Sprawa, o której piszę, toczyła się przed jednym z sądów rejonowych szczecińskiej apelacji. Sędzia wyznaczył publikację wyroku na poniedziałek na godz. 8.20. Z wokandy wynikało, iż następna rozprawa jest wyznaczona na godzinę 8.30. Oprócz mnie jako obrońcy, stawił się również pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego. Obaj musieliśmy dojechać kilkadziesiąt kilometrów, a był to drugi już termin publikacyjny. Pierwszy został odwołany i sprawa toczyła się od nowa. Przewodniczący ogłosił wyrok i stwierdził, iż wyrok zapewne nie satysfakcjonuje żadnej ze stron, w związku z czym i tak będzie musiał pisać uzasadnienie pisemne. W tej sytuacji odstępuje od ustnego uzasadnienia. Wszyscy zadowoleni, że sprawa szybko się skończyła: przewodniczący nie będzie miał opóźnienia, a pełnomocnik i obrońca zdążą na następne czynności.
Niestety moje dobre samopoczucie szybko zostało zaburzone telefonem od klienta. Otóż oskarżony, który z uwagi na problemy kardiologiczne nie był obecny na publikacji wyroku, chciał się dowiedzieć, dlaczego został uznany za winnego i dlaczego sąd zmienił kwalifikację prawną czynu. Dodajmy, iż sprawa była natury karno-gospodarczej, raczej z tych bardziej skomplikowanych. Oczywiście nie potrafiłem odpowiedzieć. W trakcie rozmowy uświadomiłem sobie jednocześnie, iż – po sześciu latach postępowania przygotowawczego i sądowego – nie jestem w stanie podać ani jednego argumentu, który świadczyłby o winie oskarżonego. Uzasadnienie postanowienia o przedstawieniu zarzutów – wiadomo, jak brzmiało. Jedno zdanie. „Zebrany w sprawie materiał dowodowy w pełni potwierdza sprawstwo i winę podejrzanego”. Uzasadnienie aktu oskarżenia – oczywiście brak, przepisy dają możliwość odstąpienia od jego sporządzenia, co jest traktowane w praktyce jako nakaz odstąpienia od uzasadnienia. Na żadnej z ośmiu rozpraw nie pojawił się prokurator, nie została również wygłoszona przez rzecznika oskarżyciela publicznego mowa końcowa z wnioskami.
Na koniec wspomnianej rozmowy mandant, coraz mniej dowierzając moim informacjom poprosił, abym jednak sprawdził czy – w ramach przywracania praworządności – nie wprowadzono przepisu, na podstawie którego sędzia może odstąpić od podania ustnych najważniejszych powodów wyroku.

Opisywana sprawa jest oczywiście jedną z wielu tego typu. Rutyna coraz częściej powoduje, iż przechodzimy do porządku dziennego nad brakiem uzasadnienia decyzji organów prowadzących postępowanie lub jego niedbałym przygotowaniem. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, iż uzasadnienie orzeczeń pełni kluczową funkcję w systemie prawnym. Już na studiach jesteśmy przekonywani, iż uzasadnienie nie powinno być tylko formalnością, lecz gwarantem sprawiedliwości, przejrzystości i kontroli jakiejkolwiek decyzji. Praktyka jednak przynosi konkretne pytania i wątpliwości. Nie czas i miejsce na analizę poszczególnych przepisów procedury karnej, cywilnej czy administracyjnej. Chodzi raczej o ogólne rozważania i próbę pochylenia się nad tym zagadnieniem.
Jedną z kluczowych kwestii jest to, kto powinien być faktycznym adresatem uzasadnienia orzeczenia. Sąd wyższej instancji, profesjonalni pełnomocnicy czy również strony? Wszystkim nam – prawnikom zdaje się umykać, iż dla strony jakiegokolwiek postępowania, jedyna merytoryczna komunikacja sądu (oczywiście również innych organów) następuje właśnie poprzez uzasadnienie orzeczenia. To wtedy obywatel dowiaduje się, jakie stanowisko ma sędzia czy prokurator. Po to w końcu toczy się dane postepowanie – aby uzyskać dobrze uzasadnioną decyzję. Nie zapominajmy również o tym, iż tylko poprzez uzasadnienie widać efekt pracy sądu. Dla powoda czy pozwanego merytoryczna praca sądu nie przejawia się poprzez ilość i długotrwałość rozpraw, ale poprzez uzasadnienie orzeczenia. Tak wynika z badań opinii publicznej.
Jakże aktualnie brzmią tezy prof. Ewy Łętowskiej zawarte w artykule z 1997 r. pt. „Pozaprocesowe znaczenie uzasadnienia sądowego”. Zdaniem autorki uzasadnienia są pisane jedynie po to, aby oceny dokonali fachowcy z drugiej instancji. A ponieważ procedura nic nie mówi o konieczności perswazji, sędzia uważa się za zwolnionego z powinności dokonywania czegokolwiek więcej ponad to, co konieczne musi. W konsekwencji prof. Ewa Łętowska stwierdza, iż w ten jednak sposób sądy same pozbawiają się możliwości oddziaływania, a co gorzej, zaprzepaszczają okazję do przekonania społeczeństwa, pozyskania go dla siebie, zdobycia zaufania do swej działalności, wymiaru sprawiedliwości jako takiego. Czy coś się zmieniło, od kiedy zostały postawione te tezy? Myślę, że nie. Ale bądźmy tez sprawiedliwi. Współczesne procedury w zakresie wymogów, które mają spełniać uzasadnienia, w żaden sposób nie odpowiadają potrzebom współczesności.
W opisanej na początku felietonu sprawie w ogóle nie doszło do podania najważniejszych powodów wyroku. Tymczasem we współczesnej „postpiśmiennej” kulturze to właśnie wygłaszanie ustnych uzasadnień powinno mieć swoją odpowiednią rangę, nie powinno być traktowane jako niepotrzebny element procedury. Prognozowana już w latach sześćdziesiątych zeszłego wieku przez Marshalla McLuhana wizja stała się faktem i komunikacja przesuwa się od tekstu i logiki w stronę obrazów, emocji i bezpośredniości. Procedury sądowe, nie tylko zresztą w Polsce, w ogóle tej nowej rzeczywistości społecznej nie dostrzegają, a w konsekwencji nie uwzględniają,
A może te utyskiwania są bezpodstawne i uzasadnienia powinny być sporządzane tylko dla fachowców? Czyli dla profesjonalnych pełnomocników i sądów wyższej instancji? Wprowadźmy zatem więcej algorytmów do formularzy w postępowaniu karnym i zastosujmy je we wszystkich procedurach. W końcu nikt nie ma pretensji do lekarzy za ich nieczytelną i niezrozumiałą dokumentację lekarską. Ustne uzasadnienia w tej sytuacji też byłyby zbyteczne. Oszczędzimy w trakcie postępowań mnóstwo czasu. W końcu w opisanej wyżej sprawie dzięki temu, że nie było ustnego uzasadnienia, mogłem zdążyć na kolejną rozprawę, a następna sprawa została wywołana punktualnie.
Jednocześnie polskie przepisy oraz praktyka zdają się coraz bardziej deprecjonować rolę uzasadnień w postępowaniach, traktując je jako uciążliwy obowiązek. Wystarczy przypomnieć, jaką merytoryczną zawartość mają uzasadnienia postanowienia o przedstawieniu zarzutów w postępowaniu przygotowawczym. Możliwość odstąpienia od uzasadnienia aktu oskarżenia jeśli postępowanie przygotowawcze zakończyło się w formie dochodzenia oraz brak możliwości uchylenia wyroku w postępowaniu karnym z uwagi na błędne uzasadnienie jasno wskazują, jakie jest nastawienie polskiego ustawodawcy do roli uzasadnień. A jak jest w innych państwach? W niektórych kwestia uzasadnienia ma wręcz rangę konstytucyjną. I tak w art. 111 ust. 6 włoskiej konstytucji czytamy, iż „wszystkie decyzje sądowe muszą być uzasadnione”. Z kolei zgodnie z hiszpańską konstytucja (art. 120 ust. 3) wyroki muszą być zawsze uzasadnione i ogłaszane publicznie.
Warto również pochylić się nad innym – równie ważnym – aspektem uzasadniania orzeczeń. Czym w istocie powinno być uzasadnienie? Czy ma odzwierciedlać przebieg procesu myślowego sędziego, czy raczej zawierać wszelkie argumenty na rzecz takiego, a nie innego rozstrzygnięcia? Co jest bardziej istotne – czy to co sędzia powiedział w ustnych motywach czy to co zostało, często po kliku miesiącach, napisane. Wbrew pozorom problem nie jest wyłącznie czysto teoretyczny. Jakże często strony postępowania sądowego spotykają się z sytuacją, gdy co innego jest powiedziane, a co innego napisane. Niejednokrotnie jako zawodowi pełnomocnicy zacieraliśmy ręce przed mandantami z myślą: niech tylko sędzia napisze to, co powiedział. A po kilku tygodniach okazywało się, że pisemne uzasadnienie – cymes. Logiczne, spójne, zawierające wyjaśnienie wszystkich kluczowych problemów, a przede wszystkim przekonujące. Poruszone tu zagadnienie w doktrynie prawa jest stosunkowo dobrze rozpoznane, ale w mojej ocenia za mało obecne w powszechnym dyskursie prawniczym.
Już w 1934 roku Karl Popper w fundamentalnej dla wielu dziedzin nauki pracy pt. „Logika odkrycia naukowego” wyróżnił kontekst odkrycia oraz kontekst uzasadnienia. W dużym skrócie: dla kontekstu odkryciaistotne jest, jak naukowiec wpadł na pomysł (może to być np. przypadek lub intuicja), a kontekst uzasadnienia– czy pomysł ten da się logicznie i empirycznie uzasadnić. Z punktu widzenia praktyki prawa kontekst odkrycia oznacza proces dochodzenia sędziego do decyzji, czyli jak doszedł do określonego rozstrzygnięcia. W grę wchodzi np. intuicja sędziego, osobiste przekonania, doświadczenie, presja społeczna czy medialna. Jest to swego rodzaju „czarna skrzynka” decyzji, zazwyczaj niedostępna dla stron postępowania. Z kolei kontekst uzasadnienia to jest to, co sąd przedstawia oficjalnie jako uzasadnienie wyroku, czyli logiczny, zgodnyz obowiązującym prawem, zrozumiały wywód. Nie interesuje nas, co sąd „czuł” – interesuje nas, jak uzasadnił wyrok w świetle prawa.
Rozróżnienie powyższego pozwala zadać kolejne pytania. Co w sytuacji, kiedy uzasadnienie ustne różni się – i to w sposób zasadniczy – od uzasadnienia pisemnego. Czy przepisy procedury powinny te kwestie jednak regulować. Co istotne, orzecznictwo wielokrotnie wskazywało, iż nie można czynić zarzutu z uzasadnienia wyroku, bo przecież jest ono sporządzane już po wyroku, zatem nie miało na niego wpływu (taka sama argumentacja znajduje się np. w uzasadnieniu projektu zmiany kpk z 2015 roku). Ale jeśli uznamy, iż kontekst odkrycia jest równie istotny co kontekst uzasadnienia, to przecież tak rozumiane „uzasadnienie” ma jak najbardziej wpływ na wyrok.
Procedura cywilna przewiduje zresztą, że po ogłoszeniu wyroku sędzia zamiastustnych zasadniczych powodów rozstrzygnięcia może wygłosić uzasadnienie. Czyli uzasadnienie w tym przypadku ma wpływ na wyrok. Zostało przecież ogłoszone w tym samym procesowym momencie co wyrok. Należałoby chyba poważnie przemyśleć pomysł, czy z punktu widzenia sprawnej i przejrzystej procedury nie należałoby wprowadzić zasady, iż sędzia powinien wygłaszać od razu „pełnowartościowe” uzasadnienie.
Zgódźmy się wszyscy na koniec, iż pisanie uzasadnień to wyjątkowa pracochłonna i często niewdzięczna praca (podobnie zresztą jak pisanie apelacji). Myślę, że prędzej niż później, Big Techy ochoczo przyjdą z pomocą przeciążonemu wymiarowi sprawiedliwości i zaproponują programy pisania uzasadnień. Zapewne również adwokaci i radcowie prawni dostaną podobne narzędzie. A wtedy koncepcja niemieckiego socjologa i prawnika Niklasa Luhmanna nabierze innego wymiaru. Przypomnijmy, iż opisywał on prawo jako zamknięty operacyjnie system, który sam się reprodukuje. Swego rodzaju perpetuum mobile. Przy wykładniczym rozwoju AI zarówno pisanie uzasadnień jak i apelacji będzie niezmiernie ułatwione. Może nawet dojdziemy do tego, iż apelację będzie rozpoznawała sztuczna inteligencja. Ten sam system będzie pisał uzasadnienia, apelację i uzasadnienia wyższej instancji. Wreszcie będziemy mieli do czynienia z prawdziwym prawniczym perpetuum mobile. Z czasem zrezygnujemy też z dwuinstancyjności, bo skoro AI napisze jedno uzasadnienie w I instancji, to w wyniku swojej apelacji chyba nie zmieni stanowiska w II instancji…
Chyba się zanadto zagalopowałem w tych rozważaniach. Czas wracać do rzeczywistości. W Portalu Informacyjnym Sądów Powszechnym właśnie pojawiło się długo oczekiwane przez strony uzasadnienie wyroku w sprawie, o której była mowa na początku felietonu. Oczywiście na formularzu. Zanim prześlę mandantowi jego treść, „wrzucę” na czata, żeby pomógł mi odkodować główne tezy uzasadnienia. Przy okazji może niech ten czat napisze jakieś tezy do apelacji. A ja tymczasem poczytam sobie publikację o gwarancjach procesowych stron …