęciu władzy w 1933 roku przez nacjonalistów podpisał oświadczenie lojalności wobec rządzących, a 3 lata później wstąpił do Izby Piśmiennictwa Rzeszy, podkreślając tym niejako akceptację ideologii nazizmu. Rok wcześniej zdelegalizowano Związek Pisarzy Niemieckich.
W 1942 roku obchodził swoje 80. urodziny, które przygotowano bardzo szumnie. Nadburmistrz Jeleniej Góry Werner Blasius, ulegając roszczeniom materialnym jubilata, zastosował daleko idące ulgi podatkowe, zaś inny prominentny niemiecki nazista, Baldur von Schirach wręczył mu publicznie „pierścień Wiednia”. We wrocławskich obchodach uczestniczyli najwyżsi faszystowscy dostojnicy – gauleiter Karl Hanke i pisarz Hans Christoph Kaergel, szefujący Izbie Piśmiennictwa Rzeczy na Dolnym Śląsku.
W tych trudnych gospodarczo dla obywateli Niemiec czasach noblista otrzymuje od firmy Willy Schwarzera „specjalne dożywianie”. Domaga się między innymi konfitury poziomkowej, wyrobów marcepanowych oraz wyszukanych gatunków warzyw i owoców. Powstaje projekt przemianowania grupy skalnej Mittagestein (Słonecznik) na głównej grani Karkonoszy na cześć Hauptmanna z wykonaniem w skale reliefu głowy pisarza. Po wojnie na krótko przemianowano ją na skałę Tetmajera.
Dwa lata później na przyjęciu urodzinowym Margarete Hauptmann w styczniu 1944 roku w „Łąkowym Kamieniu” gościł generalny gubernator Hans Frank z całym partyjnym kierownictwem NSDAP z Jeleniej Góry. Rozmawiano o literaturze, ale w rzeczywistości Frank zagłębił się w lekturę bogatego archiwum pisarza. W ogrodzie willi w kwietniu 1944 roku na polecenie Hitlera Günther Grundmann – konserwator zabytków Dolnego Śląska umieścił rzeźbę Józefa Thoraka z białego marmuru przedstawiającą Hannelę, bohaterkę dramatu noblisty zatytułowanego Hanneles Himmelfahrt. Była podarunkiem gauleitera Karla Hanke z okazji wcześniejszych osiemdziesiątych urodzin. Przetrwała ona do dzisiaj, pomniejszona jednak gabarytami, przy czym jako twórcę ówczesne władze polskie wskazywały Słowianina o czeskiej narodowości.

Co ciekawe, na przełomie stycznia i lutego 1945 roku Hans Frank, po ucieczce z Krakowa nazwanej „przegrupowaniem”, ponownie odwiedził pisarza, chcąc wśród jego zbiorów ukryć posiadane dokumenty i skradzione dzieła sztuki. Z tego co zawierają dokumenty źródłowe wynika, że Hauptmann odmówił. Wiosną 1945 roku cenne zbiory Hauptmanowskie zostały zinwentaryzowane i umieszczone w drewnianych skrzyniach i w dużej części przewiezione do zamku Kaibitz, koło Kemnath w Górnym Palatynacie. W kwietniu 1945 roku amerykańscy żołnierze słynnej III Armii generała Georga Smithsa Pattona natrafili na nie przypadkowo. Wśród nich były ukryte dokumenty Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy z oryginalnymi podpisami Heinricha Himmlera i Adolfa Hitlera. Uczyniono to za zgodą i wiedzą noblisty.
W lipcu 1945 roku w gospodzie Walschlösschem, w wiosce Hein (dzisiejsza Przesieka) profesor Stanisław Lorentz, będący przedstawicielem Ministerstwa Kultury i Sztuki, odnalazł ukryte tam przez Niemców dzieła Matejki – Batory pod Pskowem, Rejtan i Unia Lubelska. Miejscowość z tego powodu na krótko nazwano Matejkowicami.
Profesor wręczył wówczas Hauptmanowi „list żelazny” gwarantujący zwolnienie jego domu spod rekwizycji. Zobowiązano się także do materialnej i zdrowotnej opieki nad najbliższymi pisarza i personelem zatrudnionym w „Polnym Kamieniu”.
Upadek Niemiec staje się faktem. 6 maja 1945 roku, dwa dni przed końcem II Wojny Światowej w Europie kapituluje Wrocław, miasto, które broniło się najdłużej. Pozostaje w nim ludność cywilna, natomiast nazistowscy notable kierują się w kierunku Kotliny Jeleniogórskiej. Po pierwszym lipca widoczna jest już polska aktywność i obecność na tych obszarach.
W rejony te oddelegowano 10. Sudecką Dywizję Piechoty z uwagi na grożący realny konflikt z Czechosłowacją o te ziemie. Ta istotna dla Polski kwestia terytorialna będzie przeze mnie omówiona w końcowej części publikacji.
Do spotkania z Gerhardem Hauptmannem w jego domu doszło mniej więcej w sierpniu 1945 roku, po uzyskaniu już przez niego wspomnianych gwarancji pobytowo-
aprowizacyjnych. Wojciech Tabaka, w randze starosty Jeleniogórskiego, wydaje pisarzowi kartę rejestracyjną o numerze 252 wraz z zezwoleniem na pobyt.
W trakcie kolejnych spotkań z władzami polskimi żona noblisty, Margarete, zachowuje duży dystans i niechęć do rozmówców. Preferuje natomiast żądania natury nie tylko materialnej. Nazwisko Hauptmanna znalazło się w gronie pierwszych abonentów telefonicznych w wydanej w Jeleniej Górze książce informacyjnej. Jej akcentowane wypowiedzi „co znowu tu chcą ci Polackien?” musi tonować pisarz obawiający się o brak dostaw opału niezbędnego do ogrzania domu.
W październiku 1945 roku w Jagniątkowie pojawia się Johanner Beher, prezydent niemieckiego Kulturbandu, który w sierpniu 1948 roku odmówi przewodniczeniu delegacji niemieckiej z radzieckiej strefy okupacyjnej na wrocławski Światowy Kongres Intelektualistów w Obronie Pokoju. Wyraźnie nie akceptuje polskiego Wrocławia.
Bywa także Gerhardt Pohl, mieszkający w pobliskiej Wilczej Porębie, wykazujący poglądy i tendencje lewicowe. W latach trzydziestych jego dom, nabyty od żydowskiego lekarza Alberta Citroena, stanowił azyl dla osób sprzeciwiających się reżimowi hitlerowskiemu. O książce jego autorstwa „Czy jestem jeszcze w swoim domu?” będzie mowa w dalszej części tej publikacji. Częstymi gośćmi są radzieccy oficerowie z redakcji „Tägliche Rundschau”, gazety przeznaczonej dla ludności niemieckiej, wydawanej przy pełnej sowieckiej kontroli tekstów kierowanych do druku.
Z pominięciem władz polskich podejmowane są próby radziecko-niemieckie przeniesienia pisarza poza Nysę Łużycką. Trudno dzisiaj oceniać, czy Hauptmann zdawał sobie sprawę, że staje się radzieckim materiałem propagandowym dla przyszłej Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Marszałek Konstanty Rokossowski, dowódca Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej (na polecenie Stalina 6 listopada 1949 roku powołany na urząd polskiego Ministra Obrony Narodowej) zadbał o podstawowe warunki bytowe Hauptmannów, łącznie z armeńskimi koniakami, co wydaje się zaskakującym żądaniem noblisty. Zostaje umieszczony na specjalnej liście zaopatrzeniowej z wysoką normą jedenastą, przeznaczoną wyjątkowo dla szpitali i uzdrowisk. Pisarz przyjmuje honorową prezesurę Kulturbundu, a w zamian za to w nowopowstałym wydawnictwie „Aufbau” ukazują się jego „nowe wiersze”. Deklaruje wolę oddania reszty swoich sił witalnych dla demokratycznej odnowy Niemiec, uznając to za swój obowiązek. Uzyskuje w zamian „odblokowanie” wszystkich kont bankowych z okresu sprzed 1945 roku. Przypomina jednocześnie, że w latach dwudziestych napisał wstęp do zbioru tekstów „Rosja i Świat” przeznaczając honorarium na rzecz biedoty sowieckiej. Jego willa nadal nosi niemiecką nazwę „Wiesenstein”.
Zawładnięcie osobą Hauptmanna przez komunistów radzieckich i niemieckich zmierzało do przejęcia przez Niemcy i Czechosłowację części ziem Kotliny Jeleniogórskiej i Kłodzkiej. Niesprzyjający klimat wobec Polaków potęgują słowa Gerhardta Pohla i przekaz literacki, że jeżeli Hauptmann wyjedzie z Jagniątkowa, to tylko „nogami do przodu”. Rodzi się to po rzekomym pytaniu noblisty skierowanym do Pohla „Bin ich noch in meinem Haus?” Takie pytanie padło, ale w rozmowie pisarza z żoną i to praktycznie w ostatnim dniu jego życia. Miało inny kontekst i sens, a przewrotnie zostało wykorzystane przez Pohla ze względu na „rzekome szykany”, jakie spotykały Hauptmannów ze strony władz polskich i radzieckich.
Kolejne urodziny Hauptmanna zaplanowano hucznie na dzień 15 listopada 1945 roku w Drezdeńskim Schauspielhaus. Nie uczestniczył jednak w nich, argumentując jednocześnie wyraźnie odrzucenie propozycji marszałka Gierogija Żukowa przesiedlenia się do Drezna lub Berlina.
Tyle i tylko tyle. Komu i czemu miały służyć wypowiedziane antypolskie słowa przez Pohla? Przecież naziści już wcześniej wykorzystali jego literacki autorytet i po zagładzie Drezna w 1945 roku przez aliantów wspominali o jego rozpaczy i braku konieczności dokonywania zniszczeń. Ten szowinizm przełożył się na ziomkostwa śląskie. Może Pohl zrozumiał, że przegrał swoją „małą wojnę” o uzyskanie wsparcia władz sowieckich dla pozostawienia tych ziem Niemcom, tak jak to było przed 1945 rokiem.
Nie sposób pominąć losów szczawieńskiego pisarza od daty jego śmierci w dniu 6 czerwca 1946 roku w Jagniątkowie do pochówku 28 lipca tegoż roku (zgodnie ze swoim życzeniem) na wiejskim cmentarzu w miejscowości Kloster na wyspie Hiddensee. Przytoczę je krótko, aby zobrazować duże zaangażowanie władz polskich w przewóz zwłok spod Karkonoszy na tę Bałtycką wyspę. Od dnia 6 czerwca pisarz leżał w metalowej trumnie bez pochówku w swoim domu, o którym jeszcze nie tak dawno pisał w słynnej „Wyspie” – „Mojego domu ciche przestrzenie ogarnia znów marzenie”.
Z początkiem lipca rozpoczęto przygotowania transportu kolejowego do przewozu ciała oraz majątku pisarza przy dużym zaangażowaniu władz polskich i radzieckich. Zbiegło się to z zupełnie innymi działaniami, a mianowicie wysiedlaniem Niemców z Dolnego Śląska w innym trybie i na innych zasadach. 19 lipca w godzinach popołudniowych z „Łąkowego Kamienia” zostaje wyniesiona trumna. Gdy samochody znikają za pierwszym zakrętem, do willi wchodzą przedstawiciele Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej, aby objąć ją w swoje władanie. Zniszczeniu ulegają ściany sypialni zapisane ręką pisarza wierszami, cytatami i przemyśleniami. Miały znaczenie nie tylko historyczne, ale przede wszystkim literackie. Wymiar zabezpieczenia jest też inny, tak jak różne są kulturowo i intelektualnie osoby go realizujące.
Strona polska wywiązała się z zobowiązań wobec wdowy z przetransportowaniem zwłok pisarza oraz rzeczy osobistych do Niemiec. Zadbano również o owczarka wabiącego się Dora. Wywieziono rękopisy oraz grafiki Ericha Fuchsa poświęcone ludowi Śląskiemu, a przygotowane specjalnie do utworu „Tkacze”. Całość działań koordynował Główny Delegat ds. Repatriacji Ludności Niemieckiej Ministerstwa Ziem Zachodnich. Pociągiem specjalnym wyjechało także 7 innych rodzin intelektualistów niemieckich. Polskę opuścił wspomniany już pisarz Gerhard Pohl.
Zwłoki Haputmanna dotarły do Kloster. Na wiejskim rybackim cmentarzyku pochowano noblistę, a po 37 latach przy jego boku spoczęła żona Margarete, która ostatnie lata życia spędziła w Ebenhausen koło Monachium.
W trakcie podróży zaistniał incydent, który jest godny zauważenia. W Berlinie – Müggelheim, gdzie zatrzymał się konwój, przekazano wdowie dom, który wcześniej skonfiskowano małżeństwu Charlotcie i Ulrichowi Loth. Właściciel nieruchomości został aresztowany przez niemieckie władze partyjne i wywieziony do Sachsenhausen, gdzie jeszcze niedawno funkcjonował nazistowski obóz koncentracyjny. Tam powstał „specjalny obszar” pod nadzorem SMAD – Radzieckiej Administracji Wojskowej. Ulrich Loth stracił życie, bo Hauptmann, dawny zwolennik narodowego socjalizmu, także zza grobu domagał się od twórców DDR prawa dla swojej pamięci. Wdowa po pisarzu nie chciała jednak utrzymywać żadnych kontaktów z władzami wschodnich Niemiec.
Po latach berliński dom powrócił do prawowitych właścicieli. Gry niemiecko-radzieckie zmierzały dużo wcześniej do pochówku Hauptmanna w rozległym parku przy Grünstaderweg w Müggelheim i stworzeniu tam muzeum, ale sprzeciwiła się temu w sposób zdecydowany Margarete.
Tocząca się dalej gra wokół osoby Hauptmanna nie potrzebowała już polskich świadków. Oni pozostali daleko za Nysą Łużycką. Skromna uroczystość w wiejskim kościółku w Kloster, którą poprowadził przyjaciel noblisty, pastor Arnold Gustavs przy pierwszym porannym świetle (tak jak sobie tego życzył w testamencie) przyćmił udział Wilhelma Piecka, współzałożyciela Socjalistycznej Partii Jedności Niemiec i późniejszego wieloletniego prezydenta NRD, sypiącego garść piachu tej bałtyckiej wyspy do grobu. O „polskich” miesiącach Gerharda Hauptmanna (maj 1945-czerwiec 1946) pisali zarówno niemieccy, rosyjscy, jak i polscy germaniści, publicyści i dziennikarze. Warszawski reżyser – dokumentalista Robert Stando nakręcił dwa filmy „Hauptmann 1945-1946” oraz „Siedem i pół tygodnia”. Wykorzystano materiały uzyskane z „dzienników” wdowy, która notowała ważne fakty z życia domu.
Po kapitulacji III Rzeszy Gerhard Hauptmann pozostał, jak zawsze mówił, „na swoim ukochanym Śląsku” w willi „Wiesenstein”, mimo podjętej szerokiej akcji przesiedleńczej. Magia jego nazwiska, a przede wszystkim interes służb specjalnych chronił go przez negatywnymi zachowaniami i reperkusjami.
Rozpoczęcie prac remontowych willi nastąpiło dopiero w sierpniu 1998 roku, między innymi dzięki wsparciu finansowemu Rządu Federalnego RFN. Ciekawe jest to, że będąc i czując się Ślązakiem, jego ostatnią wolą było pochowanie na bałtyckiej wyspie, w swoim kraju, a nie obcym.
Osobą Gerharda Hauptmanna, jako uznanego pisarza, rozgrywali swoje partie Niemcy, tworzący nową socjalistyczną republikę, aby zachować tereny Karkonoszy dla siebie i Polacy, którzy nie mieli w tamtych latach żadnej pewności co do przebiegu granicy zachodniej, a także Rosjanie, których twór DDRu miał być oknem na zachodnią Europę w standardach gospodarczo-demokratycznych. Było kilka wariantów ustalenia granicy od Świnoujścia wzdłuż Odry i Nysy Kłodzkiej, jednak zwyciężył wariant nazwany granicznym wariantem czwartym, który określiłbym jako „nieobecni nie mają racji”. Będący przeciwnikiem korzystnych dla Polski rozwiązań Winston Churchill wyjechał w dniu 26 lipca 1945 roku do Londynu na wybory. Przegrał je i po dwóch dniach w Poczdamie zjawił się nowy brytyjski premier Clement Attlee. Nie był on jednak do końca zorientowany w europejskiej strategii swojego konserwatywnego poprzednika. Pozwoliło to Stalinowi, który był na konferencji od początku do końca, spełnić rolę „wielkiego rozgrywającego”. W tym czasie doszło do spotkania, w trakcie konferencji, Józefa Stalina z Prezydentem Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej Bolesławem Bierutem oraz innymi przedstawicielami Polski, a także grupą Polskich ekspertów, w tym geografów. Chodziło o przeciwdziałanie poglądowi Churchilla, który upierał się przy wariancie zachodniej granicy Polski opartej o Odrę i Nysę Kłodzką.
Nowotworzone władze niemieckie reprezentowały stanowisko, a wręcz domagały się, ażeby Kotliny Kłodzką i Jeleniogórską przydzielić nowej Republice Niemieckiej. Trzeba także wspomnieć o działaniach podejmowanych przez polityków czechosłowackich po 1945 roku i zgłaszających roszczenia do terytoriów przed aneksją Kraju Sudetów i utworzonym protektoratem Czech i Moraw na Konferencji Monachijskiej. Czesi utracili wówczas te ziemie przy akceptacji Francji, Wielkiej Brytanii, Niemiec i Włoch. Skierowanie wspomnianej 10. Dywizji Sudeckiej w tamte regiony wiązało się z próbą wejścia przez ludność słowacką w rejony Świeradowa Zdroju, która chciała zaanektować te ziemie dla siebie.